Zdaje się, że jak na razie Efekt TUP działa, bo w pierwszym tygodniu wznowienia zajęć w Zoo po wakacjach nie wydarzyło się nic bardzo emocjonującego ani groźnego. Dla porównania - rok temu we wrześniu miałam już jazdę na całego. Klasy prześcigały się biorąc najwidoczniej udział w konkursie pod tytułem: "Kto szybciej wykończy psychicznie nową panią od polskiego". Palma pierszeństwa rzecz jasna należała się Beatce-Ciężarówce, bo gdyby tak nie było, to cała historia nie skończyłaby się przecież na policji i nie zaowocowała sprawą o obrazę funkcjonariusza państwowego podczas pełnienia obowiązków służbowych.
Tym razem - nie ukrywam, że ku mojemu zaskoczeniu - mam względny spokój. Odnotowałam kilka zgrzytów, ale nie z takimi numerami radziłam już sobie przez ubiegły rok. Dawidkowi najwyraźniej kończy się zapał -albo siły, by nad sobą panować - bo na ostatnim polskim wpisałam mu już pierwszą uwagę za notoryczne odbieranie telefonu komórkowego na lekcji [rzecz jasna pomimo wyraźnego zakazu] oraz w rezultacie opuszczenie sali, bo chciał sobie w spokoju pogadać. Ale to i tak Pan Pikuś przy jego możliwościach. Notabene mam zamiar straszyć go tym, że jeśli w tym roku też będzie miał zachowanie naganne na koniec roku, to zgodnie z przepisami będę wnioskowała na radzie pedagogicznej o zatrzymanie go w tej samej klasie, nawet mimo pozytywnych ocen. Może to coś da...
Miałam nieprzyjemną akcję z trzema cwaniaczkami na lekcji organizacyjnej w pierwszej zawodowej. Przyszło mi towarzystwo 10 minut po dzwonku z wyraźnym zamiarem rozwalenia zajęć i "obsikania terenu", czyli pokazania nieznanej im nauczycielce, kto tu rządzi. Co takiego robili? Standard: głupie, głośne rozmowy oraz niedopuszczanie mnie do głosu poprzez nabijanie się ze wszystkiego, co powiedziałam. Jeden z nich nawet autentycznie popłakał się ze śmiechu, ale chyba nie spodobało mu się, że troskliwie wyjęłam chusteczki higieniczne z plecaka i podałam mu je - chyba spodziewał się troszkę innej reakcji :) A koledze, który stanął koło mnie na katedrze i zaczął parodiować mój sposób mówienia i gestykulacji, rzecz jasna pogratulowałam zdolności aktorskich i wyraziłam ubolewanie, że w takim razie uczy się w zawodówce, a nie w szkole artystycznej, bo najwyraźniej minął się z powołaniem. Potem zaczęła się już typowa chamówa, zwieńczona stwierdzeniem, że [uwaga, cytuję bez cenzury]: "Pani to jest jakaś niedojebana, chyba pani dawno nikt nie wyruchał!". A ponieważ jedyną moją reakcją było pytanie, czy zdają sobie sprawę, że pierwsza rzecz, którą zrobię po lekcjach, to będzie wizyta w gabinecie Wice, to cała trójca w końcu zabrała się i opuściła salę - kilkanaście minut przed końcem zajęć, co przyjęłam z ulgą, bo wreszcie mogłam spokojnie dokończyć tłumaczenie reszcie klasy, jakie są moje wymagania oraz przewidywana lista lektur. Jaki był finał tej historii? Szczegółowe opisanie całego zdarzenia w dzienniku lekcyjnym, moja rozmowa z wychowawcą klasy i Wice, dywanik dla wszystkich trzech panów u głównej oraz karne przeniesienie prowodyra do równoległej klasy. Reszcie uświadomiono, że ponieważ więcej równoległych klas nie ma, to kolejnym krokiem będzie posłanie ich na zieloną trawkę - jako, że niedługo osiągną pełnoletność i nie będziemy się musieli z nimi dłużej patyczkować . Będzie to równoznaczne z tym, że zawodówki raczej nie skończą [no, chyba że prywatnie, jeśli zapłacą w prywatnej szkole], bo z takimi papierami nikt poza Zoo i tak ich nie przyjmie. Efekt? Na drugiej lekcji polskiego pojawił się tylko jeden z tych trzech panów, który przez całą lekcję się nawet nie odezwał, tylko siedział i notował. I tak ma być :)
Poza tym można by wręcz rzec: nudy :) Zobaczmy, co dalej. No i w tym tygodniu czeka mnie pewnie zebranie z rodzicami. Ciekawie, czy coś się będzie działo?
A póki co mam zamiar skorzystać z ładnego weekendu oraz tego, że Hipopotam czuje się zdecydowanie lepiej. Wyruszamy w miasto :) Uwaga, Smoki nadlatują!
Nadchodzi niezła para, Smoczyca i Hipopotam;-)))
OdpowiedzUsuńNie ma to jak oryginalny duet :)
OdpowiedzUsuńCzytam już od jakiegoś czasu i wreszcie się odważam odezwać :) Podziwiam, że potrafisz znieść tego typu zachowanie i wybrnąć z tego w taki sposób jak to robisz. Pamiętam swoje nieukończone praktyki pedagogiczne w trakcie nieukończonego kursu... Zazdroszczę.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że weekend się i udał :)
Ale czemu musiałaś się "odważać"? Ja nie gryzę, mimo że jestem Smokiem - i jak najbardziej zapraszam do komentowania. A co do znoszenia - cóż, wielkiego wyjścia nie mam, poza rzecz jasna rzuceniem roboty...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Nie no, nie sugerowałam, że gryziesz ;)Poza tym ja lubię smoki :) Zwyczajnie jakoś tak zwykle trudno mi się jest odzywać.
OdpowiedzUsuńRównież pozdrawiam :)
My, nauczyciele, mamy swoje sposoby, by zmusić do mówienia :) No wiesz - lampa w oczy albo średniowieczna klasyka: jakieś przypalanie, wieszanie pod sufitem, łamanie kołem... Do wyboru, do koloru :)
OdpowiedzUsuńDo szkoły chodziłam rzadko, specjalnie przykrych wspomnień nie mam ;) Nie przestraszysz mnie ;)
OdpowiedzUsuńSądzę jednak, że na tyle często tam bywałaś, że Cię co roku klasyfikowano i w rezultacie nie wylądowałaś w Zoo :)
OdpowiedzUsuń