Jestem po pierwszej lekcji z nowym zagranicznym uczniem - ok. 40-letnim Johnem z Glasgow, który od brzmienia swojego wybitnie szkockiego nazwiska zwany jest po cichu przez pracowników szkoły językowej Drybkiem. Tremę przed tymi zajęciami miałam jak jasna cholera, a dlaczego, to już mówię.
Przed Johnem lojalnie mnie ostrzeżono, że ma opinię dziwaka z domieszką lekkiego świra. Uczy się u nas polskiego od dwóch lat i początkowo z żadnym lektorem nie mógł się dogadać, aż wreszcie trafiło na Ewę - która jednak właśnie poszła na urlop macierzyński, więc trzeba znaleźć innego nauczyciela, który sprostałby wymaganiom. A te Drybek ma, a jakże... Po pierwsze czas przeprowadzania zajęć - muszą one się odbywać pod wieczór, dwa razy w tygodniu, w odstępach co najmniej 3-4 dniowych, żeby uczeń miał możliwość odetchnąć i nabrać siły między jednym spotkaniem a drugim. Po drugie - Drybek absolutnie nie może czuć żadnej presji czy stresu związanego z nauką, bo wtedy się blokuje, odmawia współpracy, a często najzwyczajniej w świecie po prostu reaguje gniewem [zupełnie jak małe dziecko...]. Wszystko trzeba mu serwować bardzo wolno, spokojnie, tak, żeby nie miał poczucia, że czegokolwiek się od niego wymaga. Jeśli chodzi o przerobiony dotychczas materiał, to teoretycznie jest w połowie drugiego podręcznika [czyli mniej więcej poziom A2/B1, coś na granicy średniozaawansowanego], ale może się równie dobrze podczas zajęć okazać, że nie pamięta nie tylko tego, co zostało omówione na poprzedniej lekcji, ale także jakichś podstawowych rzeczy, które powinien był opanować na samym początku. Wtedy rzecz jasna nie wolno lektorowi okazać nawet cienia irytacji czy chociażby zdziwienia, tylko uśmiechnąć się promienne i wytłumaczyć daną rzecz jeeeszczeee raaaz... Uczulono mnie w sekretariacie wobec tego, że muszę być oazą spokoju i aniołem dobroci, a i tak powinnam się przygotować na to, że Drybek danego dnia może mieć po prostu zły humor - i wtedy będzie mamrotał naburmuszony przez całe 90 minut [tyle trwają zajęcia], obrażony na cały świat bez wyraźniej przyczyny.
Wobec powyższego nie ma się chyba co dziwić, że szłam na lekcję z duszą na ramieniu - tym bardziej po ostatnim numerze z Ianem. W końcu całkiem niedawno zostałam sklasyfikowana jako osoba zbyt surowa, szorstka i mało wrażliwa... Jak zatem poszło? Na moje oko całkiem nieźle, choć wolę tu zachować ostrożność, bo w końcu po lekcjach z Ianem nie miałam poczucia, że coś poszło nie tak i do tej pory nie mam pojęcia, o co facetowi chodziło. Poleciłam, żeby Drybek poopowiadał mi o sobie i na szczęście tak się rozkręcił, że zajęło to większość zajęć, bez potrzeby sięgania do podręcznika. Ostrożnie ryzykuję stwierdzenie, że skoro miał ochotę rozmawiać ze mną przez 90 minut na tematy związane z jego życiem codziennym, to chyba udało mi się choć trochę wzbudzić jego zaufanie. Choć już na wstępie musiałam się wykazać dużą dozą dyplomacji, bo pierwsze pytanie, jakie mi zadał John po wejściu do sali, brzmiało: "Co pani o mnie opowiadali?" [pewnie więc facet zdaje sobie mimo wszystko sprawę, że ma opinię nienormalnego...]. A ponieważ prawdy absolutnie powiedzieć nie mogłam, to odparłam mniej więcej coś w stylu: "Mówiono mi, że lubi pan pracować powoli, w swoim własnym tempie, nie za szybko, bez stresu... I żebym panu nie zadawała prac domowych." Wydaje mi się, że dobrze wybrnęłam...
Oczywiście - wszystko wyjdzie w praniu. Z Ianiem nic nie zapowiadało katastrofy, a jednak się obraził. Mam nadzieję, że tym razem pójdzie lepiej. Zajęcia z Drybkiem oznaczają stałe zlecenie [facet będzie w Polsce na kontrakcie przynajmniej do końca 2014 roku], a zatem comiesięczny dodatkowy dochód. Trzymajcie kciuki - czy co tam macie :)
To trzymam kciuki :-)
OdpowiedzUsuńO rany , ja bym się nie nadawała na nauczycielkę.
Ty jesteś anioł nie kobieta :-)))
Zapewniam, że "anioł" to ostatni przydomek, jaki można by mi nadać :):):)
UsuńTrzymam widelec, bo akurat pora obiadu :) Troszkę smutna ta historia, bo świadczy o tym, że kto płaci to narzuca warunki. Polska jest w dołku ekonomicznym, więc Pan Szkot może wydziwiać jak chce, a wszyscy mu się w pas kłaniają byle by płacił :/
OdpowiedzUsuńW każdym razie życzę powodzenia i satysfakcji :) Pozdrawiam, Alpha Centauri
Jeszcze nikt za mnie nigdy nie trzymał widelca :)
UsuńW szkołach prywatnych tak jest - klient płaci [i to grubą kasę], więc klient wymaga. Prawo rynku, a konkurencja duża.
Ale na razie nie jest źle.
Pozdrawiam również.
A ja wcale się nie dziwie, ze nie chce mieć z Toba zajęć ponieważ zachowujesz się często jakbyś wszystkie rozumy zjadła. Monika
OdpowiedzUsuńO kim teraz mówisz? O Drybku? W takim razie póki co wychodzi na to, że nie czytałaś uważnie - lub zrozumiałaś to, co chciałaś zrozumieć.
UsuńCo do pozjadania rozumów - jeszcze się taki nie urodził, który by wszystkim dogodził...