Coś mi się zdaje, że na obiecane obszerne cytaty z prac moich wychowanków będziecie musieli poczekać...
Pisałam Wam mniej więcej rok temu, co się zwykle dzieje z małpkami wczesną wiosną, szczególnie kiedy wieją silne wiatry [kto nie pamięta, może sobie poczytać]. No i faktem jest, że halny daje u nas znać o sobie co najmniej od dwóch dni. Zawsze wtedy któremuś z naszych uczniów zdrowo odbija, a i reszta towarzystwa chodzi mocno pobudzona. Nauczyciele mogą niestety tylko czekać na rozwój wypadków i mieć nadzieję, że uda się szybko zareagować, ale uwierzcie mi, uprzedzić ataku szajby nie ma jak. Na kogo padnie, na tego bęc.
Tym razem "bęcło" u mnie...
Prowadzę spokojnie powtórzenie wiadomości z 3C [mają w poniedziałek pracę klasową z "Kamieni na szaniec "], kiedy drzwi do sali otwierają się i wpada do nich rozdygotana pani Marzena [nauczycielka historii i wos-u]. Miała właśnie zajęcia z moimi Muppetami, podczas których Fanka Metalu dostała szału.
Ustalanie całego przebiegu wydarzenia trwało pół dnia, ja opowiem to już po kolei, sensownie i tak logicznie, jak się da. Otóż rzecz miała źródło jeszcze wczoraj na praktykach. Nie sposób ustalić, od czego się zaczęło, bo tutaj wersje są sprzeczne, w każdym razie Joasia dowiedziała się, że słucha szatańskiej muzyki, a ona z kolei odparła, że jej koledzy z klasy to kretyni, którzy lubią muzykę dla debili. Na to Daniel [skądinąd "nowy nabytek", bo jest u nas dopiero od połowy stycznia] spytał lekko zaczepnie, czy to było adresowane do niego, na co Fanka Metalu przyładowała mu z glana w nogę - a tak się składa, że chłopak jest kontuzjowany, bo 2 tygodnie temu naderwał na w-fie wiązadła, dopiero kilka dni temu zdjęli mu z łydki szynę, a przez następny miesiąc ma nosić jeszcze stabilizator. Wywiązała się przepychanka, w trakcie której Joaśka uszkodziła Patrycji telefon, wytrącając jej go z ręki, a następnie po nim skacząc w swoich przyciężkich buciorach. Sprawa pewnie nie ujrzałaby światła dziennego [w końcu jednym z podstawowych przykazań w Zoo jest zakaz kablowania], gdyby nie dzisiejsza akcja na wosie. Marzenka - nieświadoma konfliktu - kazała Joasi zmienić miejsce [chciała, by dziewczyna zaczęła coś robić, a nie siedziała w swoim rogu i malowała po ławce] i dosiąść się właśnie do Daniela. W odpowiedzi usłyszała soczystą wiąchę ["Ocipiała pani do reszty?! Z chuja pani spadła?!"], a że w jej obronie stanęli inni uczniowie też nie przebierając w słowach, to już po chwili całe stadko obrzucało się bluzgami na całego, a nauczycielka autentycznie przestraszyła się, że dojdzie do rękoczynów, a ona nad nimi nie zapanuje. Zadzwoniła więc szybko po panią pedagog, a kiedy ta przyszła, to pobiegła piętro wyżej po mnie.
Pech chciał, że nie było dziś w szkole Wiceszefowej, a Główna miała akurat kontrolę z kuratorium, więc siedziała zamknięta z wizytatorem w swoim gabinecie i naprawdę nie wolno było jej przeszkadzać. Pedagożyca lekko zielona [przypominam, to jest młodziutka stażystka w zastępstwie za naszą etatową panią pedagog, która jest na urlopie zdrowotnym] wpatrywała się we mnie okrągłymi oczami z pytaniem, co robić - a ja przecież żadnym ekspertem nie jestem... Poleciłam w pierwszej kolejności pedagożycy zabrać agresywną uczennicę do swojego gabinetu, żeby tam czekała na rozwój wypadków [trzeba ją było jak najszybciej odseparować od reszty klasy], a sama dossałam się do telefonu. Niestety, numery obojga rodziców głuche, telefon do pracy jej taty zajęty, a kurator okazał się tego dnia nieuchwytny. Podjęłam zatem decyzję, by zadzwonić na policję, bo nie widziałam innego wyjścia - no chyba, żebyśmy wezwali pogotowie...
Trzeba przyznać, że niebiescy przyjechali dość szybko, zresztą, nasi starzy znajomi, którzy nie raz już trafiali na interwencję do Zoo [kiedy szli przez korytarz, niektórzy uczniowie witali ich jak dobrych kumpli :)]. Przesłuchali Joasię [notabene - dalej agresywną i gryzącą, pyskującą nawet do policjantki], potem Marzenkę, a następnie w sali obok, bez świadków, o wydarzeniach opowiedzieli Daniel z Patrycją [czemu ja towarzyszyłam jako ich wychowawca]. Jako że Fanka Metalu jest niepełnoletnia, a z jej rodzicami nie można się było w dalszym ciągu skontaktować, to zabrali ją na komisariat. Co z tego dalej wyszło, zapewne dowiem się jutro.
Fakty są następujące: z poprzedniej szkoły Joasię wywalili do nas za agresywne zachowanie. W grudniu z powodu zatargów z dziewczętami z klasy przeniesiono ją do mojej osobistej małpiarni. Minęło raptem kilka miesięcy, a znowu jest chryja... Wiem, że Fanka Metalu czuje się nierozumiana, skrzywdzona, a jej agresja to tak naprawdę forma obrony, spowodowana przeświadczeniem, że cały świat tylko czeka, by się z niej nabijać. Zdaję sobie sprawę, że musi być jej cholernie ciężko na co dzień. Ale naprawdę nie widzę możliwości, by po ostatnich zdarzeniach mogła być uczennicą mojej klasy - chyba, że całe towarzystwo wzięłoby udział w mediacji grupowej, a sama Joasia przeszła jakąś terapię, która nauczyłaby ją wyładowywać frustrację w bardziej przystępny sposób. Na to rzecz jasna nie ma szans, bo to nie amerykański film, tylko biedna polska rzeczywistość. Jeśli zostawią ją u nas, to dojdzie w końcu do tragedii. Kto zagwarantuje, że Fanka Metalu nie zrobi użytku z jakiegoś noża albo nie skopie kogoś na uboczu swoimi glanami? Uwierzcie, sprawia wrażenie dość zdesperowanej, ale też takiej osoby, której zwisa i powiewa, jakie granice dalej przekroczy.
I wiecie co? Cieszę się jak wszyscy diabli, że w szkole dziś nie było Młodej Gniewnej...
Jako nauczyciele postaramy się pewnie wymóc na rodzicach agresywnej uczennicy, by sami odebrali jej papiery. Jeśli nie, to trzeba będzie znaleźć sposób, by trafiła do innej szkoły. Jasne jest tylko, że to MY jesteśmy "placówką ostatniej szansy" i od nas ląduje się już tylko w ośrodku socjoterapii albo schronisku dla nieletnich...
No i się wszystko roz..... Miałam nadzieję na jakiś w miarę happy end, przyznam, czegoś takiego w ogóle bym się nie spodziewała. Przykre.
OdpowiedzUsuńMusiała jednak mieć nieziemskie zawirowania w głowie (bo mam nadzieję, że nikt nie wymyślił, że to faktycznie przez szatańską muzykę). Pogubił się dzieciak na dobre.
Ja tam specjalnie zaskoczona nie jestem - jak pisałam, spodziewałam się kłopotów, tyle tylko, że trochę później, a nie po kilku miesiącach... Będziemy się starali coś z tym zrobić, zresztą, jakie mamy inne wyjście? Albo się uda, albo nie, próbować trzeba.
UsuńPraca w Zoo to nie film, tu nie ma szybkich rozwiązań. Krok do przodu, krok do tyłu... Trzeba się uzbroić w cierpliwość, choć bywa to trudne.
W kwestii muzyki, to Cię uspokoję. Karda u nas jest normalna i na pewno nie będzie latać za Joasią z wodą święconą i Biblią :)
No i co zrobisz...ech...to nie ma się co zastanawiać- zoo jest dla Małpek, nie dla Metali, choć jedno i drugie jest na "M" ;). Niech dziewczynę zgarną do ośrodka, bo potrzebuje pomocy. może jeszcze da się ją uratować, a Ciebie to ja podziwiam,że Ci nerwy nie puszczają. Ja bym już psychicznie siadła. Sama bym jej wpieprzyła.
OdpowiedzUsuńWpieprzyć to jej nie miałam ochoty, bo ona bez wątpienia jest ofiarą - tyle, że prowokującą i nie pozwalającą się gnoić. Ona nie jest święta, ale reszta dzieciaków też.
UsuńCo do nerwów - myślisz, że mi wczoraj nie siadały? Ależ owszem :) Żebyś słyszała, jak się wyprułam na 3A i 3C [musiałam mieć z nimi lekcję łączoną, kiedy Marzenka pojechała na komisariat], bo nie chcieli się uspokoić. Chyba nie przypuszczali, że Dragonka potrafi tak się drzeć :)
Dobrze,że ogniem nie zaczęłaś ziać ;)
OdpowiedzUsuńNie, ale przypierdzieliłam ręką w biurko tak, że aż jęknęło [biurko, nie ja] i kazałam im się zamknąć. Po czym nastąpił mini-wykład na temat, że ja też mam granice cierpliwości i lepiej dla nich, bym ich nie przekroczyła :)
Usuń