Dziś krótko i prywatnie, bo z powodu przedłużonego weekendu jestem dość rozleniwiona.
Otóż Panie i Panowie - pożegnaliśmy ostatnio Havranka [poświęciłam mu onegdaj: post pierwszy oraz post drugi], mojego wieloletniego przyjaciela, a także jak do tej pory współlokatora. Zakupił sobie własną norkę i tak oto skończył się dla mnie etap mieszkania pod jednym dachem z "oswojonym", ale jednak bądź co bądź obcym człowiekiem. W pieczarze zostało więc nietypowe stadko, składające się ze Smoka, Hipopotama oraz Pumiszcza.
Wczorajszy wieczór oraz znaczna część piątku zeszła nam na zagospodarowaniu przestrzeni, która zrobiła się wolna. Trzeba Wam wiedzieć, że niestety pomarańczowa jaskinia ma to do siebie, że jest niewielkich rozmiarów, w związku z tym trwa tu bezustanna walka o każdy centymetr przestrzeni. Z jakąż radością powitaliśmy więc dodatkową szafkę w łazience, półkę w kuchni, a Hipopotam komodę tylko i wyłącznie do swojej dyspozycji [nie będzie już musiał znosić smoczego bałaganiarstwa, takiego jak widać tutaj].
Eks-Havrankowy pokój został też przyozdobiony jednym wyjątkowym "gadżetem". Rodzice Hipopotama przysłali nam kilka dni temu ich piękny, rodzinny zegar ścienny z 1954 roku. Jak wiedzą Ci z Was, którzy śledzą blog błotnego ssaka, ma on hopla na punkcie zegarów, ale muszę przyznać, że tego typu duże, stylowe czasomierze przyprawiają i Smoka o szybsze bicie serca. W mojej rodzinie też jest jeden piękny zegar - nawet jeszcze starszy, bo należał do mojego pradziadka, a po jego śmierci wisi w salonie taty. Przypuszczam jednak, że zgodnie z tradycją, zwyczajami czy jakkolwiek to nazwać, trafi kiedyś do mojego starszego brata, dobrze więc się składa, że rodzice Hipka uszczęśliwili nas tą pamiątką. Pasuje do wystroju mojej pieczary idealnie. A zreztą, zobaczcie sami:
Skoro już się rozpędziłam i chwalę się wystrojem Smoczej Jaskini, to zmuszę Was do podziwiania jeszcze jednego nabytku. Jak Wam się podobają Czarne Owieczki? Spostrzegawcze osoby dostrzegą też na pewno na tym zdjęciu inne czarne stworzenie... :)
Obejrzalem sobie te komode dzielona na dwoje.... na prawo most... na lewo most... Smoczyca, przerastam Cie w balaganiarstwie :) he he he... A co do tych czarnych owieczek, to aluzja do Ciebie, czy do Dratewki?
OdpowiedzUsuńUwazaj przy jedzeniu... I nie zapij sie ;)
Robalku, może i przerastasz, ale na pewno daleko Ci do Havranka :) Zresztą, nie mam możliwości rozwinąć swych bałaganiarskich talentów przy Hipopotamie...
OdpowiedzUsuńMamy i białe owieczki, ale czarne prezentują się ciekawiej. No i pasują Pumie do futra.
Mrok na mroku zasiadł i... no nie, nie napiszę, że zlał się z tłem, bo to się nie godzi takiej damie ;)))
OdpowiedzUsuńWy też nieco zaróżowiliście wnętrze ;))) Łowieczki przesłodkie :)))
Oj tam oj tam, zaróżowiliście... :) Smoki, Hipki, Koty, teraz Owieczki... Wszystkie zwierzątka nasze są :)
OdpowiedzUsuń