Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

czwartek, 22 marca 2012

Zaczęły się Metalowe schody

     Pamiętacie post o Fance Metalu? Przewidywałam, że będą z nią problemy. I cóż, rzecz jasna się nie pomyliłam...
     Kłopot z Joasią polega generalnie na tym, że dziewczyna za wszelką cenę musi być inna i już. Za mało o niej wiem, by postawić tezę, skąd się jej to bierze, ale bardzo wyraźnie widać, że okopała się na swoim prywatnym szańcu z napisem "Buntowniczka" i nie przepuszcza żadnej okazji by udowodnić, że zasługuje na to miano jak nikt inny. Dotyczy to zarówno relacji z nauczycielami i przestrzegania norm szkolnych, jak i kontaktów z rówieśnikami. To drugie rzecz jasna jest dużo gorsze. Fakt, że któraś małpka "olewa system" to doprawdy nic nowego, bo w końcu gdyby to się nie zdarzało już wielokrotnie w przeszłości, to nie wylądowałaby w naszej przeszacownej placówce. Natomiast to, że delikwent ma niezwykłą właściwość totalnego zrażania do siebie każdego innego ucznia szkoły, to już kwestia i niebezpieczna, i jednocześnie jednak nietypowa. W końcu mamy tu Zoo - miejsce, do którego z założenia trafiają dzieciaki z rozmaitymi zaburzeniami, mające nie do końca pod sufitem tak, jak należy. Mamy tu zatem outsiderów skolko-ugodno i z reguły jeden więcej nie robi nikomu specjalnej różnicy. Żeby za swoją inność być tępionym czy prześladowanym, trzeba naprawdę przegiąć [względnie być kibicem nie tej drużyny piłkarskiej co trzeba lub - przepraszam za wyrażenie, ale to będzie cytat - "rozjebać się na policji"]. No i wygląda na to, że Fanka Metalu gdzie się nie pojawi, tam przegina...
     Najpierw kilka słów o tym, jakie są z nią problemy dyscyplinarne, bo to o wiele bardziej zwyczajna kwestia. Standard - pojawia się na wybranych lekcjach [zwykle na 3 i 4, bo to w środku dnia], a kiedy już się łaskawie zmaterializuje na danym przedmiocie, to programowo olewa wszelkie polecenia, jakie się do niej kieruje. Zero zeszytów, zero notatek - jeśli ją lekcja zainteresuje [co - trzeba przyznać - dość często dzieje się na polskim], to udział w zajęciach ogranicza do komentowania tematu [a że jest inteligentna i dość oczytana, to są to na ogół uwagi sensowne], ale na tym koniec. Siedzi niezmiennie sama w rogu klasy przy ścianie, podczas gdy cała reszta towarzystwa zajmuje ławki dokładnie po drugiej stronie sali, czyli w rzędzie przy oknie. Nie muszę wam chyba mówić, że to cholernie utrudnia zadanie nauczycielowi, bo nie może się zwracać jednocześnie do wszystkim uczniów, a próbując ogarnąć towarzystwo, dostaje zeza rozbieżnego. Co jeszcze? Zwykła słuchać sobie muzyki przez słuchawki, a także rysować w najlepsze. No właśnie, z tym rysowaniem - u mnie tworzy "dzieła sztuki" na kartkach, jednak na innych przedmiotach maluje najzwyczajniej w świecie długopisami i markerami po ławce. Wiem, że to ona, ponieważ w tej sali zajęcia mają prawie wyłącznie moje Muppety [tak to jest pomyślane w Zoo, że w miarę możliwości każda klasa ma swoją własną salę i to nauczyciele do nich przychodzą], a poza tym napisy są bardzo charakterystyczne dla osoby o jej zainteresowaniach [czyli loga zespołów metalowych oraz teksty piosenek]. U mnie by się nie odważyła mazać markerem po ławce, bo primo jestem wychowawczynią, a secundo zdaje sobie dziewczę sprawę, że zrobiłabym aferę na pół szkoły, ale po angielskim z Jadzią czy po biologii z wyjątkowo spokojną i dobrotliwą panią Zosią odnotowuję coraz to nowe malunki. Szlag mnie oczywiście trafia na to wszystko i notabene nie zamierzam tego dłużej tolerować - na poniedziałek jestem umówiona na osobistą rozmowę z matką Fanki Metalu, której zamierzam wręczyć Naganę Wychowawcy przyznaną córce oraz polecenie pokrycia kosztów renowacji blatu.
    Dobra, ale to wszystko to mały pikuś. O wiele poważniejsza kwestia to pogarszające się stosunki z resztą klasy. Ciężko w tym momencie naprawdę dociekać, kto tu jest bardziej winny, bo przecież nie jestem z nimi przez cały czas - i też nie o to tak naprawdę chodzi, bo za konflikty zwykle odpowiadają obie strony. Ogólnie wygląda to tak, że sprzeczki wybuchają dosłownie o byle pierdołę, Muppety jej bez przerwy docinają cokolwiek by nie zrobiła - a ona nie pozostaje dłużna i kiedy tylko może, daje im do zrozumienia, że uważa ich za bandę kretynów.
     Przykład pierwszy z brzegu - sytuacja na dzisiejszym języku polskim. Uczyłam ich, jak się pisze rozprawkę z hipotezą i chyba im się to spodobało, a przynajmniej wyraźnie się wciągnęli, wymyślając argumenty oraz kontrargumenty do tematu: "Czy warto chodzić do szkoły?". Muppety zatem siedziały i notowały, część ze mną dyskutowała i generalnie atmosfera była luźna i przyjemna. Joasia też od czasu do czasu wtrącała swoje trzy grosze, ale generalnie zajmowała się tradycyjnie rysowaniem na kartce, słuchając przez jedną słuchawkę "Die, die, die my darling" Metalliki. Co jakiś czas spokojnym tonem zwracałam jej uwagę, ale centralnie mnie olewała, tak jak bym mówiła w jakimś niezrozumiałym języku. Nie dałam się wyprowadzić z równowagi, ale tak mniej więcej w połowie zajęć podeszłam do niej, z uwagą przejrzałam jej malunki po czym oświadczyłam:
    - Joasiu, znasz zasady: jeśli pod koniec zajęć nie będziesz miała przepisanej notatki do zeszytu, dostaniesz jedynkę. Zastanów się, czy warto.
    Na co Fanka Metalu bez słowa wstała, podeszła do tablicy, wyjęła telefon i zaczęła fotografować jej zawartość. Krew mnie lekko zalała, bo rzecz jasna była to prowokacja obliczona na to, żeby pokazać mi, gdzie jest moje miejsce i gdzie mogę sobie wsadzić swoje zasady. Opanowałam się szybko i stwierdziłam spokojnie, że nie interesuje mnie, co będzie miała na swoim telefonie, tylko to, co znajduje się w zeszycie.
    - Ale co się pani czepia? Przepiszę sobie w domu. - burknęło dziewczę.
    - Po to jesteś w szkole, by pracować na lekcji. Zasady obowiązują wszystkich i nie jesteś od tego wyjątkiem. Jeśli nie chcesz tej jedynki, to lepiej siadaj i przepisuj, co będzie dobrym wyjściem, skoro w poniedziałek ma do mnie przyjść twoja mama.
     Przyznaję, tę ostatnią informację powinnam była sobie darować, bo tylko zaogniła sytuację, ale miałam nadzieję, że może to przywoła jednak Joasię do porządku [pamiętajcie, nauczyciel ma sekundę na reakcję i nie zawsze podejmuje dobrą decyzję]. Uczennica wykorzystała moje ostatnie zdanie jako okazję do zmiany tematu:
    - No właśnie, a po co pani wzywała moją mamę? Mogę się łaskawie dowiedzieć?! - to ostatnie wygłoszone było bardzo protekcjonalnym tonem.
    W tym momencie nie wytrzymała Sylwia, wyjątkowo cięta na Fankę Metalu:
    - Przestaniesz pyskować do pani, kretynko jedna?! Jakoś każdy przepisuje, tylko ty jedna nie!
    No i się zaczęło...
    - Pytał cię ktoś? To zamknij mordę! - wrzasnęła Joasia.
    - Mordę to ty masz, ryj jak zlew!
    - A ty kurwa nie lepszy!
    - Przynajmniej wyglądam jak człowiek!
    - Zawrzyj pysk, debilko!
    - A wpierdol chcesz???
    To wszystko trwało sekundy, próbowałam rzecz jasna obie uciszyć mówiąc spokojnie, ale w ogóle mnie nie słyszały. Przy ostatnim zdaniu Sylwia wstała z zamiarem podejścia do Joasi, a - pamiętając, kim jest Sylwia - to już nie przelewki. Krzyknęłam więc ostro [czego zwykle nie robię]:
    - Zamknąć się! Obie! Słyszały? Jedna i druga, koniec tematu, to nie bazar, tylko język polski!
    - Ale ona...
    - Nie obchodzi mnie to! Spokój ma być i koniec. Wracamy do tematu lekcji! Joasia, jak chcesz porozmawiać o wizycie mamy, to na przerwie, a Sylwia poszuka w tekście sformułowanej tezy.
    Poskutkowało, pytanie tylko, na jak długo...?

    Pod koniec długiej przerwy, kiedy stałam i czekałam pod pokojem nauczycielskim na dziennik 3C, rzeczywiście podeszła do mnie Fanka Metalu.
    - To czemu pani wezwała moją mamę? - spytała, ale tym razem już grzecznie.
    - Joasiu, teraz się przerwa kończy, muszę zaraz iść na lekcję. - odparłam zgodnie z prawdą. - Podejdź do mnie za godzinę, to porozmawiamy.
     Myślałam, że to koniec rozmowy... a tu naraz widzę, że Fance Metalu zaczynają kapać po policzkach łzy! Ale nim zdążyłam zapytać, co się stało, to sama wyjaśniła:
    - Proszę pani, dlaczego wszyscy się mnie ciągle czepiają? Co ja im do cholery zrobiłam?
    I weź tu odpowiedz coś mądrego człowieku...
    - Joasiu, wiesz, jak tak stoję z boku i patrzę na was, to często odnoszę wrażenie, że trochę ich prowokujesz... - zaczęłam.
    - Ja?! Co ja takiego robię?!
    - Generalnie najeżasz się, cokolwiek by się do ciebie nie powiedziało.
    - Ja się najeżam? To oni mi bez przerwy docinają, komentują wszystko, co powiem!
    - Z doświadczenia wiem, że do konfliktu potrzebne są dwie strony. - mówiłam tak spokojnie, jak tylko umiałam, cały czas patrząc jej w oczy. - Zrób sobie w domu rachunek sumienia, czy aby na pewno jesteś w porządku, ok? Bo wiesz, z tego, co słyszałam, to w poprzedniej klasie też miałaś podobne problemy, prawda? Skoro to się dzieje po raz kolejny, to może to nie jest przypadek. Może sama ich odtrącasz, a oni się bronią?
    - Ale po co mam z nimi gadać, jak ich nie lubię!
    - Widzisz, oni pewnie myślą sobie to samo... Ty reagujesz niechęcią, oni też, potem ty też i tak w kółko.
    Pogadałyśmy jeszcze chwilę [kurde, jak na złość musiała przyjść pod koniec przerwy!] - stanęło w końcu na tym, że siądziemy przy najbliższej możliwej okazji wszyscy razem w klasie i porozmawiamy o tym, co się dzieje. Przykazałam jej, żeby postarała się po prostu powiedzieć kolegom i koleżankom, jak się czuje, żeby starała się ich nie atakować, tylko przedstawić sprawę ze swojego punktu widzenia. A potem poproszę klasę, by zrobiła to samo.
    Tjaa... Jak ja kurna uwielbiam rolę mediatora... No ale nie ma wyjścia, bo mi się Joasia z Sylwią w końcu pozabijają. Tylko muszę pilnować całego towarzystwa, żeby mówili wyłącznie o swoich uczuciach i wspólnie poszukali wyjścia z sytuacji bez szukania winnych. Nie muszą się kochać, ale powinni się tolerować - dla własnego dobra.
    Ciężko będzie, ale co zrobić. Czeka mnie sprawdzian umiejętności wychowawczych - tak pokierować rozmową, by nie zaczęli się wyzywać, ale by mieli możliwość powiedzieć o swoich emocjach. Kwadratura koła :)
    Czy potrafię to zrobić? A skąd mam to wiedzieć? Zanim nie spróbuję, to się nie dowiem...

 

16 komentarzy:

  1. Bez wyzywania? Hm, no nic, trzymam kciuki :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Niech się Pani trzyma, nie poddaje i wierzy w samą siebie! To zdziała cuda ;)
    Paula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymamy się ramy to się nie posramy... :P

      Wiesz, ja nie bardzo mam wyjście, bo jeśli czegoś nie zrobię, to w końcu naprawdę dojdzie do rękoczynów. Znam Sylwię na tyle dobrze, by to wiedzieć.

      Usuń
    2. Wspólnym językiem się posłużyć ;) Nie, broń Boże, nie używać rąk! Tylko z reguły, to warto zająć ich uwagę, znaleźć między nimi temat, który ich połączy, choć... to czasem trudne, ale słowa mają ogromną moc, na pewno większą niż wyciąganie łapek. Będę czekać na relacje :)
      Paula

      Usuń
    3. Moim celem póki co jest sprawienie, by obie strony dostrzegły w przeciwniku człowieka, który też ma uczucia. Jak napisałam w poście, nie muszą się od razu uwielbiać, ale niech się chociaż tolerują. Bo wspólne to oni mają chyba jedynie fakt, że coś narozrabiali w życiu.

      Usuń
    4. Widzę tylko, że zaakceptować muszą nową Fankę. Trudno jest w zwykłym liceum przyjąć kogoś nowego, więc spodziewam się, że dla nich, to jest jeszcze trudniejsze. Czas, Pani cierpliwość i ich 'nakierowywanie' chociaż na dobre tory to chyba najważniejsze. Z góry oceniają, przydałoby się poznać. W każdym razie - liczę na dobre wyjście z tej sytuacji i jak mówiłam, trzymam kciuki.
      Paula

      Usuń
    5. Ech, w przypadku Joasiu to nie jest takie proste - ona jest inna, ale z tej inności tworzy religię, na każdym kroku ją podkreśla. Oni ją oceniają, ale ona ich też. Błędne kółeczko.

      Usuń
  3. Drago, Ty nie wiesz jak się to potoczy,ale ja wiem...z Twoim wyczuciem i podejściem do tych dzieciaków...trzymam kciuki i za rozmowę z klasą i za rozmowę z mamą Fanki Metalu

    OdpowiedzUsuń
  4. Matko Bosko Częstochowsko - jak ja bym chciała być tak pewna happy end'u w tej sprawie... Ale nie jestem, bo dobre zakończenia to są w filmach typu "Młodzi gniewni". A tu nie film, tylko Zoo..

    OdpowiedzUsuń
  5. oj tam, oj tam, trochę farbnij się na blond i już będzie Michelle Pfeifer jak się patrzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym się farbnęła na blond, to by mnie Hipek pogonił :)

      Usuń
  6. Witaj! Widzę że nie masz Ty lekko w tym Zoo, oj nie.
    Ale sama musisz dać radę, ja Ci jej nie dam ;) bo się zupełnie na tym nie znam.
    Ja mogę Ci poradzić co najwyżej, jak kłaść na szkle farbę witrażową, żeby się nie poamarszczyła ;)
    A propos - dzieki piękne za odwiedziny i za pochwały - wielce miłe!
    Wpadaj kiedy chcesz, ja do Ciebie też sobie czasem luknę.
    Tymczasem milego weekendu, a potem poniedziałku "z tarczą" :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzięki za rewizytę :) A obawiam się, że nawet gdybyś mi powiedziała, jak kłaść farbę witrażową, to i tak bym tego nie umiała - mam dwie lewe lapki do wszelkich zajęć manualnych. Na plastyce zawsze dostawałam ludzkie oceny tylko i wyłącznie na teoretycznych lekcjach z historii sztuki :) Dlatego też ogromnie podziwiam ludzi takich jak Ty, tworzących swoimi rękami cuda.

    No i cóż, zapraszam do lektury :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakoś tak wychodzi, że czytam Twoje posty wstecz. Zatem ten komentarz będzie najwcześniejszy :) Zazdroszczę opanowania. Sam pochodzę z tzw. kiepskiej dzielnicy i pewne zachowania zostały mi do dzisiaj. Mogę tylko powiedzieć, że cholernie się cieszę, że uczę w szkole wyższej. Gdybym miał do czynienia z Twoimi Muppetami, bez kilku kurew maci by się nie obeszło, co w świetle obecnych standardów dyskwalifikowałoby mnie jako nauczyciela. Nigdy zresztą się o to nie prosiłem... i do dziś czasem chowam się za murem głównej zasady szkolnictwa wyższego - "Pan/Pani tu nie musi uczęszczać, żeby przeżyć". To w pewnym sensie bezpieczne, ale łapię się natym, że chciałbym, żeby nawet najbardziej zakręcone Pokemony wyniosły z moich zajęć coś ponad to, co mogą znaleźć w internecie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popatrz, to ja zawsze byłam przekonana, że gdybym pochodziła "z kiepskiej dzielnicy", to łatwiej znosiłabym tego typu zachowania :) Wyrosłam w tzw. "dobrym domu" i pierwsze zetknięcie z Zoo naprawdę było dla mnie szokiem na zasadzie, że w ogóle można tak mówić do starszych, do nauczycieli. Pisałam o tym zresztą w postach. A skąd biorę opanowanie? Cholera mnie tam wie, najważniejsze, że się znajduje :)
      Nie chodzi nawet o to, że rzucanie mięchem dyskwalifikowałoby Cię jako nauczyciela. Gdybyś odpowiadał agresją na ich agresję, to szybko byście się pozabijali, a Ty tam jesteś od tego, by załagodzić, wyciszyć emocje.

      Usuń