A więc... (tu nastąpiły werble)
PROSZĘ PAŃSTWA - OTO KOT
Zawsze powtarzałam, że kiedy tylko osiądę na własnym M, to kot będzie pierwszym wstawionym sprzętem zaraz po łóżku, gdyż "bez kota to nie robota". W praktyce trochę to potrwało, a i potem wyniknęły pewne nieprzewidziane komplikacje, o ktorych nie chcę tu wspominać. Ale mniejsza z tym, ważny jest efekt, czyli obecność Kota, a właściwie Kotki.
Puma nazywa się tak, jak wygląda - jest cała czarna, smukła i zgrabna. Nie ma jeszcze roku, a już waży prawie 4 kg i to nie z powodu tuszy. Weterynarz oglądając jej łapy i ogon zawyrokował, że będzie wielkim kociskiem. Już się boję...
Puma nazywana jest też Pumeksem - który to przydomek zawzięcie lansuje Moja Najlepsza Psiapsiółka Michał - a na co dzień również Futrem. Była małym, lekko wystraszonym zwierzątkiem, "zaadoptowanym" z Domu Tymczasowego dla zwierząt. Kto kiedykolwiek miał kota, ten wie, co zwykle wyrasta z takich małych, zabiedzonych, miauczących sierotek. Wielkie, wypasione, dalej miauczące księżniczki... Otóż Jej Wysokości na pewno nie można odmówić uroku i wrodzonej dumy. Rzeczywiście, prezentuje się bardzo dostojnie i do twarzy, to jest - do pyska - jej w czerni :) Ma jasno określone cele i stara się je konsekwentnie realizować. Potrafi być zatem przemiła, jeśli uzna to za przydatne. Jest bardzo towarzyska, lubi być w centrum uwagi, a zostawiona na dłużej sama wyraźnie tęskni. Natomiast na pewno nie jest wpatrzona w człowieka jak w obrazek, tylko widzi siebie jako pełnoprawnego członka stada. Nie przyjmuje argumentacji "nie wolno - bo tak, bo ja, twoja pani tak mówię". Jeśli jej na czymś zależy, stara się to zdobyć i ustępuje tylko wtedy, kiedy naprawdę nie ma innego wyjścia.
Jaka z tej krótkiej charakterystyki wynika codzienna "instrukcja obsługi" Pumy?
- jeszcze nigdy nic nie zniszczyła, kiedy jest sama w domu. A po co ma się wysilać, jeśli brakuje widowni? Za to kiedy są ludzie i - o zgrozo! - nie zwracają na nią uwagi, to już ona znajdzie sposób, by musieli się nią natychmiast zająć...
- w wakacje wywyiozłam ją na miesiąc do mojej mamy na wieś, gdzie mogła szaleć do woli, ale "skończyło się to Eldorado" (jak mawiała wychowawczyni mojego brata w liceum) i nastąpił powrót do ciasnego mieszkania. No, nie do końca... Od tego czasu muszę co najmniej raz dziennie wyprowadzać Jej Wysokość na spacer na smyczy (a i owszem, dobrze czytacie - o spacerkach jeszcze kiedyś napiszę...), bo jeśli nie, to robi z mojej norki krajobraz po wojnie atomowej
- Bohu dzięki w nocy jest spokojna. Najchętniej układa się koło mnie "pysk przy pysku" i przesypia grzecznie do rana. Nie ukrywam, że te momenty z życia Futra lubię najbardziej :)
- jest bydlątkiem bardzo żywym i łownym. Średnia długość życia muchy, która wlatuje nieopatrznie do mieszkania, wynosi minutę. Ponadto odkąd nastała Puma, wyniosły się rybiki i muszę przyznać, że jestem zadowolona z tej wymiany. Co prawda rybikom nie trzeba zmieniać kuwety, ale za to wolę, jak po przyjściu z pracy to kot ociera mi się o nogi, a nie one....
To ja chylę kornie czoła przed Jej Wysokością Pumą :) Koty to niesamowite zwierzęta! martucha ( http://pomyslnasiebie.blog.onet.pl )
OdpowiedzUsuńJej Wysokość łaskawie przyjęła złożony jej hołd :)
OdpowiedzUsuń