I skończyło się. Co prawda do rozpoczęcia nowego roku szkolnego jeszcze kilka dni, ale dla mnie właściwie już się zaczęło. W piątek były egzaminy poprawkowe, we wtorek Rada Pedagogiczna, no a od czwartku jazda...
W kwestii poprawek - egzaminowałam 6 Małpek, z czego dwie nie zdały na własne życzenie. Panowie przyszli na bezczela, tzn. od progu oznajmili, że nic nie umieją. Żeby formalnościom stało się zadość, musieli oddać podpisane puste kartki z części pisemnej, a potem wylosować zestaw na ustnej, przeczytać na głos pytania i stwierdzić, że odmawiają odpowiedzi. Tak się też stało. Co z nimi dalej? Otóż najzabawniejsze jest, że nic. Smarują podania o przepuszczenie do następnej klasy warunkowo z jedynką i mają naukę tam, gdzie słoneczko nie dochodzi. Ot, efekt prawa, które swojego czasu wprowadził "Koń, Który Mówi". Taki numer mogą wyciąć raz na trzy lata, więc jeśli historia powtórzy się w tym roku szkolnym, to już nie będzie tak różowo, ale tą kwestią panowie się na pewno nie przejmują. Generalnie Małpki nie są istotami, które myślą o tym, co będzie w przyszłości.
Kasia z trzeciej gimnazjum natomiast chyba postanowiła nie ryzykować i tym razem przyszła reprezentując jako takie wiadomości. Nie powalała wiedzą, ale odpowiedziała na poziomie wystarczającym do tego, bym dała jej krzyż na drogę, tj. dopuszczający z języka polskiego. Tym sposobem mając 20 lat ukończyła wreszcie gimnazjum. Jeśli zamierza kontynuować naukę w naszej zawodówce [bo bądźmy szczerzy - która inna szkoła dzienna by ją w takiej sytuacji przyjęła...?], to niech się modli, by nie trafić na mnie. No, chyba że zmądrzała i zamierza zacząć chodzić na zajęcia i robić na nich coś konstruktywnego.
Zdał też niestety Dawidek, ale to było akurat do przewidzenia. Jak pisałam osobno w jego charakterystyce, chłopakowi nie można odmówić inteligencji, więc mając nóż na gardle był w stanie przez 2 miesiące opanować to minimum wystarczające, by zdać egzamin poprawkowy. Oznacza to jednak, że dalej będę jego wychowawczynią i w dalszym ciągu będzie rozwalał mi każde zajęcia oraz demoralizował klasę. Oczywiście dopóki nie przegnie na tyle, żeby wylądować w poprawczaku.
Z nowości kadrowych - nie będzie od września Pana Psychologa, tego samego, który beztrosko wywiesił listę z problemami dzieciaków na widoku w pokoju nauczycielskim. To rzecz jasna dobra wiadomość, bo kompletnie nie nadawał się do pracy w Zoo, ale problem w tym, że na jego miejsce dyrekcja nie przyjmie nikogo nowego, bo Urząd Miasta stwierdził, że w naszej szkole niepotrzebny jest psycholog. Tiaaa... Gorzej, że na roczny urlop zdrowotny idzie Pedagożyca i ja naprawdę obawiam się, że kiedy wróci, to w miejscu Zoo będzie już tylko głęboki lej, jak po spuszczeniu bomby. Z całym szacunkiem dla kunsztu pedagogicznego Wicedyry, to nie wyobrażam sobie, jakim cudem damy sobie teraz radę. Oczywiście dyrekcja przyjęła na zastępstwo inną pedagog [młoda dziewczyna, mniej więcej w moim wieku] - nie znam jej, nie mogę więc powiedzieć, czy jest dobra, ale kimkolwiek by nie była, to rozgryzanie instrukcji obsługi Małpek zajmnie jej co najmniej 2-3 miesiące. A do tego czasu ratuj się, kto może...
Ostatni weekend wakacji spędzę u Seniorki na tzw. wsi, gdzie też zabieram Jej Wysokość w nadziei, że zgubi kilka gramów ze swojej torby kangura. I tak oto lato w mieście przechodzi do historii. Przede mną wrzesień - miesiąc, który w Zoo jest najbardziej niebezpieczny, co potwierdzają i moje obserwacje, i opinie nauczycieli, którzy pracują tam już dłuższy czas. Dzieciaki wracają z wakacji i na nowo budują swoją pozycję w stadzie. Muszą pokazać i swoim kolegom, i nam, kto tu rządzi. Poza tym początek roku szkolnego zawsze oznacza dla nich zmiany, bo składy klas nigdy nie są takie same: ktoś doszedł, ktoś odszedł, kogoś przenieśli, jakiś nauczyciel się załamał i musi zastąpić go inny. Małpki źle reagują na wszelkie zmiany, ale wyjścia nie ma. Koszmarek trwa zwykle przez wrzesień i październik, potem im się odechciewa, a z pierwszymi opadami śniegu połowa z nich zwyczajnie przestaje chodzić do szkoły. I tak to się jakoś toczy.
Tak szczerze mówiąc, to boję się trochę tego września. Uruchamiam w związku z tym Efekt TUP żywiąc nadzieję, że zadziała. Ale gdybym tak nie pisała żadnego posta przez kilka tygodni, to będzie znaczyło, że tym razem śruba trafiła mnie w głowę, jestem po trepanacji czaszki, mam chwilową amnezję i nie pamiętam, jak się nazywam. Wtedy mi przypomnijcie, ok?
Drago, weź Ty przestań z tymi śrubami, bo mi skóra cierpnie na karku! A tak właśnie sobie myślałam o tobie, ze to już początek roku się zbliża i znowu Ci się zacznie jazda bez trzymanki, po spokojnych studentach szkoły językowej czas na powrót do zoologicznej rzeczywistości. Ech, dzioucha, trzymam kciuki za Ciebie. Ale to,że stwierdzili,że w Zoo nie trzeba psychologa, to - no nóż się w kieszeni otwiera! Ech, wypocznij sobie na wsi i pozdrów Seniorkę
OdpowiedzUsuńWisielczy humor Mag, typowe u Smoków.
OdpowiedzUsuńW kwestii psychologa, to przypomniał mi się jeden z komentarzy pod postem, w którym rozpisywałam się na temat delikatnie mówiąc skromnych warunków lokalowych Zoo: nasza szkoła jest na tyle ważna, że istnieje, ale nie aż tak ważna, żeby w nią inwestować...
Seniorka pozdrowienia sama pewnie przeczyta :)
A ja się stresuję swoją nową pracą. Też mam problemy ;)))
OdpowiedzUsuńKen G: no czytałam... Tylko jak zwykle mam problem z dodaniem komentarza u Ciebie, jakoś nie mogę, nie wiem czemu. Nie otwiera mi w ogóle pola "Dodaj komentarz".
OdpowiedzUsuńkurcze, niezłe to ZOO... nawet w moim tak nie było... trzymam kciuki by wszystko się dobrze układało.
OdpowiedzUsuńSciskam
Pozasobą - przypuszczam, że nie chodziłeś do szkoły dla młodocianych kryminalistów, dlatego też i tak nie było...
OdpowiedzUsuńDzięki za kciuki :)