Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

poniedziałek, 10 września 2012

Stara gwardia v.s. nowe klasy

    Po raz kolejny sprawdza się reguła, że Smok zyskuje przy bliższym poznaniu, przynajmniej jeśli chodzi o pracę z młodzieżą. Rok temu o tej porze zauważyłam, że całkiem miło prowadzi mi się zajęcia z tymi klasami, z którymi miałam już do czynienia wcześniej - a z kolei zawodówka, którą oddałam innej nauczycielce, zaczęła za mną tęsknić. Nie inaczej jest obecnie.
    Jak już wspomniałam w poście na otwarcie roku szkolnego, ze "starej gwardii" zostały mi tylko moje Muppety. Oczywiście pewnie nie należy chwalić dnia przed zachodem słońca, a małpiątek co najmniej przed końcem września - ale póki co, to pracuje mi się u nich wręcz świetnie. Jest i czas na swobodne pogaduchy, pośmianie się i pożartowanie, ale oprócz tego normalnie przeprowadzam to, co założyłam. Pracują z mniejszym lub większym zaangażowaniem, trochę sobie ponarzekają, ale buntów jako takich brak. Jasne, że w tym momencie uogólniam, bo wiadomo, że niektórzy wykonują moje polecenia chętniej, niż inni, ale generalnie jak na warunki Zoo to po prostu sielanka. Co ważne, nie odnotowałam żadnej chamówy - widać pani wychowawczyni ma szacun i już :)
    W pilności przoduje zwłaszcza "gniewne" rodzeństwo, czyli Sylwia i jej starszy o rok brat Filip - jednak go od nas na razie nie zabierają, bo wyrok przeniesienia do MOW-u co prawda jest, ale miejsc chwilowo brak, więc chłopak póki co chodzi sobie spokojnie do szkoły. No i chyba oboje sobie wykombinowali, że jeśli w Zoo będą się sprawowali wzorowo, to może sędzina na nich przychylniej spojrzy. Postanowiłam kuć żelazo, póki gorące i ponieważ w tym roku mianowano mnie opiekunem Samorządu Uczniowskiego, to Sylwii powierzyłam zaszczytną funkcję Przewodniczącej Szkoły [na razie jej obowiązki sprowadzają się do losowania w mojej obecności Szczęśliwych Numerków]. Poza tym - jest pierwsza na lekcji do wszelakich zadań czy czytania tekstów na głos, a także do opierniczania kolegów, którzy zaczynają mi przeszkadzać. Robi to rzecz jasna w swoim stylu, czyli hasłami typu: "Zamknąć już mordy debile, długo was pani będzie upominać?!". Filip za to notatki ma wzorowo prowadzone, zgłasza się aż miło, ale i tak rozwalił mnie na lekcji powtórkowej z mitologii greckiej. Zrobiłam im wielgachną tabelkę, w którą wpisaliśmy imiona najważniejszych bogów, ich atrybuty, dziedziny i cechy charakterystyczne. Nigdy byście nie zgadli, o co zapytał Filip, kiedy skończyliśmy porządkować ten materiał: "Psze pani, a może nam pani zrobić z tego kartkówkę?". Myślałam, że z krzesła spadnę... Rzecz jasna rozległy się protesty pozostałych Muppetów, ale chłopak zdołał ich przekonać, że to nie jest takie trudne i będzie można nałapać dobre oceny [też tak uważam...], a ja dodatkowo przystałam na umowę, że w takim razie jeśli zrobimy z tego kartkówkę, to już odpuszczę im to na godzinnym teście po omówionym dziale. W rezultacie jesteśmy umówieni na któtki sprawdzianik z bogów greckich na środę...
    A reszta? W zawodówce problemem może być liczebność klasy, bo zapisanych jest 34 delikwentów. Jeśli przyjdą wszyscy [czego się raczej nie spodziewam, ale teoretycznie taka sytuacja jest możliwa], to po prostu nie będą mieli gdzie siedzieć. Połowa tej klasy to moi starzy znajomi [głównie z byłej klasy Jadzi], którzy się tylko ucieszyli, kiedy zobaczyli mnie na zajęciach. Z resztą jakoś dam sobie radę - mam nadzieję, że im koledzy z klasy podszepną, że z panią od polaka to lepiej po dobroci :)
    Druga gimnazjum mi się trochę stawia, ale to wina ich poprzedniej polonistki Kamili [tej, z którą w pierwszym roku pracy robiłam przedstawienie] - jest zdecydowanie za miękka i z tego co widzę, przyzwyczaili się przy niej, że na polskim się niewiele robi. No cóż, im szybciej przywykną do pracy, tym dla nich lepiej. Na razie jęczą i narzekają, że za dużo muszą pisać, że bolą ich ręce, że przynudzam, że wrzuciłabym lepiej na luz, blablabla... Trudno, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo :) Co ciekawe, najpilniejszym póki co uczniem w tej klasie jest Marcinek, "smrodek", którego usadziłam z Muppeciarni dwa lata temu. Czemu napisałam "smrodek"? Bo zapamiętałam go jako kawał chama, cwaniaka, olewacza i w dodatku najlepszego kumpla osławionego Dawidka. Chłopak nie zdał, powtarzał pierwszą klasę w innym składzie i jak się okazuje, bardzo dobrze mu to zrobiło. Nie pyskuje, siedzi grzecznie, notuje w zeszycie, zgłasza się do tablicy. Na lekcji powtórkowej z części mowy pracował tak sumiennie, że zarobił uczciwą czwóreczkę, którą mu z wielką przyjemnością postawiłam. Zobaczymy, co będzie dalej, ale na razie Smok jest pod wrażeniem.

    Ale najlepsze mam na koniec. Panie i panowie, czas na werble - otóż od tego roku dostałam umowę na czas nieokreślony. Pierwszą w moim życiu. W dobie niżu demograficznego, zamykania szkół i cięć nauczycielskich etatów - SMOK MA UMOWĘ NA STAŁE.
    Jupi, jupi, jupi :) Ale mam banana na gębie :)

10 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz został usunięty, ponieważ był anonimowy - zgodnie z notką zamieszczoną z boku strony. Anonimowe komentarze bez względu ma treść będą kasowane.

      Usuń
  2. Gratulacje! :)

    Ale wiesz, nie za bardzo rozumiem prawo pracy. Uczysz w tej szkole tyle czasu, to nie ma jakiegoś przepisu, który wcześniej by Ci zagwarantował umowę bezterminową?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam nie uczę wcale tak długo, dopiero trzeci rok zaczynam. Wszystko zgodnie z prawem - trzecia umowa na cały etat równa się umowie na czas nieokreślony. Oczywiście jeśli dyrekcja nic nie kombinuje, bo moja poprzednia z liceum kombinowała i w rezultacie pracowałam tam też trzy lata, cały czas z roczną umową. Na szczęście Główna ma uczciwe podejście do ludzi.

      Usuń
  3. co prawda masz bana na banana, ale w tym przypadku, to usprawiedliwione :) Moje gratulacje Smoku :)
    Tak sie przypatruje temu co robisz i az mi sie wierzyc nie chce, na jakiego ''potwora'' wyroslas... I naprawde swietnie sobie radzisz. Ale to juz problem Twoich uczniow. Mieli duzo szczescia, trafiajac na Ciebie, ale oni o tym jeszcze nie wiedza. Kiedys Ci podziekuja. I znow bedzie na bananowo :) Zobaczysz.
    Jeszcze raz gratuluje umowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ mi Robal pocukrował... Jak nic znów mi się przytyje :)

      Co do dziękowania - to sam wiesz, jak to jest z "trudną młodzieżą", bo obserwowałeś Eugeniusza. Jeden wyjdzie na ludzi i doceni, a drugiemu nic nie pomoże. Samo życie.

      Usuń
  4. Jaacie, trzeba to oblać dobrą czekoladą na gorąco! Wpadajcie do Wrocławia :) Gratuluję!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Z wpadnięciem do Wrocka póki co będzie trudno, ale ptaszki ćwierkały [nim je Puma zeżarła...], że Ty się miałaś do nas wybrać...

      Usuń
  5. Wpadniem, wpadniem, nie wiem kiedy, bo od piątku będziemy mieli maluszka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jupiii :) Poproszę o szczegóły, jaki to maluszek?

      Usuń