To co po wakacjach słychać w Zoo?
Wice-Dyra dotrzymała słowa i podzieliła moją osobistą małpiarnię na dwie klasy - ale niestety Dawidek znalazł się w smoczej części... Czyżby uznano, że ja sobie jednak dobrze daję z nim radę? No nic, pożyjemy, zobaczymy. Pocieszający jest fakt, że z klasy odpadła z różnych przyczyn większość jego świty, a więc kolegów, przed którymi zwykł się najbardziej popisywać. Jak już kiedyś wspominałam, Dawidek jest tego rodzaju osobnikiem, który musi być w centrum uwagi, a rzecz jasna najłatwiej mu to osiągnąć robiąc oborę na zajęciach. Na moje oko jednak - wyłączając Dawidka - został mi w klasie spokojniejszy zestaw małpiątek, istnieje więc szansa, że numery mojego ulubieńca nie będą robiły na nich aż takiego wrażenia, a skoro tak, to że się choć trochę uspokoi. Oczywiście czas pokaże, tym bardziej, że mam w klasie dwóch całkiem nowych chłopców, których do tej pory nie uczyłam.
W ogóle mam teraz pod opieką 17 osób, z czego pewnie chodzić będzie z dziesiątka. Oprócz nowych mam też dwóch spadochroniarzy z byłej drugiej gimnazjalnej, ale ci są akurat niegroźni - wiem, bo sama ich uczyłam i enkaele im wlepiłam... Zapisana jest też Emilka, ale ona będzie mieć z przyczyn oczywistych indywidualne nauczanie [rozmawiałam już telefonicznie o tym z jej matką - komplet dokumentów mają dostarczyć w środę]. Jak wiem od Karolka [czyli ojca dziecka] - urodziła zdrowego synka w drugiej połowie sierpnia. Oboje czują się dobrze, a sam Karolek na pierwszym polskim, kiedy pytałam klasę, jak spędzili wakacje, odparł, że "bawił malucha" :) No i słusznie, przynajmniej się jakoś poczuwa do obowiązków rodzicielskich... Alkonek nie pojawił się na rozpoczęciu, ale w piątek przyszedł do szkoły. Na pytanie o wakacje wymamrotał, że był gdzieś na Mazurach i pływał łódką [Bols?], ale nie potrafił określić, gdzie i kiedy, bo "nie pamięta". Pewnie uważa, że to strasznie zabawne. Cóż, jeśli chce, żebym mu narobiła koło pióra, to niech tylko spróbuje przegiąć...
Piątek przebiegł zaskakująco spokojnie. Panie i panowie - udało mi się w mojej osobistej małpiarni przeprowadzić normalną, zwykłą lekcję gramatyki! Z ręką na sercu: WSZYSCY mieli zeszyty, WSZYSCY przepisywali z tablicy, NIKT nie robił bydła i NIE BYŁO rozmów zakłócających przebieg zajęć. Nawet Dawidek pracował, czyniąc przy tym rzecz jasna różne, nienajmądrzejsze komentarze, ale jak na niego to i tak jestem pod wrażeniem. Gdyby tak było przez cały rok, to w ogóle bajka, ale ja tam w garbate aniołki nie wierzę. Jak myślicie, na jak długo im wystarczy tego zapału? Ja obstawiam tydzień :) Pocieszające jest natomiast, że zmienili im miejsce nauki - bo w tej szkole z reguły każda klasa ma swoją salę i to nauczyciele biegają za uczniami, a nie odwrotnie. Z uwagi na specyfikę tej dzieciarni jest to lepsze rozwiązanie: wiadomo, gdzie kto powinien być [choć z reguły i tak nie jest...], kogo ścigać za zniszczenia, no i same małpki lepiej funkcjonują, jeśli mają mniej zmian wokół siebie. W każdym razie moja małpiarnia urzędowała do tej pory w fatalnej klasie na parterze, która zostala przerobiona ze starej sali gimnastycznej. Wiązało się to z koszmarną akustyką - każdy szept urastał tam do poziomu normalnego głosu, a jako że małpki szeptać między sobą nie zamierzały, to wiecznie był taki hałas, że po kilku godzinach tam spędzonych naprawdę pękała głowa. Dodatkowo minusem pomieszczeń na parterze jest zbyt duża odległość od gabinetu dyrektorki, punktu z przyczyn bezpieczeństwa strategicznego. W tym roku jednak przeniesiono nas na sam środek pierwszego piętra - pokój nauczycielski za rogiem, a dalej sekretariat :) W dodatku jest to sala z odtwarzaczem DVD, które co prawda nadaje się tylko do polskich filmów [pilot nie współpracuje, więc niemożliwe jest uruchomienie interfejsu, żeby np. ustawić polskie napisy czy lektora], ale to i tak spore udogodnienie, bo już nie będę musiała nikogo wcześniej prosić, by się ze mną zamienił na salę.
Dojdą mi dwie nowe klasy, z którymi nie miałam do tej pory przyjemności - trzecia gimnazjalna [podobno spokojna jak na warunki Zoo] oraz pierwsza zawodowa, w której na liście jednak zobaczyłam kilka znajomych nazwisk [czyli spadochroniarze, a także dwie osoby, które uczyłam w gimnazjum, a teraz chodzą u nas do zawodówki]. Ano zobaczymy.
Aha - i dziewczyny w pokoju nauczycielskim twierdzą, że dalej dobrze wyglądam. Podobno robiły zakłady, czy przytyję przez wakacje. No ok, dwa kilo przybyło, ale to znaczy, że i tak jestem osiem do przodu.
Smoku, bardzo dobrze wyglądasz, nie zauważyłem tych dwóch kilo;-))
OdpowiedzUsuńMożesz mi spokojnie te 2 kg mailem przesłać :)))
OdpowiedzUsuńMałpiarnia otwarta na nowo. Też miałam zawsze zapału na tydzień, potem notatki robiły się coraz bardziej brzydkie, uczyć się już nie chciało i jakoś tak to szło normalnym trybem olewczym :)))
Hipopotam: to i dobrze, że nie zauważyłeś. Jak to mówią, miłość jest ślepa :)
OdpowiedzUsuńKen.G. : z chęcią bym Ci podesłała nawet i 5kg :) Tylko mi powiedz, jak mam to zrobić...