Po raz kolejny sprawdza się reguła, że Smok zyskuje przy bliższym poznaniu, przynajmniej jeśli chodzi o pracę z młodzieżą. Rok temu o tej porze zauważyłam, że całkiem miło prowadzi mi się zajęcia z tymi klasami, z którymi miałam już do czynienia wcześniej - a z kolei zawodówka, którą oddałam innej nauczycielce, zaczęła za mną tęsknić. Nie inaczej jest obecnie.
Jak już wspomniałam w poście na otwarcie roku szkolnego, ze "starej gwardii" zostały mi tylko moje Muppety. Oczywiście pewnie nie należy chwalić dnia przed zachodem słońca, a małpiątek co najmniej przed końcem września - ale póki co, to pracuje mi się u nich wręcz świetnie. Jest i czas na swobodne pogaduchy, pośmianie się i pożartowanie, ale oprócz tego normalnie przeprowadzam to, co założyłam. Pracują z mniejszym lub większym zaangażowaniem, trochę sobie ponarzekają, ale buntów jako takich brak. Jasne, że w tym momencie uogólniam, bo wiadomo, że niektórzy wykonują moje polecenia chętniej, niż inni, ale generalnie jak na warunki Zoo to po prostu sielanka. Co ważne, nie odnotowałam żadnej chamówy - widać pani wychowawczyni ma szacun i już :)
W pilności przoduje zwłaszcza "gniewne" rodzeństwo, czyli Sylwia i jej starszy o rok brat Filip - jednak go od nas na razie nie zabierają, bo wyrok przeniesienia do MOW-u co prawda jest, ale miejsc chwilowo brak, więc chłopak póki co chodzi sobie spokojnie do szkoły. No i chyba oboje sobie wykombinowali, że jeśli w Zoo będą się sprawowali wzorowo, to może sędzina na nich przychylniej spojrzy. Postanowiłam kuć żelazo, póki gorące i ponieważ w tym roku mianowano mnie opiekunem Samorządu Uczniowskiego, to Sylwii powierzyłam zaszczytną funkcję Przewodniczącej Szkoły [na razie jej obowiązki sprowadzają się do losowania w mojej obecności Szczęśliwych Numerków]. Poza tym - jest pierwsza na lekcji do wszelakich zadań czy czytania tekstów na głos, a także do opierniczania kolegów, którzy zaczynają mi przeszkadzać. Robi to rzecz jasna w swoim stylu, czyli hasłami typu: "Zamknąć już mordy debile, długo was pani będzie upominać?!". Filip za to notatki ma wzorowo prowadzone, zgłasza się aż miło, ale i tak rozwalił mnie na lekcji powtórkowej z mitologii greckiej. Zrobiłam im wielgachną tabelkę, w którą wpisaliśmy imiona najważniejszych bogów, ich atrybuty, dziedziny i cechy charakterystyczne. Nigdy byście nie zgadli, o co zapytał Filip, kiedy skończyliśmy porządkować ten materiał: "Psze pani, a może nam pani zrobić z tego kartkówkę?". Myślałam, że z krzesła spadnę... Rzecz jasna rozległy się protesty pozostałych Muppetów, ale chłopak zdołał ich przekonać, że to nie jest takie trudne i będzie można nałapać dobre oceny [też tak uważam...], a ja dodatkowo przystałam na umowę, że w takim razie jeśli zrobimy z tego kartkówkę, to już odpuszczę im to na godzinnym teście po omówionym dziale. W rezultacie jesteśmy umówieni na któtki sprawdzianik z bogów greckich na środę...
A reszta? W zawodówce problemem może być liczebność klasy, bo zapisanych jest 34 delikwentów. Jeśli przyjdą wszyscy [czego się raczej nie spodziewam, ale teoretycznie taka sytuacja jest możliwa], to po prostu nie będą mieli gdzie siedzieć. Połowa tej klasy to moi starzy znajomi [głównie z byłej klasy Jadzi], którzy się tylko ucieszyli, kiedy zobaczyli mnie na zajęciach. Z resztą jakoś dam sobie radę - mam nadzieję, że im koledzy z klasy podszepną, że z panią od polaka to lepiej po dobroci :)
Druga gimnazjum mi się trochę stawia, ale to wina ich poprzedniej polonistki Kamili [tej, z którą w pierwszym roku pracy robiłam przedstawienie] - jest zdecydowanie za miękka i z tego co widzę, przyzwyczaili się przy niej, że na polskim się niewiele robi. No cóż, im szybciej przywykną do pracy, tym dla nich lepiej. Na razie jęczą i narzekają, że za dużo muszą pisać, że bolą ich ręce, że przynudzam, że wrzuciłabym lepiej na luz, blablabla... Trudno, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo :) Co ciekawe, najpilniejszym póki co uczniem w tej klasie jest Marcinek, "smrodek", którego usadziłam z Muppeciarni dwa lata temu. Czemu napisałam "smrodek"? Bo zapamiętałam go jako kawał chama, cwaniaka, olewacza i w dodatku najlepszego kumpla osławionego Dawidka. Chłopak nie zdał, powtarzał pierwszą klasę w innym składzie i jak się okazuje, bardzo dobrze mu to zrobiło. Nie pyskuje, siedzi grzecznie, notuje w zeszycie, zgłasza się do tablicy. Na lekcji powtórkowej z części mowy pracował tak sumiennie, że zarobił uczciwą czwóreczkę, którą mu z wielką przyjemnością postawiłam. Zobaczymy, co będzie dalej, ale na razie Smok jest pod wrażeniem.
Ale najlepsze mam na koniec. Panie i panowie, czas na werble - otóż od tego roku dostałam umowę na czas nieokreślony. Pierwszą w moim życiu. W dobie niżu demograficznego, zamykania szkół i cięć nauczycielskich etatów - SMOK MA UMOWĘ NA STAŁE.
Jupi, jupi, jupi :) Ale mam banana na gębie :)
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńKomentarz został usunięty, ponieważ był anonimowy - zgodnie z notką zamieszczoną z boku strony. Anonimowe komentarze bez względu ma treść będą kasowane.
UsuńGratulacje! :)
OdpowiedzUsuńAle wiesz, nie za bardzo rozumiem prawo pracy. Uczysz w tej szkole tyle czasu, to nie ma jakiegoś przepisu, który wcześniej by Ci zagwarantował umowę bezterminową?
Ja tam nie uczę wcale tak długo, dopiero trzeci rok zaczynam. Wszystko zgodnie z prawem - trzecia umowa na cały etat równa się umowie na czas nieokreślony. Oczywiście jeśli dyrekcja nic nie kombinuje, bo moja poprzednia z liceum kombinowała i w rezultacie pracowałam tam też trzy lata, cały czas z roczną umową. Na szczęście Główna ma uczciwe podejście do ludzi.
Usuńco prawda masz bana na banana, ale w tym przypadku, to usprawiedliwione :) Moje gratulacje Smoku :)
OdpowiedzUsuńTak sie przypatruje temu co robisz i az mi sie wierzyc nie chce, na jakiego ''potwora'' wyroslas... I naprawde swietnie sobie radzisz. Ale to juz problem Twoich uczniow. Mieli duzo szczescia, trafiajac na Ciebie, ale oni o tym jeszcze nie wiedza. Kiedys Ci podziekuja. I znow bedzie na bananowo :) Zobaczysz.
Jeszcze raz gratuluje umowy.
Ależ mi Robal pocukrował... Jak nic znów mi się przytyje :)
UsuńCo do dziękowania - to sam wiesz, jak to jest z "trudną młodzieżą", bo obserwowałeś Eugeniusza. Jeden wyjdzie na ludzi i doceni, a drugiemu nic nie pomoże. Samo życie.
Jaacie, trzeba to oblać dobrą czekoladą na gorąco! Wpadajcie do Wrocławia :) Gratuluję!!!!!
OdpowiedzUsuńDzięki :) Z wpadnięciem do Wrocka póki co będzie trudno, ale ptaszki ćwierkały [nim je Puma zeżarła...], że Ty się miałaś do nas wybrać...
UsuńWpadniem, wpadniem, nie wiem kiedy, bo od piątku będziemy mieli maluszka :)
OdpowiedzUsuńJupiii :) Poproszę o szczegóły, jaki to maluszek?
Usuń