Do Zoo wrócił Darek [czyli Oliwer Twist]. To oczywiście dobrze, że jego stan zdrowia widocznie pozwala na chodzenie do szkoły, ale problem z jego opóźnieniem jak był, tak pozostał. Przyznam, że po dzisiejszej lekcji jestem lekko załamana i nie mam pojęcia, jak znaleźć optymalne wyjście z tej sytuacji. Optymalne - to znaczy takie, które byłoby dobre dla chłopca, ale jednocześnie zapewniło mi warunki, bym mogła normalnie [jak na Zoo rzecz jasna] prowadzić zajęcia dla reszty towarzystwa.
Darek miał dziś wyraźnie gorszy dzień. Patrząc na niego nie miałam żadnych wątpliwości, że mam do czynienia z dzieckiem upośledzonym - zapewne w stopniu lekkim, ale jednak. Co robił? Generalnie przez całe zajęcia gębusia mu się nie zamykała, nawet w momentach, kiedy przepisywał notatkę z tablicy. Komentował wszystko co mógł, przy czym jego pytania czy stwierdzenia nie bardzo trzymały się kupy. Widać było wyraźnie, że po prostu gada, żeby gadać. Dla przykładu: usiłowałam wytłumaczyć małpkom, na czym polegała w tragedii antycznej zasada trzech jedności [miejsca, czasu i akcji]. Mówię więc, że Grecy wychodzili z założenia, że skoro widz w teatrze siedzi te 2-3 godziny, bo tyle trwa spektakl, to i sama opowiedziana historia powinna tyle zająć. Innymi słowy - nie może być tak, że nam sobie każą wyobrazić, że upłynęła noc i teraz bohaterowie rozmawiają następnego dnia, skoro w rzeczywistości tyle nie minęło. Na co Darek...
Darek: A dlaczego to miało trwać 2-3 godziny?
Ja: Więcej pewnie trudno wysiedzieć, tyle zwykle trwa spektakl.
Darek: A co, jak by trwało 4 godziny?
Ja: Widzowie by się zmęczyli, ale wtedy i akcja mogłaby tyle zająć.
Darek: A jak by trwało 4 godziny i jedną minutę?
[W tym momencie dotarło do mnie, że dalsze ciągnięcie tematu nie ma sensu, więc zignorowałam pytanie i chciałam przejść do zasady decorum - ale niestety Darek uważał inaczej. I kontynuował swoje dywagacje, zupełnie, jak by zacięła mu się płyta...]
Darek: A jak by trwało 4 godziny i dwie minuty?
A jak by trwało 4 godziny i trzy minuty?
A jak by trwało 4 godziny i cztery minuty?
I tak w koło Macieju...
Naprawdę, mówił przez CAŁĄ lekcję i nie było sposobu, by go uciszyć. W pewnym momencie jednak naprawdę zdębiałam, bo zaczął wyć! Niskim, gardłowym głosem, z szeroko rozdziawionymi ustami, co wyraźnie przypominało obrazki z zakładu dla umysłowo chorych. Na pytanie, co on [do cholery!] robi, oświadczył uśmiechając się od ucha do ucha... że śpiewa! Nie przesadzam, cała szopka trwała dobrych kilka minut, zanim nie wymyślił czegoś innego.
Po 20 minutach jego popisów zaczęły puszczać mi nerwy, a to znaczy, że robi się nieciekawie. Jestem nauczycielem, profesjonalistą i to do mnie należy opanowanie sytuacji, szczególnie, kiedy mam do czynienia z tego rodzaju dzieckiem. Rozumiecie - ja świetnie zdaję sobie sprawę, że NIE WOLNO mi się na niego wściec czy odezwać w sposób uwłaczający jego godności, bo jestem osobą dorosłą i reszta towarzystwa na mnie patrzy. Jeśli więc zobaczą, że NAUCZYCIEL pozwala sobie na kąśliwe uwagi, to tym bardziej oni będą się czuli uprawnieni, by jechać po nim jak po łysej kobyle. Tylko co innego, że ja to WIEM - a co innego, że nie jestem mimo wszystko cyborgiem i zwyczajnie szlag mnie trafia. Wyobraźcie sobie, że stoicie przed klasą i staracie się normalnie prowadzić zajęcia przy bezustannym akompaniamencie wycia, bezsensownych uwag i pytań, a wasze kulturalne upominania są kompletnie ignorowane. Ciekawa jestem, ilu z Was w takim momencie w końcu nie wytrzymałoby nerwowo i nie krzyknęło: "Zamknij się wreszcie, debilu!" Notabene - tak właśnie reagowali jego koledzy z klasy. Oni też byli zmęczeni ciągłym hałasem i tym, że lekcja nawet nie pretenduje do miana normalnej. Zapewniam Was - małpki w słowach nie przebierają, więc epitety, którymi obdarzali Darka, nie zawsze były cenzuralne.
Gwoli ścisłości, nie przytaknęłam jego kolegom ochoczo w stylu: "No właśnie, stul dziób, idioto!", tylko ich objechałam ["A ty nie bądź taki mądry, bo sam przeszkadzasz"] - choć naprawdę bardzo mało brakowało. Nie wiem też, na jak długo wystarczy mi cierpliwości, jeśli takie lekcje będą się powtarzały. Ludzie, ja naprawdę nie robiłam specjalizacji z oligofrenopedagogiki, tylko z literatury staropolskiej...
Kiedy rozmawiałam o tej lekcji w domu z Hipopotamem, podsunął mi jedno rozwiązanie, które muszę przemyśleć. Ma pomysł, bym na każdej lekcji dawała Darkowi do "pięknego i dokładnego" przepisania jakiś dłuższy tekst. Będzie miał w ten sposób zajęcie, ja święty spokój, a jeśli uda mu się przekopiować zadanie bez błędów, to będzie pretekst, by wstawić mu pozytywną ocenę. Brzmi dobrze i w pierwszej chwili bardzo mi się ta idea spodobała, ale teraz pojawiła mi się jedna wątpliwość. Otóż - co z reakcją reszty małpek? Dostaną aż zbyt wyraźny sygnał, że Darek jest na specjalnych prawach. Co, jeśli zaczną go przez to jeszcze gorzej traktować? Albo - co wielce prawdopodobne - same zaczną domagać się podobnych zadań, by tylko w łatwy sposób dostać dobry stopień? Skoro Darek może, to czemu nie one?
Nie powiem im przecież, że Darek jest opóźniony umysłowo i stąd powinnam wobec niego zdecydowanie obniżyć wymagania...
Rozumiem Twój dylemat. Uczę w gimnazjum, w jednej z klas "uczy się" dziecko upośledzone w stopniu umiarkowanym. Zalecenie poradni to szkoła życia, ale matka wie lepiej... więc zapisała Kosmitkę do nas.
OdpowiedzUsuńAno... A u nas, w połączeniu z tym, że w jednej klasie z "Kosmitą" uczy się np. ćpun, chłopak notowany za udział w pobiciu oraz cała reszta, która "tylko" powtarza klasę któryś raz z rzędu, to naprawdę ręce opadają...
OdpowiedzUsuńDrago,ale czy to nie ma jakiś paragrafów, bo ja się nie znam na tym, żeby to dziecko przepisać do innej szkoły? Przecież on musi mieć specjalną opiekę. Rozmawiałaś ze szkolnym psychologiem albo z dyrektorką?
OdpowiedzUsuńMag, decyzję o umieszczeniu dziecka w szkole specjalnej podejmują rodzice lub prawni opiekunowie. Jeśli nie, to jest droga sądowa, ale to tylko w teorii tak różowo wygląda... Chłopak jest w trzeciej gimnazjalnej i na takie kroki jest już z lekka za późno. Uważam, że trzeba było interweniować o wiele wcześniej. Nie wiem, dlaczego tego nie zrobiono, pewnie ktoś uznał, że lepiej go przepychać z klasy do klasy i jakoś to będzie. Inna sprawa, że nie znam w szczegółach jego sytuacji rodzinnej - od jak dawna przebywa w DD i czy jego rodzice mają pełnię praw rodzicielskich. Jeśli jego papiery prawnie są nieuporządkowane, to wszystkie procedury się jeszcze bardziej komplikują.
OdpowiedzUsuń