Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

sobota, 1 września 2012

Przed pierwszym dzwonkiem

    Co nowego w Zoo?
    Ano jakoś przędziemy. Wiadomo - w dobie niżu demograficznego wszystkie szkoły ciężko przędą. Kiedy przeczytałam, że w skali kraju pracę właśnie straciło 7,5 tyś. nauczycieli, to zrobiło mi się nie za wesoło... Naszej szkoły póki co nie likwidują [a ja mam cały etat], ale to nie znaczy, że jesteśmy w 100% bezpieczni. Moje miasto ma olbrzymie długi i władze tną po oświacie bez miłosierdzia, a niestety Zoo jest dość drogie w utrzymaniu jako budynek [koszty ogrzewania, o których wspominałam w postach zimowych].
    Co rusz pojawiają się pomysły, by nas z kimś połączyć, albo ulokować gdzieś indziej. Pierwsza opcja - połączenie - byłaby katastrofą, bo nasze dzieciaki nie nadają się absolutnie do tego, żeby zajmować budynek ze zwyczajną, niezdemoralizowaną młodzieżą. Co więcej, Zoo spełnia swoją funkcję [oczywiście na tyle, na ile jest to możliwe] w dużej mierze dzięki temu, że jesteśmy kameralną placówką z małymi klasami. Pozwala to nam na jako takie zapanowanie nad małpiątkami, skoro i tak każdy każdego zna. Gdyby władowali nas do dużego budynku, który zajmowałoby oprócz nas jeszcze drugie tyle delikwentów, to po krótkim czasie zrobiłoby się naprawdę gorąco. Anonimowa małpka to bezkarna małpka.
   Druga opcja, czyli przeniesienie do innej lokalizacji, też wymagałaby przemyślenia. Nie powinien to być pierwszy lepszy budynek, bo np. umieszczenie nas w środku jakiegoś dużego osiedla również byłoby proszeniem się o kłopoty. Jak na razie funkcjonujemy na obrzeżach miasta, w sąsiedztwie mając nieliczne domy, kościół i szkołę specjalną prowadzoną przez zakonnice. Najbliższy sklep jest 10 minut stąd. Jest to istotne, bo nasza nieustannie szukająca guza młodzież po prostu nie ma go gdzie znaleźć. Gdyby natomiast w pobliżu znajdowały się bloki mieszkalne, inne szkoły czy dajmy na to monopolowy, to policja składałaby nam wizyty pewnie codziennie.
    Oczywiście dla władz miasta powyższe argumenty nie mają absolutnie żadnego znaczenia. Liczy się tylko ekonomia i dziura w budżecie. A jak się nie będzie podobało, to zawsze można szkołę rozwiązać, a dzieciakom kazać wrócić do ich rejonowych gimnazjów - bo skoro wyrabiają normę intelektualną, to nie kwalifikują się do szkolnictwa specjalnego. To nic, że wtedy w mieście drastycznie wzrośnie przestępczość. Ostatecznie to problem zwykłych obywateli, bo ekipa rządząca i tak mieszka w dobrze strzeżonych rezydencjach czy osiedlach...

    W tym roku dostałam trzy klasy gimnazjalne [po jednej na każdym poziomie] oraz pierwszą zawodówkę. W tej ostatniej większość małpek to będą zapewne nasi absolwenci, więc żadna nowość. Ustawienia natomiast będzie wymagała pierwsza gimnazjalna, czyli w większości dzieciaki, które dopiero rozpoczynają przygodę w Zoo. Zapowiada się ciekawie - mam nadzieję, że kilka pokazowych zionięć smoczym ogniem wystarczy :) Co do mojej osobistej małpiarni, to na liście zobaczyłam tylko jedno nowe nazwisko, a reszta to albo oswojone już Muppety, albo spadochroniarze z byłej klasy Jadzi, których i tak od 2 lat uczę polskiego. W ostatniej chwili skreślono mi brata Młodej Gniewnej, bo znów dostał skierowanie do MOW-u. Niedługo cieszył się wolnością, bo przecież wypuścili go na wiosnę. Najwidoczniej narozrabiał coś w wakacje.
    Przy okazji Rady Pedagogicznej usłyszałam z ust Wicedyry interesującą opinię na mój temat. Czytała przydział sal - jak już chyba wspominałam, u nas każda klasa ma swoją salę [czyli to nauczyciele chodzą za uczniami, a nie odwrotnie]. Jest to dobre rozwiązanie ze względu na dzieciaki z ADHD [na które każda zmiana działa negatywnie], a także z powodów porządkowych, bo jak coś zostanie zniszczone, to łatwiej namierzyć sprawcę. Otóż w tym roku Muppetom przydzielono pracownię na poddaszu, którą do tej pory okupowało liceum - a zatem salę stosunkowo ładną, zadbaną i estetyczną. Swoją decyzję Wicedyra uzasadniła tym, że "żelazna ręka" wychowawcy 3A [czyli moja...] powinna uchronić klasę przed dewastacją. Tjaaa... No mam nadzieję :)
   Aha - w mury Zoo powraca Dawidek, czyli "mój ulubieniec" wyekspediowany do ośrodka wychowawczego. Na całe szczęście Wicedyra była na tyle litościwa, że umieściła go w klasie równoległej - a nie w mojej - w której w dodatku nawet nie uczę. Będę więc z nim miała wątpliwą przyjemność tylko podczas przerw. Zobaczymy, jak na niego podziałał rok spędzony w MOW-ie, bo na mnie ten czas bez konieczności użerania się z nim był prawdziwą sielanką :)

16 komentarzy:

  1. Jestem jedną z tych 7,5 tysiąca. Właśnie połączenie dwóch placówek spowodowało rewolucję kadrową :-/
    Na zieloną trawkę poleciało w huk nauczycieli z mojego LO. Gimnazjum ma się dobrze :-///

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano... Nas też ratuje to gimnazjum. Zawodówka ledwo zipie, a do liceum w tym roku nie mieliśmy naboru.

      Usuń
    2. Nas gimnazjum właśnie zatłukło na śmierć....

      Usuń
    3. My mamy "combo", czyli ci sami nauczyciele uczą w całym Zespole Szkół. U was jak rozumiem był ścisły podział na belfrów gimnazjalnych i licealnych?

      Usuń
    4. Tak. Był, bo to był pierwszy rok połączenia. Teraz polecieliśmy (ci z LO), a zostali w większości ci z gimnazjum (dyrekcja zespołu szkół jest gimnazjalna). Strzelili sobie w sumie w kolano, bo "dzięki" temu nie ma naboru do liceum. Młodzież, jak się dowiedziała, że bedzie ich uczyła kadra gimnazjalna, poszła gdzie indziej.
      I tak właśnie, w białych rękawiczkach, likwiduje się szkoły w XXI wieku...

      Usuń
    5. W takiej sytuacji i przy takich układach niestety każdy orze, jak może...
      U nas się myśli całościowo, czyli co tu zrobić, by utworzyć jak najwięcej klas w całym "combo", wszystko jedno, na jakim poziomie kształcenia. Kiedyś szkołę ratowała zawodówka, teraz ratuje gimnazjum. No i jakoś to się toczy.

      Usuń
  2. Powodzenia w nowym roku szkolnym! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, jak minął pierwszy dzień w szkole, ja jakoś nie mogę zabrać się do uzupełniania dziennika, a jeszcze obiecałam Młodej, że wezmę ją na pizzę z okazji rozpoczęcia roku szkolnego, trzeba dziecku jakoś osłodzić tą "traumę", czyli pierwszy dzień w nowej szkole. Pozdrawiam Magda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nerwowo było trochę, a potem jeszcze lekcje indywidualne z Węgierką z serii: "Czy ja zawsze muszę trafiać na świrów?" :) Ale to będzie materiał na posta - z tym, że nie dziś, bo padam na pysk.

      Usuń
  4. Tak się zastanawiam, czy jakbym miała coś na kształt granatów, które rozwalają system w drobny mak, skazując go na totalną odbudowę, czy najpierw bym rzucała w służbę zdrowia, czy system edukacji... a może w sądownictwo i administrację... ciężko byłoby mi wybrać... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, jeden granat to byłoby zdecydowanie za mało. Ale wiesz co - może od razu bomba atomowa...?

      Usuń
    2. bombę rezerwuję na potrzeby Egiptu ;)

      Usuń
    3. Po przeczytaniu Twoich przygód na lotnisku, to się nie dziwię...

      Usuń
  5. Żelazna Smoczyca :). Gratuluje przeprowadzki :) i utrzymania stanowiska. Masakra co się teraz dzieje z nauczycielami. Państwo jak zwykle oszczędza na edukacji i kulturze, a później alarmują, że młodzież uwsteczniona, że chamstwo i patologia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamiast wykorzystać to, że jest niż demograficzny i porobić małe klasy, co wpłynęłoby dodatnio na jakość kształcenia - to oni zamykają i łączą szkoły... Ot, polska logika.

      Usuń