Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

niedziela, 12 grudnia 2010

Z kociego jestem rodu

Dlaczego fajnie jest być moim kotem?

1. Jej Wysokość ma tyle uroku osobistego, że wszystko jej się wybacza. Trzeba przyznać - prezentuje się naprawdę okazale, nawet weterynarz każdorazowo nie może się jej nachwalić. Ma piękne, czarne, lśniące futro [no ba, w końcu raz w tygodniu wpiernicza żółtko - i to z takim zaangażowaniem, że kiedyś wygryzie dziurę w porcelanowej miseczce], jest smukła i zgrabna. Kiedy przycupnie z godnością na szafce, to wygląda jak posążek boginii Bastet. Poważnie, patrząc na Pumę człowiek przestaje się dziwić, że w starożytnym Egipcie kotom oddawano cześć boską.
   Obok dostojeństwa - potrafi też sprawiać napradę "słitaśne" wrażenie. Wystarczy, że uśnie i słodko popiskuje przez sen. Rozczulający widok, słowo daję. Nie jestem też w stanie się na nią długo gniewać, kiedy przychodzi i wtula się w moją szyję, lub mości się na kolanach. Wygląda wtedy tak niewinnie i bezbronnie, że człowiekowi nie pozostaje nic innego, jak zacząć miziać ją za uchem.

2. Jej Wysokość nie musi wychodzić co rano do pracy. Ma głęboko pod ogonem, jaka jest pogoda. Nie pada jej na łeb śnieg ani deszcz [choć deszcz akurat ona lubi], ani nie oślepia lipcowe słońce. Nie musi się tłuc autobusem ani tramwajem 2 godziny dziennie. Ktoś inny zarabia "na Whiskas dla koteczka"...
   Jak więc wygląda dzień Pumy? Wstaje rano razem ze mną, dostaje michę. Usiłuje mnie na wszystkie możliwe sposoby przekonać, bym jednak nie lazła do pracy - ładuje mi się na kolana, kiedy piję poranną kawę, ociera mi się o nogi, towarzyszy mi podczas prysznica i układania włosów. Kiedy jednak wychodzę, to albo siedzi spokojnie i patrzy na mnie z wyrzutem, albo robi Rejtana w drzwiach. Podczas mojej nieobecności pewnie śpi - w każdym razie prawie nigdy nic nie niszczy [prawie - bo jednak ostatnio rozbiła doniczkę stojącą na szafie]. Kiedy wracam, to oczywiście mnie wita, opowiada, co się działo - no i dostaje michę. Potem bryka, czasem mnie zdenerwuje, podrapie, pogryzie, domaga się uwagi. Trzeba kota starmosić, zmęczyć, sponiewierać :) Wieczorem znów robi się milusińska, a w nocy wtula się we mnie i tak przesypiamy do rana.
   Podsumowując harmonogram - śpi, żre, bawi się i jest glaskana. Żyć nie umierać.

3. Ludzie, z którymi się styka, chcą tylko jej dobra - albo w najgorszym wypadku zachowują wobec niej neutralno-życzliwy stosunek [np. Havranek]. Sama może być wredna i nie panować nad sobą, ale ostatecznie ujdzie jej to na sucho, bo "w końcu to tylko kiciuś...".

   Myślę, że adekwatnym podsumowaniem będzie zacytowanie kilku strof wiersza mojego ulubionego poety, Andrzeja Bursy. Ilekroć przypominam sobie ten utwór, tylekroć odnoszę nieodparte wrażenie, że powstał specjalnie z myślą o Jej Wysokości...

ANDRZEJ BURSA
"Z kociego jestem rodu"

Jak widzi tutaj każdy z wasZ kociego jestem rodu
Wygladam oto tak en face
(En face to znaczy z przodu)


Ot tak wyglądam zaś z profilu
(Z profilu znaczy z boku)
I staram się być w każdej chwili
Godnym rodziny kotów (...)


Mój wujek lew (i ciocia lwica)
Z królewskiej rodziny starej
Pracują w upalnej Afryce
W departamencie Sahary (...)


Tak jak w Afryce wujek lew
Dla wszystkich jest postrachem
Pogromcą Azji tygrys jest
(To także mój wujaszek) (...)


Gdyby tak bardzo długo iść
Doszłoby się do puszczy
Gdzie mieszka dziki brat mój ryś
(Miotełki ma na uszach)


Brat ryś po drzewach skacze w lot
W koronach ich się czai
Ot tak wygląda rysi skok -
Czasem się nie udaje...(...)


Jak groźny ród mój widzicie więc
Zaczynać z nami nie radzę
A teraz cicho bo ja śpię
Proszę mi nie przeszkadzać...



  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz