Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

środa, 25 maja 2011

Dzieci mają dzieci


   Mam w swojej osobistej klasie urocze dziewczątko - nazwijmy ją Emilka. Twarz aniołka, niebieskie oczy, naturalnego koloru blond włosy, niewysoka, szczupła, ale nie wychudzona, ot, taka w sam raz. Miła, grzeczna, zawsze się ukłoni na korytarzu szkolnym, porozmawia, zażartuje. Zeszyty i długopisy nosi, na lekcjach notuje, zgłasza się, bierze udział w lekcji.
   Tu pozwolę sobie na dygresję. Nie śmiejcie się - jeśli regularnie śledzicie mój blog, to wiecie, że taka postawa w Zoo jest czymś niecodziennym. Niestety normą jest to, że uczniowie nie posiadają zeszytów [albo w najlepszym wypadku jeden "do wszystkiego"], albo nie mają czym notować - dlatego zawsze noszę ze sobą 3-4 najtańsze długopisy do pożyczania. Na początku się buntowałam wychodząc z założenia, że noszenie im przyborów do pisania jest ogromnie niepedagogiczne. W końcu to powinien być ICH PROBLEM, że nie notują i w konsekwencji dostają jedynki. Myślałam: zarobi jeden z drugim po pale, to się nauczy przynosić do szkoły to, co trzeba. Ale po jakichś 3 miesiącach pracy dałam za wygraną. Dlaczego? Małpkom oceny totalnie zwisają i powiewają, przynajmniej do momentu, aż sytuacja nie robi się na tyle poważna, że grozi powtarzaniem klasy - a przecież wiadomo, że nikt nie uwali ucznia z powodu braku zeszytu, nawet notorycznego... No a ileż mogę postawić tych jedynek za nienotowanie? Problem też polega na tym, że niestety to właśnie MNIE, jako nauczycielowi, bardziej zależy na tym, by Małpka na lekcji zajęła się pisaniem, bo jeśli tego nie robi, to się nudzi, a jak się nudzi, to strzelają jej różne ciekawe pomysły do głowy. Trzeba więc wytworzyć taką atmosferę, by dzieciątko pisało, aż się zmęczy. Co z tego, że i tak do tego zeszytu nawet potem nie zajrzy, albo że zabazgroli kartkę, którą potem wyrzuci, podpali albo zje. Liczy się to, że miało się czym zająć i nie rozniosło sali.
   Wracam do Emilki. Pojawia się pytanie - co takie dobre, grzeczne i miłe dziewczątko robi w Zoo? Otóż, co tu dużo ukrywać, panna jest trochę tępawa... Należy do tych osób, którym myślenie sprawia ból, a w dodatku jest tzw. "dys-wszystko", czyli ma galopującą dysleksję, dysgrafię i dysortografię. Na moje oko nie powinna była skończyć nawet podstawówki. Nie rozumie kompletnie tego, co czyta, nie potrafi wyciągać logicznych wniosków, ma bardzo kiepską pamięć. Stara się jak może, ale z kociaka lwa nie zrobisz... Do normalnej szkoły zatem się absolutnie nie nadaje, ale przez Zoo by się ją przepchnęło.
   No właśnie - "by" się przepchnęło. Nie wiem tego jeszcze z oficjalnych źródeł, tzn. od samej zainteresowanej, ale "ptaszki ćwierkają", że Emilka jest w ciąży. Wezmę ją po weekendzie na stronę i zapytam wprost, czy to prawda, ale takie sygnały dochodzą do mnie już ze zbyt wielu źródeł, by to mogło okazać się wyłącznie plotką.
  Przyznam, że zaklęłam niewybrednie, jak dotarła do mnie ta nowina. Kogo jak kogo, ale Emilki to mi na młodą matkę szkoda. Jasne, dziecko to nie tragedia [zresztą, matką będzie i tak nie najgorszą jak na standardy naszych uczennic], ale nie czarujmy się, życie jej to pokomplikuje. Dziewczątko przecież jest dopiero w pierwszej gimnazjum... Oczywiście, jeśli będzie chciała, to szkołę skończy, bo w Zoo ciąża uczennicy to żadna nowość, nie pierwsza i nie ostatnia. Od września do porodu dostanie indywidualne nauczanie, a potem to już w zależności od możliwości i od tego, czy będzie z kim miała dziecko zostawić. Szczęśliwie też wiadomo przynajmniej, kto jest ojcem, bo akurat mamy tu do czynienia z gimnazjalną parką. Zresztą, tatusia też uczę - sympatyczny chłopak i dość "kumaty", też kulturalny i miły. Notabene jest nawet lektorem w pobliskiej parafii, a jak pisali na lekcji charakterystyki, to pytał, czy może napisać o Janie Pawle II [hie hie hieee...]. Są parą odkąd ona pojawiła się w tej szkole, sądzę więc, że nie będzie problemów i że jej z dzieckiem nie zostawi.
   No ale co z tego? Emilka sama jest jeszcze dzieckiem, w dodatku niestety nie bardzo lotnym dzieckiem. Już i tak byłoby sporym sukcesem, gdyby skończyła gimnazjum, a co dopiero teraz. Co ona będzie robić w życiu? Bez wykształcenia, bez zawodu, za słaba, by pracować fizycznie...
   Jak długo - wobec tych trudności które ją czekają - będzie jeszcze miła, sympatyczna i niezdemoralizowana?
   Kurna, kogo jak kogo, ale jej mi szkoda. Tak zupełnie prywatnie, po ludzku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz