Generalnie to mam wrażenie, że mnie na swój sposób lubi. Chętnie opowiada mi o swojej pracy - i to ostatnio nie tylko zagadnięty przeze mnie [zawsze zaczynam zajęcia od zapytania go luźno, jak mu minął dzień, co robił w pracy czy jakie ma np. plany na weekend], ale też sam z siebie. Ostrożnie też zaczyna wypytywać mnie o różne rzeczy - związane z Zoo [bo wspominałam, w jakiej szkole uczę...] lub z moimi poglądami na tematy społeczne czy polityczne - choć oczywiście wszystko w granicach zachowania odpowiedniego dystansu. Stara się być miły, uśmiecha się do mnie, próbuje żartować na swój ponury, sarkastyczny sposób. Ogólnie zatem jest dobrze, choć oczywiście pewne wpadki są nie do uniknięcia.
No właśnie... Przy okazji jednego z ćwiczeń z podręcznika zrobiłam mu całe zajęcia powtórkowe z trybu przypuszczającego - wiecie, zdania typu: "gdybym mógł..., to zrobiłbym...". Nie jest to jakaś szczególnie trudna w języku polskim konstrukcja, bo tworzy się ją regularnie, podstawiając do odpowiedniego, logicznego schemaciku. Powtórzyliśmy więc zasady, przewałkowaliśmy szereg typowych ćwiczeń gramatycznych, a potem kazałam mu zastosować tryb warunkowy w praktyce:
JA: John, co byś zrobił, gdybyś rządził w Szkocji? Jakie prawo byś zmienił?
DRYBEK: Gdybym rządził w Szkocji, chciałbym żeby mężczyźni codziennie chodzili w spódnicach...
JA: Masz na myśli kilt? Lubisz nosić kilt?
DRYBEK: Tak, jest wygodny.
Tjaaa... Biorąc pod uwagę to, że Drybek wyglądem przypomina hobbita - tylko lekko odchudzonego i mało owłosionego - to może i dobrze, że nie chodzi w narodowym szkockim stroju na co dzień... :)
Zwieńczeniem lekcji o trybie przypuszczającym miało być ćwiczenie z piosenką. Kiedy sama uczyłam się angielskiego, to uwielbiałam, kiedy nauczyciele wykorzystywali na zajęciach teksty utworów muzycznych, bo zawsze było z tym sporo śmiechu, a materiał gramatyczny szybciej wchodził mi do głowy [pewnie dlatego, że jestem typowym słuchowcem]. Jako lektor też mogę stwierdzić, że w 9 przypadkach na 10 piosenka na lekcjach zdaje egzamin - skąd mogłam zatem wiedzieć, że trafi się akurat przypadek nr 10?
Mogło być gorzej, bo pierwotnie chciałam mu puścić "Klub wesołego szampana" Formacji Nieżywych Schabuff. Kiedy jednak pomyślałam o wersach: "A gdybym był krogulcem, to co byś powiedziała?" czy "A gdybym był młotkowym, w fabryce z młotkiem szalał?" - i o tym, jak się namęczę, by mu wytłumaczyć, co to wszystko znaczy, to postanowiłam poszukać czegoś prostszego. Stwierdziłam w końcu, że doskonale nada się "Supermenka" Kayah, tym bardziej, że mogę mu jednocześnie pokazać teledysk, o którym sobie porozmawiamy. Ćwiczenie miało polegać na tym, że dam mu tekst piosenki z powycinanymi niektórymi słowami, a jego zadaniem będzie "wysłychać" wyrazy i wpisać w luki. Nie spodziewałam się problemów, bo pousuwałam proste wyrazy [tzn. takie, które powinien znać], tempo tej piosenki nie wydawało mi się szczególnie szybkie -Kayah śpiewa dość wyraźnie - a przed przystąpieniem do ćwiczenia przetłumaczyłam z nim najpierw resztę tekstu, żeby wiedział, o co w całości chodzi. Niestety, Drybek wyłożył się kompletnie. Mimo wielokrotnego słuchania po kawałeczku, zatrzymywania, cofania - nie potrafił wyłowić brakujących fragmentów. To oczywiście nie zbrodnia, po prostu jak widać "sprawność rozumienia ze słuchu" ma na niższym poziomie, niż pozostałe. Gdyby taka kwestia wynikła przy zwyczajnym uczniu, to moja reakcja byłaby jedna: "Skoro jest z tym problem, to znaczy, że musimy poćwiczyć". Ale John jest osobą, która bardzo źle radzi sobie w sytuacjach niepowodzenia, o czym już Wam chyba kiedyś wspominałam. Tym razem jednak nawet się nie zdenerwował - tylko zdołował i to tak bardzo, że autentycznie było mi go szkoda. Nie chciał zrezygnować, próbował słuchać tego samego fragmentu po kilka razy - i tylko robił się coraz bardziej smutny i przygnębiony. Wyraźnie zależało mu na tym, żeby wykonać ćwiczenie poprawnie, ale niestety nie był w stanie. Przyniesienie piosenki na zajęcia, które w zamyśle miało być przyjemną odmianą od gramatycznej rutyny, zamieniło się więc w narzędzie tortur. A przerwać oczywiście nie było można, bo Drybek nie byłby w stanie całkowicie przyznać się do porażki. Sytuacja patowa.
Jakoś dobrnęliśmy do końca zajęć, ale wiem, że spieprzyłam uczniowi samopoczucie na resztę wieczoru, jeśli nie na dłużej. Powiedziałam mu na koniec, żeby się nie przejmował, bo to wszystko jest do wyćwiczenia - a ja przygotowałam mu jak widać za trudne ćwiczenie, bo myślałam, że skoro tak świetnie radzi sobie z gramatyką, to i tu nie będzie problemu... Uśmiechnął się smutno, ale wyszedł z tak marsową miną, że nawet Hipek to zauważył, kiedy go mijał w przejściu.
Wygląda niestety na to, że John ma problem z rozumieniem ze słuchu i mówię to nie tylko na podstawie tego pechowego ćwiczenia. Powinniśmy więc robić więcej tego typu zadań, bo ta sprawność sama się nie wykształci. Tylko jak to zrobić, żeby się facet nie zniechęcał i nie dołował? Musiałby zaakceptować fakt, że przez jakiś czas będzie mu szło kiepsko, a to najwidoczniej przekracza jego możliwości. Jeśli przyniosę mu za łatwą "słuchankę", to nie poprawi swoich umiejętności- a jeśli za trudną, to będzie sfrustrowany.
I weź tu Smoku nie zgłupiej...
"Supermenka" ma dosyć skomplikowaną (jak dla mnie-laika) linię melodyczną, Kayah śpiewa wyraźnie, ale "przeciąga" głoski. Jak Twój uczeń ma kłopoty z rozumieniem mowy, to tego raczej na pewno nie pojmie. Nie jestem muzykiem, raczej "słoń na ucho", ale tak mi się wydaje.
OdpowiedzUsuńMądry Smok po szkodzie... Mnie się ta piosenka wydawała prosta i wyraźna, ale ja to ja... Gdyby człowiek wiedział, że się przewróci, to by usiadł... Na przyszłość będę bardziej uważała.
Usuń