Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

środa, 10 sierpnia 2011

Ewolucja Smoka

    Wtorek przeżyłam, choć do domu wróciłam zrąbana jak koń po westernie. Okazało się, że "moja" grupa dokupiła dodatkowe godziny [co im akurat wyjdzie na zdrowie, bo jak pisałam, rzeczywiście są dość kiepscy...], więc po połączeniu tego z indywidualnymi zajęciami z Dieterem, to chodziłam do tyłu na rzęsach. Hipopotam oczywiście zajął się mną koncertowo, kiedy już wreszcie dotarłam do domu, ale zmęczenie i tak sprawiło, że usnęłam w momecie przyłożenia głowy do poduszki.
    Ciekawa jestem, czy znajdzie się dla mnie zatrudnienie w tej szkole po wakacjach - tzn. czy spodobałam się na tyle, by mi dali jakieś grupy w okresie, kiedy nie ma uczniów wakacyjnych, a tylko długoterminowi. Ano zobaczymy. Jeśli tak, to będzie to dość zabawne, kiedy prosto z Zoo będę lądowała w prywatnej szkole dla obcokrajowców. Wyobraźcie sobie to zestawienie:

- odrapany, zimny, spartańsko urządzony budynek v.s. elegancko, kolorowo i przytulnie wyremontowana szkoła
- obleśna kreda, gąbka i tablica v.s. tablica magnetyczna, po której można pisać markerem
- przedpotopowe video w jednej sali (głośność trzeba ustawiać za pomocą wkładu do długopisu) i dvd w innej (ale pilot nie działa, więc nie ma dostępu do menu) v.s. rzutnik i tablica interaktywna do dyspozycji
- mikroskopijny pokój nauczycielski, którego całe wyposażenie stanowi stara meblościanka, wiecznie zepsute ksero i wiekowy czajnik v.s. nowocześnie urządzony pokój lektorów, zaopatrzony w ekspres do kawy, zmywarkę, mikrofalówkę i wypasioną kserokopiarkę
- malutka biblioteka szkolna, której księgozbiór pamięta czasy głębokiego PRL-u v.s. cała ściana najnowszych podręczników i słowników do nauki języków obcych.

     Do tego rzecz jasna dochodzą uczniowie. Tu Małpki, które jakie są, to już moi czytelnicy doskonale wiedzą - w zestawieniu z dorosłymi, kulturalnymi ludźmi, którzy płacą ciężkie pieniądze za to, bym ich uczyła.
     Można będzie dostać kręćka, nie sądzicie?
     Ale wiecie co? Coraz wyraźniej widzę, że ostatni rok spędzony w Zoo zdecydowanie rozwinął moje umiejętności pedagogiczne. Po tych wszystkich numerach ze strony Małpek słowo daję, ale ŻADNA sytuacja, która ma miejsce w zwyczajnej szkole nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Co więcej, nawet nie przychodzi mi na myśl, że mogłaby mnie zirytować :) Pisałam Wam już, że zostałam nazwana aniołem tylko dlatego, że nie okazałam nawet odrobiny zniecierpliwienia, kiedy musiałam tłumaczyć określony materiał po raz kolejny. Z ręką na sercu - ja tego zniecierpliwienia po prostu nie czułam. Sytuacja, w której wyjaśniam to samo piąty czy dziesiąty raz, jest dla mnie tak oczywista, że nawet już jej nie zauważam.
     Dziś po zajęciach z Dieterem zaczepiła mnie jedna z lektorek - chciała dowiedzieć się, jak nam idzie. Wypowiadałam się dość pozytywnie, bo facet rzeczywiście całkiem nieźle włada polszczyzną, a przy tym jest sympatyczny i "na poziomie", jest więc z nim o czym rozmawiać, co rzecz jasna ułatwia prowadzenie lekcji. Lektorka, która jak się okazało miała okazję pracować wcześniej z Dieterem, wyraziła zdziwienie moją opinią. "Ja tam nie lubię z nim pracować. - stwierdziła. - Jest miły i grzeczny, ale nic mu do głowy nie wchodzi. Nie robi postępów, cały czas jest na tym samym poziomie. No ile można tłumaczyć jedno i to samo? Przecież to może człowieka trafić." Z początku nie zrozumiałam, dlaczego niby sam fakt "tępoty" ucznia miałby być powodem niechęci wobec niego, więc tylko podniosłam brwi do góry i szybko ucięłam rozmowę. Ale potem w drodze powrotnej do domu dotarło do mnie, co miała na myśli.
     Z ręką na sercu - tak długo, jak widzę starania delikwenta, tak długo mogę tłumaczyć. Wkurzać to ja się zacznę, jeśli ktoś ma w nosie moją pracę i olewa wysiłek, który wkładam w uczenie. Ale tak długo, jak ten wysiłek jest obustronny, tak długo wszystko jest w porządku. Czy to naprawdę takie dziwne?
     Zobaczymy, jakie jeszcze zmiany odkryję w sobie w związku z posadą dozorcy Małpek...
   

3 komentarze:

  1. Obyś nie zasmakowała w "małpinie";-))

    OdpowiedzUsuń
  2. A to Smoki nie jedzą baraniny nadziewanej siarką? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz teraz niezłe porównanie ;))) Niebo a ziemia, że tak powiem. No i nuda zdecydowanie nie ma do Ciebie dostępu :)))

    OdpowiedzUsuń