Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

czwartek, 28 października 2010

Małpka nr 2 - Psychopatka

   Przedstawię dziś sylwetkę kolejnej małpki, w dodatku nie tylko mojej uczennicy, ale i wychowanki.
   Tatuś Ani* nie utrzymuje kontaktu z rodziną – i bardzo dobrze, ponieważ pił i prawdopodobnie się nad nimi znęcał. Wydawałoby się, że po usunięciu tego bydlęcia z horyzontu dziewczynka odzyskała możliwość normalnego rozwoju. Cóż z tego, skoro jej matka ma najwyraźniej tysiące innych, ważniejszych spraw na głowie, by jeszcze zajmować się Anią. Owszem, pracuje, opiekuje się też obłożnie chorym bratem, ale najwidoczniej zapomina, że ma oprócz tego jeszcze córkę, która potrzebuje uwagi. Trzy razy z panią pedagog już próbowałyśmy umówić się z tą kobietą na rozmowę – nie przychodziła pomimo ustalonego terminu, a ostatnio z rozbrajającą szczerością stwierdziła, że dojazd do szkoły to dla niej „kawał świata”… Zresztą, Ania świetnie zdaje sobie sprawę, jak się sprawy mają. Kiedy po którymś numerze, jaki odstawiła [zbluzgała nauczycielkę i powywracała kilka ławek] ostrzegłam ją w rozmowie, że będę musiała wezwać jej mamę do szkoły, spojrzała tylko smutno i spytała: „I co, myśli pani, że mama przyjdzie…?”.
   Zoo jest trzecią szkołą Ani. Nie jestem psychiatrą, ale na moje oko dziewczynka jest psychopatką. Jej reakcje nigdy nie są zrównoważone, mogą być tylko albo przesadnie „na plus”, albo przesadnie „na minus”. I jedne, i drugie są niepokojące. Chcecie konkretów? Proszę bardzo…
- In plus: Ania jest nadaktywna, cały czas chce odpowiadać (nawet, jak nie ma nic do powiedzenia), nie dopuszcza innych uczniów do głosu, biega po kredę, ściera tablicę, podlewa kwiatki w sali. Na przerwach przychodzi do mnie porozmawiać albo z prośbą w rodzaju: „Psze pani, czy może mnie pani przytulić?” Raz szłam przez korytarz w dość przylegającej do ciała bluzce i Ania siedząca pod salą, mając jak najlepsze intencje, wrzasnęła na cały regulator z podziwem: „O k***, ale pani to ma wielkie cycki!”
- In minus: byle drobiazg powoduje u niej atak szału. Wtedy głośno przeklina, krzyczy, wybiega z klasy trzaskając drzwiami. Kiedy koleżanka nie chciała jej pożyczyć na lekcji ołówka, zaczęła targać ją za włosy i bić. Chodzi z niebezpiecznie rozbieganymi oczami, nie reaguje na słowa albo też nie rozumie, co się do niej mówi. Zdarza jej się też przyjść do szkoły w ubiorze zdecydowanie bardziej pasującym do osoby wykonującej najstarszy zawód świata, niż do uczennicy.
   Najciekawsze jest, że te zmiany nastrojów – in plus oraz in minus – występują bezpośrednio po sobie, bez ostrzeżenia. W jednej chwili może np. wyznać mi, że bardzo mnie kocha, by w drugiej zacząć wrzeszczeć, bo coś jej się nie spodobało.
   Najsmutniejsze jest to, że dziewczynka ma wyraźny talent aktorski – brała udział w pamiętnym przedstawieniu na Dzień Nauczyciela (to ta od awantury z czerwoną teczką) i była świetna, po spektaklu inni nauczyciele przychodzili mi to powiedzieć jeszcze przez kilka dni. Co z tego…? Na moje oko Ania skończy albo w więzieniu, albo w domu wariatów. Zależy, czy prędzej zrobi krzywdę komuś, czy sobie.
*imię dziewczynki zostało zmienione.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz