Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

piątek, 15 października 2010

Coś z niczego

   W przydziale czynności na rok szkolny 2010/11 przypadło mi wraz z Kamilą, inną polonistką, zorganizowanie "akademii z okazji Dnia Nauczyciela". Pamiętam takie akademie z czasów, kiedy sama chodziłam do szkoły (a to przecież, kurde blaszka, wcale nie było tak dawno!) - dużo śmiechu, ubaw po pachy, potem nerwy i zasłużone oklaski. Uwielbiałam to całe zamieszanie, próby po lekacjach, organizowanie dekoracji i kostiumów.
   No cóż, to se ne wrati, jak mawiają starożytni Czesi... Dzieciaki mają obecnie zbyt dużo rozrywek - ups, przepraszam, to znaczy arcyważnych spraw - by chciało im się jeszcze uczyć ról i brać udział w jakimś szkolnym przedstawieniu. Tak jest w zwyczajnej szkole - a co dopiero w Zoo.
   Zoo to szkoła dla tzw. trudnej młodzieży. Następny przystanek po Zoo brzmi już tylko Poprawczak. Z tego faktu wynikają codziennie liczne atrakcje, o których na pewno nie raz będzie w tym blogu. Dziś: o organizacji czegokolwiek z kimkolwiek i jakkolwiek... Moja ukochana Wice-Dyra (piszę to bez cienia ironii) świadoma realiów co prawda zastrzegła, że wystarczy zorganizowanie nawet króciutkiego wystepu "aby coś było" - lecz nawet to okazało się wyczynem na miarę budowy stadionu na Euro 2012, tzn. jeśli powstanie na czas, to będzie cud boski... A czemu tak?
   - Obsada aktorska zmieniała się praktycznie codziennie. Umówienie się z kimkolwiek na coś jest w tej placówce niewykonalne. Nie masz gwarancji, że dziecko, które zgodziło się zagrać w poniedziałek, w środę nie stwierdzi, że "to jest poj***ane, nie chce mi się już". Co z tego, że kusisz piątką z polskiego. One i tak mają oceny tam, gdzie słoneczko nie dochodzi...
   - Aktorzy mają swoje humory, a jakże... Przykłady? "Ja chcę czerwoną podkładkę pod tekst, nie zieloną! Nieeeee... Bez czerwonej nie zagram!". Albo: "Jak on gra ze mną w tej scenie, to ja nie gram!". Czy też: "Nie będę chodziła z tą kartką, nie ma mowy, nie chce mi się, będę siedzieć... No i co z tego, że nie będzie mnie widać?!".
   - Próba? Zebranie wszystkich - 15 minut (lekcja trwa 45, a nie masz pewności, że na następną stawi się ten sam skład...). Ci, którzy akurat nie grają, gadają, słuchają muzyki lub się biją - hałas taki, że nie słyszysz własnych myśli. Ci, którzy właśnie grają, nie mogą ćwiczyć, bo muszą akurat odebrać telefon lub wyjść "do klopa/na szluga/się przewietrzyć (do wyboru, do koloru)".
  
   Rezultat? W dniu przedtsawienia na próbę generalną przyszły... 2 osoby na 15. Rozpoczęła się Wielka Improwizacja i wymiana prawie całego składu. Walka z czasem, ich humorkami i naszym załamaniem nerwowym. Gdybym miała pod ręką kałacha, to teraz zamiast pisać bloga, siedziałabym w pięknym pokoiku z kratkami w oknach...
   O dziwo - coś wyszło! Co prawda sama musiałam zagrać jedną z ról, ale to się podobno nawet Głównej spodobało, bo "do tej pory żaden nauczyciel nie grał razem z uczniami". Cóż, wyjścia nie było... :) Biedna Kamila po wszystkim nie poryczała się chyba tylko dlatego, że miała zbyt staranny makijaż.
   Następna taka okazja to Jasełka. Ale to już nie moje zmartwienie. I Bohu niech będą dzięki...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz