Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

niedziela, 25 marca 2012

Do tanga trzeba dwojga

    Po piątkowych dwóch godzinach języka polskiego z Muppetami mam materiał na dwa posty. W pierwszej kolejności przedstawię Wam nędzny niestety rezultat smoczych mediacji między Fanką Metalu a resztą klasy, bo - sądząc po komentarzach - część z moich drogich Czytelników niecierpliwie czeka na relację w tej sprawie. Natomiast w najbliższych dniach przedstawię efekt pisania przez moich wychowanków rozprawek na rozmaite tematy, bo mam wrażenie, że jest co poczytać.

    Dobrze, ale przejdźmy do konfrontacji.
    Mieliśmy tego dnia podwójny polski, ale na pierwszym Joasia się nie pojawiła. Pomyślałam, że trudno się mówi i zgodnie z umową zarządziłam pisanie rozprawki na ocenę na jeden z zapisanych na tablicy tematów. Obecnych tego dnia było kilku chłopaków [którzy i tak raczej nie są stroną w konflikcie naszej outsiderki], a także Sylwia i Patrycja [to ta dziewuszka, która musiała się uczyć zwrotki wiersza za Młodą Gniewną, kiedy tamta dała ciała na Targach Edukacyjnych]. Wszyscy pracowali z zapałem [i piszę to bez cienia ironii], a ja szybowałam nad ławkami, udzielając wskazówek oraz robiąc w razie potrzeby za żywe słowniki [ortograficzny, poprawnej polszczyzny i wyrazów bliskoznacznych].
     Na drugą lekcję przyszła i Fanka Metalu. Pomyślałam sobie - no trudno, to dziś nie porozmawiamy, musi w pierwszym rzędzie jednak napisać rozprawkę [bo nie wiadomo, kiedy znowu zaszczyci mnie na polskim swoją obecnością], a poza tym reszta Muppetów i tak jeszcze kończyła swoje prace i nie zamierzałam im przerywać. Joasia dostała więc odpowiednią do napisania rozprawki kartkę i długopis [bo rzecz jasna przyszła do szkoły zupełnie bez tych - jakże by się wydawało oczywistych - uczniowskich rekwizytów] i zabrała się do pisania. Ku mojemu zaskoczeniu zajęło jej to kilkanaście minut, a co z tego wyszło, to sami się przekonacie w kolejnym poście. Kiedy skończyła, zajęła zwyczajowe miejsce w rogu klasy i poczęła tworzyć abstrakcyjne malunki na jakimś świstku, który wygrzebała z torby. Zamierzałam tym razem dać jej spokój do końca lekcji, ale niedługo potem swoje rozprawki oddały mi pozostałe Muppety. Spojrzałam na zegarek - do dzwonka było jeszcze dobre 20 minut, postanowiłam więc jednak skorzystać z okazji.
    Kiedy zatem dzieciaki zapytały, co będziemy robić do końca zajęć, wzięłam głęboki oddech i stwierdziłam, że to dobra okazja do porozmawiania o sytuacji, która się wytworzyła w klasie, aby nie powtarzały się takie zdarzenia, jak wczoraj na języku polskim. Na taką zapowiedź pierwsza odezwała się Joasia... oświadczając szybciutko, że "nie nie, psze pani, już nie trzeba". Nie dałam się zbić z tropu i odparłam, że w rozmowie na przerwie odniosłam inne wrażenie, a poza tym jestem świeżo po lekturze jej pracy klasowej [napisanej też dokładnie w duchu: "dlaczego mnie nikt nie lubi?"], więc zapraszam ją, by przestała rysować i przysiadła się bliżej reszty. Moje polecenie - zresztą, kilkakrotnie powtórzone - zostało jednak kompletnie zignorowane i Fanka Metalu rzeczywiście do końca konfrontacji została w swoim rogu, ostentacyjnie rysując i podnosząc wzrok znad kartki jedynie w sporadycznych momentach. Nie zamierzałam jednak tak łatwo się poddawać. Oświadczyłam na wstępie, że - jako wychowawcy - zależy mi na tym, żeby w klasie panowała zdrowa atmosfera, że nie muszą się wszyscy od razu uwielbiać, ale chciałabym, by potrafili dojść do porozumienia w takim stopniu, by móc się na co dzień tolerować.
    Trzeba oddać sprawiedliwość zarówno Patrycji, jak i Sylwii, że miały szczera chęć cierpliwego wysłuchania Joasi - czego niestety nie można powiedzieć o tej ostatniej. Zresztą, dziewczyna w ogóle nie miała chęci na żadną rozmowę, wbrew temu, na co się umówiłyśmy poprzedniego dnia na przerwie. Jej nieliczne wypowiedzi, które musiałam wyciągać prawie siłą, można streścić w zdaniu: "Chcę, żeby mnie wszyscy zostawili w spokoju, nie zależy mi na żadnych kontaktach z kimkolwiek, chcę po prostu skończyć tę szkołę i już". Kiedy próbowałam ją przycisnąć, żeby powiedziała, co się takiego stało, z jakimi przykrościami się tu konkretnie spotkała, to nie potrafiła sprecyzować. Używała ogólników typu "wszyscy", "zawsze", ale kiedy spytałam, jak KONKRETNIE dokuczały jej dziewczyny z TEJ KLASY, to "zrobiła karpia" [czyli się zapowietrzyła], po czym się zacięła i wróciła do rysowania.
    Moją korzyścią z tej dziwnej rozmowy było przynajmniej to, że usłyszałam wprost, co w kwestii Joasi najbardziej przeszkadza Patrycji i Sylwii. Chodzi o fakt jej ulgowego traktowania przez niektórych nauczycieli - tu niestety głównie oliwy do ognia dolała Jadzia, choć zapewne zrobiła to w dobrej wierze. Otóż, jak już wspominałam, Fanka Metalu programowo ignoruje wszelkie polecenia nauczycieli i nic nie robi na lekcjach, podczas gdy reszta towarzystwa stara się pracować - mniej lub bardziej sumiennie [to zależy od konkretnego egzemplarza], ale jednak. No i mówiąc wprost, dziewczyny krew zalewa kiedy widzą, że same się starają i męczą nad ćwiczeniami, a Joasia bimba sobie w najlepsze [i to w sposób bardzo ostentacyjny, bo jak inaczej nazwać to rysowanie i słuchanie muzyki przez słuchawki?], a potem udaje jej się tak zakręcić nauczycielem, żeby nie ponieść konsekwencji. Ostatnio poszło lekcje angielskiego - Fanka Metalu w poprzedniej klasie z której ją przeniesiono miała język niemiecki, więc Jadzia dała jej na wstępnie taryfę ulgową, żeby nowa uczennica miała czas nadrobić zaległości. Joasia zaczęła to sprytnie wykorzystywać, a rezultat jest taki, że pannica nic nie próbuje robić przez całe zajęcia, a potem tłumaczy się, że przecież nie rozumie, bo nie uczyła się angielskiego - i Jadzia nie wstawia jej jedynki.
    Tu podkreślić należy jedno. Kiedy Patrycja i Sylwia o tym wszystkim opowiadały, zwróciły się jednocześnie z propozycją do Joasi, że przecież mogą jej pomóc z angielskim. "Jak nie rozumiesz, no to się przysiądź do nas, zrobimy razem te ćwiczenia, to w końcu załapiesz". Ale naszej outsiderce wcale na tym nie zależy, bo wyraźnie podoba jej się status zgniłego jaja, wokół którego wszyscy chodzą na paluszkach. Odparła, żeby dziewczyny się nie wtrącały, przestały się jej na każdym kroku czepiać i zostawiły ją w spokoju. Bo w końcu to nie ich sprawa, jak ją traktują nauczyciele...
    Tjaa... Sytuacja jak na razie jest patowa. Stanęło na tym, że OBIE strony mają sobie schodzić z drogi, tzn. Patrycja z Sylwią ignorują Joasię [skoro ona sobie bardzo wyraźnie tego życzy...], a Joasia nie prowokuje reakcji dziewcząt. Ja natomiast dopilnuję, by Fanka Metalu ponosiła konsekwencje swojego olewania systemu, czyli porozmawiam z nauczycielami i uczulę ich na to, by absolutnie nie traktowali jej ani lepiej, ani gorzej, niż resztę klasy. Powiedziałam na koniec, że jest mi smutno, bo miałam jednak nadzieję, że uda im się jakoś dogadać, ale nie jestem Harrym Potterem, nie mam więc możliwości machnięcia czarodziejską różdżką i sprawienia, by wszyscy byli zadowoleni. Dodałam, że do rozmowy w każdej chwili możemy wrócić, jeśli tylko będą chciały.
    Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz...

2 komentarze:

  1. "Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść..."

    Parafrazując, chcę rzec, że rozumiem, że ciężko przystopować, kiedy się ktoś tak zamknie, zakisi we własnym sosie i tak zacietrzewi, ale szkoda, że taka szansa na ocieplenie stosunków w klasie została zaprzepaszczona. Pozostaje tylko liczyć, że jednak będzie jeszcze inna szansa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie patrzę na to w ten sposób, bo też nie oczekiwałam cudu - to nie film, tu się pracuje metodą małych kroczków :) Widać Joasia nie dojrzała jeszcze tak naprawdę do zmian. A póki co korzyść widzę przynajmniej taką, że się z Sylwią nie pozabijają, skoro wiedzą, że je bacznie obserwuję.

    OdpowiedzUsuń