Kim jest w szkole wychowawca klasy, to wszyscy z grubsza wiedzą. To taki nauczyciel, który oprócz nauczania swojego przedmiotu dodatkowo sprawuje opiekę pedagogiczną nad przydzieloną mu klasą. Jak to kiedyś określiła moja Eks-Wice-Dyra [w poprzedniej szkole] robiąc pogadankę moim podopiecznym - "to taka wasza druga mamusia".
Muuuu-ha-ha-ha...
Czym zajmuje się de facto wychowawca? Między innymi:
- prowadzi dziennik i wszelką dokumentację klasy (a wierzcie mi, jest tego od groma i ciut ciut)
- traci od 1/3 do połowy swoich lekcji przedmiotowych na "sprawy wychowawcze", czytaj: opierdzielanie dzieciarni za ich mniej lub bardziej głupie numery
- wysłuchuje w pokoju nauczycielskim negatywnych uwag i "jest zobowiązany" wpłynąć na klasę, by sie poprawiła (ciekawa jestem niby jak? ma wyciągnąć czarodziejską różdżkę i pozamieniać złe siostry Kopciuszka w dobre wróżki?)
- chodzi na wycieczki szkolne, w trakcie których musi mieć oczy dookoła głowy, bo jak się coś stanie, to beknie za to nie kto inny, tylko właśnie wychowawca
- jest odpowiedzialny za kontakty szkoły z rodzicami, szczególnie wtedy, gdy dzieje się coś złego.
I dziś zatrzymamy się przy tym ostatnim punkcie. Wychowawca powinien stale monitorować dziennik pod kątem frekwencji uczniów i jeśli zauważy dłuższe nieobecności - "coś z tym zrobić". Swoje wysiłki co miesiąc odnotowuje w tabeli, gdzie zlicza nieobecności delikwenta, wyszczególnia, ile było nieusprawiedliwionych (czyli mówiąc po ludzku: wagarów), a obok wpisuje, jakie kroki poczynił, by dziecię do szkoły jednak przyszło. Te wypociny nazywają się obrazowo w żargonie belfrowskim "dupochronem" - bo w razie kłopotów z wagarującym uczniem (dajmy na to: miał być w szkole, a w tym czasie kogoś pobił czy coś ukradł) i nalotu kuratorium pada nieuchronne pytanie: "A co zrobił wychowawca?" - i wtedy nieszczęsny pedagog wyciąga wspomnianą wyżej tabelke, która ni mniej, ni więcj, tylko chroni mu d***...
Czemu o realiach pracy wychowawcy wypowiadam się z taką ironią i cynizmem, to może przy innej okazji. Tym razem przyjrzymy się, jak w praktyce powstaje dupochron.
Co przede wszystkim robi Dragonella widząc, że delikwenta częściej w szkole nie było, niż był? Ano łapie za telefon...
JA: Dzień dobry, nazywam się XYZ, jestem wychowawczynią Arkadiusza. Dzwonię, aby się dowiedzieć, co się z nim dzieje, ponieważ od początku roku nie pojawił się w szkole.
MATKA: A to świetnie, że pani dzwoni, sami byśmy chcieli wiedzieć, co się dzieje. Arek zwiał z domu, nie wie może pani, gdzie jest? Może jakiś kolega go widział?
albo:
JA: Dzień dobry, nazywam się (i tak dalej, zmieniając tylko imię dzieciątka)...
MATKA: Jak to nie chodzi do szkoły?! Przecież wychodzi co rano z domu z plecakiem! Dziś też go nie było? A dostał nawet pieniądze, bo do kina ma iść z klasą. To mówi pani, że on się w szkole w ogóle nie pojawia?!
(notabene po tym telefonie przyszedł na 3 ostatnie lekcje - i od razu zrobił na warsztatach pochodnię z kleju przemysłowego... dostanie Naganę Wychowawcy...).
Jest jeszcze trzecia grupa - numery telefonów, które są uparcie "poza zasięgiem" lub które zwyczajnie nie istnieją. W takich wypadkach Dragonka pisze oficjalne pismo do rodziców z prośbą o kontakt, a fakt wystosowania tego pisma odnotowuje się w papierach (no i rzecz jasna na dupochronie).
Generalnie - jest wesoło. Tabelka wypełniona, rodzice powiadomieni (albo i nie...). A dziecko zapewne jak wagarowało, tak wagarować będzie. Aż do następnego miesiąca...
Chciałabym napisac coś inteligentnego, ale nic mi nie przychodzi do głowy. Chciałabym pracowac w szkole, ale czy ogarnę to wszystko? Powiedz, czy Ty jesteś w stanie pomóc jakoś swoim uczniom?
OdpowiedzUsuńmartucha
Zacytuję moją Wice-Dyrę [która jest bardzo mądrą kobietą]: "Jeśli na 100 dzieciaków wyciągniemy z gówna jedno, to znaczy, że ta szkoła ma sens". I tego się trzymam.
OdpowiedzUsuń