Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

wtorek, 11 września 2012

Huk roboty oraz nowy "smrodek"

    Jeśli myślałam, że w szkole dla obcokrajowców Węgierka Barbara będzie ostatnią moją uczennicą w tym sezonie letnim, to się pomyliłam. Dziś wczesnym popołudniem zadzwoniła do mnie sekretarka z naglącym pytaniem, czy nie wzięłabym indywidualnych zajęć z kolejnym dziewczęciem, domagającym się intensywnego kursu językowego. Jak intensywnego? Otóż od jutra do przyszłego piątku trzeba z nią zrobić 30 godzin lekcyjnych. Fizycznie nie jestem w stanie przerobić aż tyle - nie zapominajcie w końcu, że to już nie są wakacje, więc jeździć tam mogę tylko popołudniami, kiedy skończę zajęcia w Zoo. Zgodziłam się na 21 godzin, a pozostałe dziewięć muszą opchnąć jakiemuś innemu lektorowi [choć mają tam teraz takie obłożenie, że zdaje się nie bardzo jest komu]. I tak będę chodziła do tyłu na rzęsach - dla przykładu w czwartek będę miała w sumie do przeprowadzenia 9 lekcji: sześć w Zoo, trzy z uczennicą z zagranicy. Ci z Was, którzy uczą w szkole, doskonale wiedzą, co to oznacza - pozostali muszą mi uwierzyć na słowo, że po powrocie do domu będę nie tylko na wpół żywa, ale też zamienię się w niemowę, bo mi gardło siądzie. Dobrze chociaż, że zapowiadają niższe temperatury, przynajmniej słońce nie będzie odbierało mi energii.
    Nie wiem jak na razie, kim jest uczennica, znam jedynie jej poziom językowy - średniozaawansowany niższy, czyli mniej więcej B1/B2. Powinna być więc ciut lepsza, niż Barbara, ale zobaczymy. Zaplanowałam dla niej na jutro ćwiczenie wszystkiego po trochu. Zaczniemy tradycyjnie od rozmowy na temat niej samej i jej zainteresowań, potem przejdziemy do opisu rodziny [a Smok w ten sposób zorientuje się, na jakim poziomie jest słownictwo ogólne uczennicy]. Potem mam opisywanie obrazków - czyli coś na czym wykładała się Barbara :) - oraz kilka ćwiczeń na rozumienie dłuższego tekstu pisanego. Następnie zapodam jej jakieś słuchanie [czyli znów czeka mnie tachanie laptopa...], a na koniec gramatyka - tryb warunkowy. Jakoś damy radę, a przygotowanie zajęć na czwartek będzie łatwiejsze, bo już coś się o uczennicy i jej oczekiwaniach dowiem.

    A co słychać w Zoo? Objawił mi się "smrodek" w pierwszej gimnazjalnej, czyli Grzesio. Znacie taką prawidłowość, że im mniejszy i drobniejszy piesek, tym głośniej szczeka i częściej łapie zębami za nogawki spodni - podczas gdy wszelkiej maści duże "wilczarki" leżą spokojnie, bo i tak znają swoją wartość i wiedzą, że je widać? No to Grzesio jest idealną ilustracją tej tezy w warunkach ludzkich. Fizycznie nie wszedł jeszcze w okres dojrzewania, więc wygląda jak 12-letnie dziecko, malutki, drobniutki, w dodatku przed mutacją. Co więc robi taki biedaczyna, żeby zaistnieć? Ano stara się być dwa razy bardziej pyskaty, niż wszyscy jego koledzy razem wzięci. W końcu zresztą bez powodu do Zoo się nie trafia...
    Już na poprzedniej lekcji odstawiał jakieś drobne numery, ale akurat wtedy bardziej popisywał się inny kolega z jego klasy, więc zawiedziony Grześ nie mógł skupić na sobie całej nauczycielskiej uwagi. Dziś za to tamten drugi był nieobecny, co nasz "smrodek" postanowił skrzętnie wykorzystać. Zaczął od tego, że wparował na zajęcia 10 minut po dzwonku, trzasnął drzwiami, a w moją stronę rzucił prowokacyjne "Się ma!". Spojrzałam na niego zza moich okularów [uwielbiam ten smoczo-belfrowski atrybut :)] i odparłam bardzo spokojnie:
    - Spóźniłeś się, powinieneś więc po pierwsze przeprosić. Po drugie, witając osobę od ciebie starszą, a także będącą na wyższym stanowisku, należy powiedzieć: "Dzień dobry".
    - A ja będę mówił "się ma", bo to jest moja polszczyzna. - stwierdził chłopak prowokacyjnie.
    - W taki razie będziesz musiał ją zmienić w kontakcie ze mną.
    - Nie będę niczego zmieniał, a jak się pani nie podoba, to pani ma problem, a nie ja.
    Jeśli myślał, że mnie to zdenerwuje, to bardzo się pomylił.
    - Jak się nazywasz? - spytałam aksamitnym tonem.
    - Grześ.
    - Pytałam o twoje nazwisko.
    - Przecież mówię, że Grześ, głucha pani czy jak? - "smrodek" był już wyraźnie poirytowany.
    - To jest imię, a mnie interesuje nazwisko. - ciągnęłam tonem, jakim mówi się do pięciolatka.
    - Aaa... Iksiński.
    Powolnym ruchem wyjęłam swój kapownik, zrobiłam w nim stosowną notatkę, a następnie zwróciłam się spokojnie do "smrodka".
    - Informuję cię, że po lekcji wpiszę ci uwagę, a twoje zachowanie zostanie zgłoszone wychowawcy. Jeśli to nie poskutkuje, czeka cię rozmowa z pedagogiem szkolnym, który uświadomi ci, jak należy zwracać się do nauczyciela.
    Grzesio zaczął coś prychać pod nosem, śmiać się i międlić coś w stylu: "Ja pierdolę, co za baba...", na co uśmiechnęłam się słodko i zapytałam:
    - Ty jesteś pierwszy rok u nas, prawda?
    - Tak, a co?
    - Nic. To po prostu widać.

    Reasumując - czeka mnie zabawny tydzień. Rano zajęcia polegające na tresurze dzikich zwierzątek, a po południu lekcje indywidualne z uczennicą zmotywowaną do nauki języka polskiego bardziej, niż  moje małpiątka w ogóle są w stanie sobie wyobrazić. W tej sytuacji podróż autobusem z jednej szkoły do drugiej można porównać do lotu kosmicznego, przenoszącego Smoka w zupełnie inną, o lata świetlne odległą rzeczywistość.

13 komentarzy:

  1. Uroczo. U mnie też sporo nowego, i wszystko tak samo porąbane... A, prawda, z tej strony Krzyk Murów, tylko w nowej odsłonie - co nie znaczy, że stara zostaje wstrzymana, oczywiście :)

    Zapraszam - biedawalczy.blogspot.com .

    OdpowiedzUsuń
  2. Tęskniłam za takimi postami, ale z drugiej strony współczuję Pani za użeranie się z takimi ludźmi.
    Paula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka praca :) Ale teraz to w zasadzie to już po mnie spływa.

      Usuń
    2. Tzn, z góry przepraszam, bo to mogło źle zabrzmieć, a nie tak miało. Po prostu... no podziwiam Panią za takie podejście. A chciałaby Pani uczyć w normalnym liceum, czy takie odpowiada?
      Paula

      Usuń
    3. Wcale źle nie zabrzmiało, spokojnie :) Nic się nie stało.

      Co do Twojego pytania, to powiem tak: jasne, że wolałabym uczyć zdolną młodzież, której "się chce" - ale to nie znaczy, że zamieniłabym Zoo na każdą lepszą szkołę. Przekonałam się, że równie ważna jest atmosfera w pracy, to, jaką się ma dyrekcję, jakie są układy w Gronie Pedagogicznym. Nie zgodziłabym się więc uczyć nawet w renomowanym liceum, gdyby był tam mobbing, zamordyzm i nerwówka. Brrr...

      Usuń
    4. Dawno mnie nie było, przepraszam :)
      Głównie atmosfera i ludzie się liczą :)
      Paula

      Usuń
  3. Cierpliwosci i opanowania...zazdroszcze!
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Człowiek może przywyknąć do wielu rzeczy. Sama to wiesz, bo inaczej też byś nie dała rady na misji...

      Usuń
  4. Takie małe "smrodki" to są najgorsze :P
    Powodzenia i dużo cierpliwości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Ale może nie będzie tak źle, zobaczymy.

      Usuń
  5. A nuz-widelec, z tego ''smrodka'' wyjdzie ''samorodek''? Oczywiscie, ze mnie wkurwia gowniarz na wejscie, ale po to to robi. Tez nie zachowalbym sie inaczej, tyle, ze on jeszcze nie wie, jaka masz ''ciezka lape''. Zal mi chlopczyny... zdaje sie, ze nie wie, ze ma problem... A to jest najgorsze - niewiedza. W Twoim wypadku, to problem do kwadratu. Dla niego. Wytrwalosci w konsekwencji. Ale i tak sobie dasz rade beze mnie. Bede kibicowal. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie w sumie nawet nie zdenerwował, nie w trzecim roku pracy :) Mnie też jest go żal, bo widać gołym okiem, że chłopak jest zakompleksiony i próbuje robić co może, by się z niego nie śmiali. Ale z gorszymi już tu miałam do czynienia :)

      Usuń