Mamy sobotę, będzie więc krótki post z serii prywatnych. Zacznę go od informacji dla tych, którzy nie mieli do czynienia z Dragonką osobiście. Otóż - używając eufemizmu - smoki generalnie nie są zagorzałymi fanami porządku. Gwoli ścisłości - walczą z brudem, natomiast tak się jakoś dziwnie dzieje, że gdziekolwiek się nie pojawią, tam zaraz wyrasta góra papierów, a oparcia krzeseł tudzież boki innych mebli przyozdabiają się ubraniami, które nadają się do włożenia, a nie są chowane do szaf czy na półki "bo przecież się pogniotą i trzeba je będzie znów prasować...". Litościwi określają ten widok "artystycznym nieładem", ale nie czarujmy się i dajmy odpowiednie rzeczy słowo - toż to zwyczajny burdel... Jak to jednak zwykle bywa z takimi osobnikami jak ja, prawdziwa tragedia zaczyna się wówczas, kiedy posprzątam ten bałagan i poodkładam rzeczy tam, gdzie teoretycznie być powinny. W następstwie nic nie mogę znaleźć, przynajmniej do momentu zrobienia ponownie rozgardiaszu.
Odkąd Smoczą Jamę - oprócz Jej Wysokości Pumy, która również ma porządek głęboko pod ogonem - zamieszkało kolejne zwierzątko, czyli Hipopotam, sprawa nie wygląda już tak różowo. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, jest on zaprzysięgłym wrogiem bałaganu, a przede wszystkim orędownikiem odkładania rzeczy na miejsce. Możecie sobie wyobrazić, jakie dantejskie sceny mają tu miejsce, bo jak tu pogodzić sprzeczne interesy dwóch ogromnie upartych stworów, Smoka i Hipopotama?
Spuśćmy na to zasłonę milczenia. Aby jednak zobrazować ogrom problemu, przygotowałam materiał ilustracyjny. Oto zdjęcie komody, w której oba potwory trzymają ubrania. Po jednej stronie rzeczy Smoka, po drugiej Hipopotama. Nie muszę chyba wyjaśniać, która strona jest która... :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz