Tym razem będzie dość krótko - znów o motywacji do nauki języka polskiego jako obcego. Pisałam już o tej kwestii bardzo ogólnie na samym początku cyklu postów o obcokrajowcach i wtedy dokonałam ramowego podziału na kategorie. Wiadomo, ludzie lubią syntezy i układanie świata według pewnych schematów, jednak każdą szufladkę wypełniają przecież konkretne ludzkie przypadki.
Kiedy na pierwszych zajęciach z nową grupą w ramach zapoznania się pytam studentów o powód rozpoczęcia nauki, to słyszę różne historie, które są rzecz jasna mniej lub bardziej zajmujące. Powinnam chyba ogłosić konkurs na najbardziej zaskakującą motywację do nauki polskiego. Co się do tej pory trafiło? Okazuje się, że najczęściej w grę wchodzi "motyw miłosny" - ktoś ma małżonka lub partnera pochodzenia polskiego. Uczyłam już pięcioro takich Niemców [czterech mężczyzn i jedną kobietę] oraz Anglika. Miałam też dwie osoby o polskim pochodzeniu - Kanadyjczyka, syna polskich emigramntów [noszącego w dodatku tak typowo polskie nazwisko, że nie był w stanie go poprawnie wymówić] oraz Szwedkę, o której ostatnio wspominałam [ojciec-Polak, ale umarł, gdy była dzieckiem]. Dieter z kolei to Niemiec robiący interesy w naszym kraju, a więc dla niego znajomość polskiego przekłada się na wymierne, pieniężne korzyści.
Jak na razie jednak laureatem konkursu zostałby Cheng Chai, młody chłopak z Singapuru, student filologii angielskiej. Otóż zapytany przeze mnie o motywację całkiem serio odparł, że to przez.... Wisławę Szymborską. Trafił na tomik jej wierszy w przekładzie i tak mu się spodobały, że zapragnął przeczytać je w oryginale. Poważnie, nie żartuję.
Wiecie co? Kiedy wyląduję we wrześniu w Zoo, to powiem o tym Małpkom. "Widzicie? To wy nie chcecie czytać Szymborskiej i jak ją wam przynoszę, to mówicie, że to głupie - a tu facet z Azji tak bardzo lubi jej poezję, że specjalnie dla niej zaczął uczyć się polskiego...".
Myślicie, że uwierzą? Bo ja śmiem wątpić :)
Małpki stwierdzą: "Psze Panai, mózg sie Pani przegrzał od nauki, to co Pani mówi jest pop....", ale zawsze warto mówić o takich rzeczach, może którejś małpce trafi do świadomości, że jeżeli facet z drugiego końca świata, stwierdza, że poezja Szymborskiej jest fajna i nasza Pani od polskiego mówi to samo, to musi coś w tym być;-)) Smoku, wiem, że to nabożne życzenie, ale zawsze warto wierzyć w takie rzeczy;-))
OdpowiedzUsuńZacytuję w tym miejscu samą Szymborską:
OdpowiedzUsuń"Moja wiara jest silna, ślepa i bez podstaw"
["Odkrycie"]
chłopak z Singapuru musiał być niesamowity
OdpowiedzUsuńZależy, co masz na myśli :)
OdpowiedzUsuńmotywacja by przeczytać Szymborską w oryginale i nauka polskiego to coś niesamowitego :)
OdpowiedzUsuńTo z tym się zgodzę. Ogólnie to bardzo sympatyczny chłopak, tylko "zabiera mi" przynajmniej połowę każdej przerwy na kawę - bo zawsze ma mnóstwo pytań :)
OdpowiedzUsuńNie mógł sobie znaleźć łatwiejszej w przekładzie poetki? Ale ta historia musi trafić do poetki, wysyłam linka di Pana Illga, jej przyjaciela :)
OdpowiedzUsuńTfu- miałam na myśli Pana Rusinka- Jej sekretarza :)
OdpowiedzUsuńMag, już o tym pomyślałam - tego samego dnia odszukałam na stronie uniwerku adres mailowy dr Rusinka i opisałam mu całą historię. Na razie odpowiedzi jednak brak, bo do 28 sierpnia jest na urlopie.
OdpowiedzUsuńO, ja ja mu na fb wysłałam linka :)
OdpowiedzUsuńTo przynajmniej nie będzie miał wątpliwości, że to nie ściema - skoro "autorka" się do niego odezwała. Zresztą, co ja mówię - sam w takim razie przeczyta te komentarze :)
OdpowiedzUsuńA z Cheng Chai wymieniliśmy się adresami mailowymi.