Historia z nieudaną próbą wykorzystania piosenki "Supermenka", którą opisałam w poprzednim poście, ma dość nieoczekiwany ciąg dalszy. Choć to w sumie zbyt łagodne określenie, bo muszę przyznać, że ja mało nie spadłam z krzesła.
Ale od początku. Na kolejnych zajęciach, które nastąpiły bezpośrednio po tamtych feralnych, wszystko przebiegło według utartego, programowego, aczkolwiek nieco nudnawego schematu. Tłukliśmy dokładnie ten materiał, który przewidywał podręcznik - żadnych udziwnień i niespodzianek. Oczywiście broń Boże ćwiczeń do słuchania, bo uznałam, że muszę dać Drybkowi czas na przełknięcie porażki. Jakież więc było moje zaskoczenie, kiedy wczoraj mój uczeń zaraz po przywitaniu się i rozpakowaniu, wystosował do mnie następujący apel [przytaczam rzecz jasna sens jego słów, a nie dokładne ich brzmienie - całość wypowiedzi to była mieszanka polskiego na bardzo prostym poziomie z domieszką angielskiej leksyki, kiedy brakowało mu słów]:
- Myślałem o tamtej lekcji ze słuchaniem i widzę, że mam z tym kłopot. Na następnych zajęciach nie robimy podręcznika, tylko przygotuj mi 90 minut dyktanda, różne teksty, łatwe i trudne. Ty będziesz czytać, ja będę pisać. Muszę nauczyć się słuchać, bo nie rozumiem, co Polacy mówią.
Kopara opadła mi do samej podłogi, a kiedy odzyskałam mowę, to oczywiście odparłam, że to świetny pomysł. Stanęło na tym, że przyniosę rozmaite ćwiczenia na rozumienie ze słuchu i rzeczywiście tylko tym będziemy się zajmować przez całą lekcję. Zasugerowałam tylko, że nie powinno być wyłącznie tak, że ja mu czytam, bo w takim układzie nauczy się świetnie rozpoznawać polski w wykonaniu Smoczycy, a przecież nie na tym rzecz polega. Powinien umieć rozróżniać język mówiony przez przeciętnego Polaka, być przyzwyczajonym do różnych akcentów, płynności i staranności.
Kiedy już ustaliliśmy szczegóły, powiedziałam mu mniej więcej coś takiego:
- John, bardzo się cieszę, że ty to zaproponowałeś. Widzę, że o wiele gorzej idzie ci ze słuchaniem, niż z czytaniem czy gramatyką. Wiem, że powinieneś dużo ćwiczyć słuchania, ale po tej lekcji z piosenką byłeś taki smutny, że bałam się to zaproponować. Świetnie, że sam chcesz takie ćwiczenia. Naprawdę bardzo się cieszę.
Przyznaję, że mi Drybek zaimponował. On naprawdę źle znosi porażki i teraz przecież musi sobie zdawać sprawę, że przez jakiś czas będzie się wykładał na tych słuchankach. Ale nie ma innej rady. Jak widać, jego ambicja jest silniejsza, niż frustracja z powodu niepowodzenia.
Trzymajcie kciuki w piątek, żeby facet jednak dał radę - przynajmniej w części :)
no tak,liczba Szkotów mi się nie zgadzała w mieście i teraz widzę, ze jeden uciekł do Polski i schował się w Twojej szkole :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:)
Drybek jest już w Polsce drugi rok z perspektywą na kolejny. Choć oczywiście czasem lata w odwiedziny do rodziców do Glasgow.
Usuń