Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

środa, 11 lipca 2012

Survival

    Uciekłam przed upałami na wieś - czyli do posiadłości Seniorki [o wcześniejszych wizytach u niej możecie przeczytać tutaj albo w tym poście]. W piątek wieczorem całe stado - smok, hipopotam i kot - zapakowali się do PKS-u i po niezbyt przyjemnej, ale na szczęście i niezbyt długiej podroży wylądowali w zaciszu bajkowego ogrodu. O tym, że jest tu naprawdę pięknie, możecie się przekonać zaglądając na bloga Hipka i przypominając sobie jego posty z września ubiegłego roku [czyli jedendwa i trzy]. Seniorka uwielbia prace ogrodowe, a nade wszystko pielęgnowanie róż, których to kwiatów wiecznie ma za mało - więc cały czas zamawia i sadzi coraz to nowe odmiany. Swoją drogą powybieram chyba ich najpiękniejsze zdjęcia i następnym razem uraczę Was foto-postem o tym, co się tu wyrabia :) Tym razem jednak nie będzie o kwiatach, ale o przygodach strachliwego koteczka, któremu obiecywano "wczasy pod gruszą", a tymczasem okazało się, że został wywieziony na obóz przetrwania...
    Co tu dużo mówić - Jej Wysokość albo się starzeje [choć ma dopiero 2,5 roku!], albo po prostu stała się prawdziwą miastową damą. Na co dzień w Pomarańczowej Jaskini robi wszystko, by wymusić na nas jak najczęstsze spacery, a kiedy się to nie udaje, to całymi dniami przesiaduje w oknie, tęsknie spoglądając na otaczający ją świat. Pocieszaliśmy ją więc już od czerwca: "Zobaczysz Puma, już niedługo pojedziemy na wieś. Tam będziesz miała duży ogród, żeby się wybiegać, drzewa, po których się będziesz wspinać, żabki, które będziesz łapać...". Co się okazało na miejscu? Ano owszem, jakieś żabki i motylki się złowiło, ale co do reszty, to już z umiarkowanym entuzjazmem. Trochę poganiała, kilka drzew zaliczyła - ale jakoś tak bardziej "kontrolnie" - dużo chętniej natomiast przesiadywała w środku domu, ograniczając się do obserwowania ogrodu przez otwarte na oścież drzwi na taras.
    Później pojawiły się "schody" w postaci konkurencji. W poprzednich postach wspominałam, że Seniorka urządza tu coś w rodzaju kociej stołówki MOPS-u. Regularnie przychodzi Kocia Mama ze swoją podrośniętą już córeczką [znaną już Wam Srajdką z filmiku]. Puma jest od obu kociaków dwa - albo i trzy - razy większa, ale odwagę ma gonić tylko tego młodszego. Kiedy pojawia się Kocia Mama, to najpierw obie fukają na siebie, po czym Jej Wysokość dyskretnie się wycofuje w domowe zacisze - mimo że spokojnie mogłaby załatwić intruza dwoma kłapnięciami. Wygląda to doprawdy zabawnie, kiedy duże, spasione, czarne bydle wycofuje się raczkiem przed małą, wychudzoną, wiejską kotką...
    Od wczoraj jednak sprawy pokomplikowały się jeszcze bardziej. Otóż w ogrodzie pojawił się pies! Puszek [mało oryginalne, ale dość adekwatne imię] należy do starszej córki męża Seniorki i został zostawiony mu pod opiekę na czas wakacyjnego wyjazdu. Pies - nieduży, brązowy, kudłaty kundelek - jest do gatunku takich, co to muchy nie skrzywdzą, a dzieci mogą go ciągnąć za uszy i ogon, a on nawet nie mrugnie. Jest naprawdę sympatyczny i posłuszny, kręci się po podwórku [do domu ma zakaz wstępu], a na Pumę sam nie zwraca uwagi. Jej Wysokość natomiast - jako że w swoim życiu nie miała kontaktów z psami - mało nie dostała zawału na jego widok. Wczoraj ograniczała się jedynie do obserwowania przybysza przez okno ze strategicznego miejsca na stoliku w ganku, a kiedy wieczorem wzięłam ją na dwór, to przy pierwszych oznakach zainteresowania kudłacza [po prostu zaczął iść w jej stronę] zwiała błyskawicznie między tuje rosnące koło ogrodzenia i potem dłuższą chwilę musiałam jej szukać. Całą noc natomiast spała ze mną, bojąc się nawet podchodzić do swojego ulubionego okna wychodzącego na taras - bo po drugiej stronie leżał Puszek.
    Rano dzielny - aczkolwiek i strachliwy - koteczek postanowił jednak zobaczyć, na ile może sobie pozwolić w nienawistnym świecie zdominowanym przez psa. Gdy tylko więc rano otworzyłam drzwi na taras, najpierw czujnie zlokalizowała jego położenie - spał sobie grzecznie przy furtce, osłonięty z kilku stron drzewami i krzewami. Puma bezszelestnie [jak to tylko koty potrafią] zaczęła krok po kroku skradać się do niego, chcąc zapewne sprawdzić, na ile blisko pozwoli jej do siebie podejść. Widok był przekomiczny, bo posuwała się w iście żółwim tempie, łapka za łapką, przez dobre 10 minut :) W końcu rzecz jasna Puszek zorientował się, że jest obserwowany, wstał i zrobił kilka kroków w jej stronę [nawet nie szczekając!] - ale Pumy już nie było, bo dała nogę między tuje. I tak to trwają bez przerwy podchody: pies krąży po obejściu [jak na dzielnego stróża przystało], a kot krąży koło psa, na tyle jednak daleko, by w razie czego móc ratować się ucieczką. Jaki będzie dalszy ciąg tej historii, to zobaczymy. Obiecuję natomiast, że jeśli uda mi się uwiecznić te podchody na zdjęciach, to zamieszczę je w tym poście jako UPDATE :)

UPDATE

    Jej Wysokość na łonie natury

4 komentarze:

  1. Skąd ja znam takie ucieczki, taże spędzam wakacje na wsi. A zdjęcia róż chętnie ujrzymy (choć ja sama nie przepadam za kwiatami). Mialam taką kocicę, która w domu siedziała na oknie, a na dworze będąc chciała koniecznie iść do domu:P A podchody z psem też wyglądają znajomo :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie lubię róż, ale Seniorka za to tak, i to bardzo :) Na osłodę dorzucę kilka lilii.

      Usuń
  2. Haha! Bardzo podobną sytuację opisywała mi mama, która miesiąc temu wzięła kociaka, a teraz kociak jeździ z nią regularnie na działkę. Sąsiedzi mają psa, który jest z nami bardzo zaprzyjaźniony i często wpada w odwiedziny. To wiejski piesek, przyzwyczajony do kotów, kur, krów i innego stworzenia, natomiast kotek to bardzo miejski, bardzo młody kociak. Jak zobaczył psa, prychał, fukał i się stroszył jak mógł, co pies zwyczajnie zignorował. "Jakiś durny ten młody" pewnie pomyślał... drugiego dnia piesek znowu przyszedł i usiadł obok mojego taty. Kotek podchodził bardzo, bardzo powoli i usiadł z drugiej strony, bacznie obserwując psa. Kiedy nie doczekał się żadnej reakcji z jego strony, zaczął podchodzić bliżej i bliżej, aż w końcu miał psa na wyciągnięcie łapki. Obmacał psa łapką, zajrzał mu do ucha i od tamtej pory już nie ma z nim problemów :) Nie wiem, czy się przyjaźnią, ale przynajmniej nie ma napięcia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że Puma i Puszek też by się zakumplowali, gdyby pomieszkali ze sobą dłużej. Na razie nauczyła się go obchodzić w bezpiecznej odległości. Poza tym i tak jest górą, bo pies ma zakaz wstępu do domu.

      Usuń