Można powiedzieć, że Dragonka się doigrała. Jeśli jeszcze kiedyś będę podczas wakacji narzekała na nudę, to możecie mnie, drodzy czytelnicy, komisyjnie kopnąć w zad.
Albo jestem takim świetnym lektorem, albo w tej szkole językowej mają urwanie kapelusza i nóż na gardle z powodu braku kadry - w każdym razie zadzwoniono do mnie wczoraj z pytaniem, czy nie wzięłabym kolejnego kursu oprócz tego, który teraz mam. Chodzi tym razem o indywidualne lekcje z Niemcem na poziomie średniozaawansowanym wyższym [B2 - mniej więcej matura rozszerzona]. Brzmi pięknie, ale problem w tym, że facet chce zajęcia od poniedziałku do piątku, codziennie po 5 godzin! To się nazywa miłość do języka :) Najpierw odmówiłam, bo to jednak byłoby za dużo [primo - nie zdążyłabym się przygotować, secundo - w końcu jestem na urlopie nie po to, by zaiwaniać w pełnym wymiarze godzin...], ale w rezultacie po pertraktacjach z szefową zajęcia zostały rozparcelowane między mnie a drugą lektorkę. Skutkiem tego mam "większą połowę" przewidzianych dla Niemca lekcji. Powinnnam dać radę, tylko we wtorek zaliczę maraton - najpierw trzy godzinki z moją dotychczasową grupą, a po przerwie obiadowej pięć godzin zajęć indywidualnych. Wrócę lekko padła i Hipopotam będzie mnie musiał reanimować :)
Ale nic to. Kasa się przyda, doświadczenie się zdobędzie, pozycję w szkole się umocni. Same plusy, co? A wiadomo, że im dłużej będę pracowała w ten sposób, tym mniej czasu będę musiała poświęcać na przygotowanie zajęć. Póki co każda lekcja jest dla mnie nowa, przeprowadzam ją po raz pierszy, każdą więc muszę porządnie zaplanować, ułożyć ćwiczenia i zadbać o wszystkie niezbędne materiały. Z biegiem czasu będę już mogła korzystać z tego, co wcześniej zrobiłam, bo trafią mi się grupy na tych samych poziomach, uczące się tego samego materiału. Kiedy zaczynałam pracę po studiach w zwykłym polskim liceum, sytuacja była identyczna - przez pierwszy rok wolne weekendy czy popołudnia w tygodniu mogłam dosłownie policzyć na palcach jednej ręki. Na nic nie miałam czasu, bo tyle mi zajmowało porządne przygotowanie się do zajęć [a nie zwykłam odwalać fuszerki]. Potem już jednak nagromadziłam odpowiednią ilość materiałów do zajęć, więc w drugim roku mogłam bazować na tym, co już miałam. W szkole dla obcokrajowców będzie podobnie.
Przy okazji - do mojej uroczej grupki dołączył Alex, przemiły Anglik w średnim wieku, mieszkający z żoną-Polką w Manchesterze. Motywację do nauki języka ma dość oryginalną: chce wreszcie rozumieć, jak go teściowa obgaduje podczas zjazdów rodzinnych :) Cóż, można i tak. W każdym razie cała czereda karnie wykonuje wszystkie ćwiczenia, zadaje mnóstwo pytań, a że są niestety słabi [dyrektorka zakwalifikowała ich na zbyt wysoki poziom], to już inna sprawa. Przy okazji dowiedziałam się z ust Austriaka - przy gorliwym potakiwaniu reszty towarzystwa - że jestem aniołem i że moja cierpliwość jest niezwykła. A wszystko dlatego, że bez mrugnięcia okiem i cały czas z tym samym uśmiechem wałkowałam z nimi przez półtorej godziny ćwiczenia na końcówki miejscownika. Podziękowałam rzecz jasna za komplemet wyjaśniając przy okazji, w jakiej szkole pracuję na co dzień i że w związku z tym nie sądzę, by cokolwiek podczas naszych zajęć było mnie w stanie wyprowadzić z równowagi. A już na pewno nie konieczność tłumaczenia czegoś po kilka razy z rzędu. W końcu po to jestem - mogę wyjaśniać i piętnasty raz, pod warunkiem, że druga strona dalej chce słuchać i coś zapamiętać. Nie zrozumie, to jeszcze raz, w końcu kiedyś zaskoczy :)
Szkoda, że moje Małpki nie mogą mnie teraz zobaczyć w akcji. Ciekawe, co by pomyślały widząc trzech dorosłych, poważnych facetów, którzy wlepiają pałające żądzą wiedzy oczy w ich "poj***ną babę od polaka", gorliwie zapisują w kajecikach każde słowo, które ona umieści na tablicy, wykonują bez szemrania wszystkie ćwiczenia, które im zada i w ogóle traktują ją, jak polonistyczną alfę i omegę...
Reanimacja będzie udzielona w jak najszerszym zakresie;-))
OdpowiedzUsuńno to sie doigralas :)
OdpowiedzUsuńmam wrazenie, ze zrobisz wszystko, zeby dac sie reanimowac ;) tez metoda hahahahahaha
Rozgryzłeś mnie :)
OdpowiedzUsuń