Oczywiście najprościej jest ugotować bób w osolonej wodzie i jazda. Ale jakoś tak od dłuższego czasu chodziło za mną znalezienie jakiegoś fajnego przepisu na "coś z bobu". Myślę, że pierogi mogłyby być dobrym pomysłem, ale kto będzie stał w kuchni i babrał się z pierogami przy takich upałach, jak obecnie? No, w każdym razie na pewno nie Smok... Przydałoby się coś na zimno. Może sałatka? Siadłam więc, przegrzebałam Internet i trafiłam na interesujący przepis. Dałam go do akceptacji Hipopotamowi, a ponieważ mruknął, że w porządku, to zabrałam się do dzieła. Co z tego wyszło, to zaraz zobaczycie. Według mnie całkiem smaczna alternatywa dla tradycyjnych sałatek - ale chrzest bojowy przejdzie wieczorem, kiedy błotny ssak wróci z pracy. Na razie stoi w lodówce i się przegryza [sałatka, nie Hipek, rzecz jasna :)].
SAŁATKA Z BOBEM I KURCZAKIEM
2 woreczki ryżu [ja zawsze do sałatek używam parabolicznego, bo nie ma prawa się skleić]
pół kilo bobu
pół kilo piersi z kurczaka
pęczek rzodkiewki
kiełki [sojowe albo z fasoli]
mały jogurt naturalny
2-3 łyżki majonezu
sól, pieprz [do smaku]
Ugotować w osolonej wodzie ryż oraz bób, wystudzić. Pierś z kurczaka pokroić w kostkę i osoloną podsmażyć na patelni, wystudzić. Kiedy wszystko będzie chłodne, przystępujemy do łączenia składników. Do dużej miski wrzucamy ryż i kurczaka. Bób obieramy ze skórki, rzodkiewki kroimy na pół [jeśli są bardzo duże, to na ćwiartki], a potem na cienkie plasterki. Kiełków dajemy "na oko" [u mnie wyszło 3/4 puszki]. Majonez mieszamy z jogurtem, zalewamy sałatkę, dodajemy pieprz, mieszamy. No i już...
Trzymajcie kciuki, żeby Hipkowi smakowało :)
phi, tym jednym mnie nie przekonałaś ;) a to dlatego, że mam swój przepis na sałatkę z bobu, z tuńczykiem, z liśćmi młodego szpinaku, z pomidorkami koktajlowymi, z cebulką i czarnymi oliwkami... z sosem musztardowo, miodowo cytrynowym... mmm...
OdpowiedzUsuńTeż brzmi nieźle, może dobra jest i jedna i druga :)
UsuńPewnie tak, ale z sałatką jak z chłopem - jak się ma jednego dobrego, to się innych nie próbuje ;)
UsuńCzy ja wiem...? Mam kilka "swoich" przepisów na różne sałatki, smakują mi wszystkie, robię wymiennie, żeby się nie znudziły. W kwestii sałatek jestem chyba poligamistką :)
Usuńobierac bob? tak mi sie wydaje ze obrany zamiast do miski trafilby wprost do mojej paszczy...
OdpowiedzUsuńMam i na to sposób: u nas sprzedają bób w workach po kilogram, a w przepisie jest tylko pół... Ty myślisz, że co należy zrobić z tą drugą połową podczas przygotowania...? :) :) :)
Usuńno ja cie nie moge! Ja na diecie, a Ty se bloga kulinarnego robisz! Nosz przecia oślinię klawiaturę. Ale teraz czytałam książkę "Język baklawy" i tam tez jest przepis z bobem, nie próbowałam, ale może Tobie się przyda, nazywa się to:
OdpowiedzUsuńFul dla ukochanego:
1 puszka drobnego bobu,
2 rozgniecione ząbki czosnku,
2 łyżki oliwy
sól, świeżo zmielony pieprz
sok z jednej cytryny
1 mała drobno posiekana cebula
1 łyżka drobno pokrojonej natki
Wymieszać w rondlu bób, czosnek, łyżkę oliwy, sól, pieprz. dusić na małym ogniu przez ok. 10 min, dodać sok z cytryny, pozostałą oliwę i rozgnieść bób widelcem. Udekorować cebulką i taką. Podawać z chlebkiem pita.
Smacznego :)
Faktycznie u mnie "dla ukochanego": ja nie przepadam za czosnkiem i cebulą, za to Hipek jak najbardziej.
UsuńA widzisz, jaki ja wredny Smok jestem. Prawdziwy dietowy demotywator :)
w sumie...jestem zwolenniczką hedonistycznych diet ;)
UsuńOoo, nowe zdjęcie :)
Usuńdzięki za przepis, miałem dziś robić spaghetti (moje firmowe danie) ale zmieniłem zdanie - przetestuję Twój przepis :)
OdpowiedzUsuńPrzepis na genialny sos pomidorowy do makaronu też mam :) A sałatka przeszła test pomyślnie, Najwyższa Komisja pod przewodnictwem Hipopotama orzekła, że pyszne :)
UsuńHmm, teraz wystarczy zaczaić się na bób (który lubię, choć nie aż tak, jak Ty) i wypróbować :D
OdpowiedzUsuńKażdy pretekst jest dobry :) Witam nową Czytelniczkę.
UsuńA czemu nie zrobilas wersji OSHINOWKA? Hahahahahaha.... O matko jedyna... przypomniala mi sie parapetowka...
OdpowiedzUsuńCo do sosu do sphagetti, to oczywiscie ten od sledzi po wilensku jest dobry, ale ja sie tam moge mylic...
Ostatnio odkrylem przepis na majonez z serka bialego (grani) i goracego jaja. Miksujesz wszystko z dodatkiem soku z cytryny, pieprzu (ja nie luuuuubie) i musztardy. Wrazenie smakowe podobne, a kalorii duuuuzo mniej.
Co do bobu, to ja dziekuje. Jakos nie przepadam za nim. Ale wszystko moze sie zmienic.
Poki co...
Bob z Toba.
;-)
Oszinówka to na święta, za dużo babrania z krojeniem pieczarek. Sos do spagetti ten co ja mam to taki typowy z pomidorów, na lato w sam raz. Zamieszczę przepis, jak tylko zrobię i będę mogła uwiecznić na zdjęciach.
UsuńA śledzie po wileńsku to mam obowiązek robić co roku na Wigilię.
No prosze, jaki mily obowiazek :) ciesze sie, ze cos zostalo dla potomnych :)
OdpowiedzUsuńTak szczerze, to śledzie po wileńsku są moją firmową potrawą...
Usuń