Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

piątek, 17 grudnia 2010

Ciąg dalszy nastąpił

   No to mamy ciąg dalszy akcji z Anią. Podchodzę dziś do niej na korytarzu i mówię, że pani wicedyrektor prosi ją na rozmowę. Ona na to odparła tonem tak pogardliwym, jak się tylko dało, że pójdzie później. Ponowiłam polecenie, a kiedy znów stwierdziła, że nie idzie, oświadczyłam, że idę przekazać wiceszefowej odmowę Ani. W tym momencie nastąpiła powtórka z rozrywki, ale tak już na całego. Cytuję: "Chuj ci w dupę szmato, spierdalaj, jesteś pojebana jakaś". I dalej wiązanka w podobnym klimacie.
   Po naradzie z wiceszefową zgłaszam jednak sprawę na policję - obraza funkcjonariusza publicznego podczas pełnienia obowiązków. Wiem, że będę miała z tego więcej kłopotów, niż korzyści - chodzenie po sądzach, rozprawy, a ostatecznie nic jej wielkiego nie zrobią, bo to jej pierwsza sprawa. Ale puścić tego nie mogę, bo jeśli dziewczyna nie dostanie sygnału, że przegięła, to następnym razem dojdzie do rękoczynów. Poza tym mam nadzieję, że w wyniku tej sprawy Anię skierują na ponowne badania psychiatryczne, nawet, jeśli matka nie wyrazi zgody.
   Notabene - już mam pierwszą kłodę. Pojechałam na wlaściwy komisariat zaraz po lekcjach i usłyszałam... że mam przyjechać kiedy indziej, bo akurat nie ma w jednostce nikogo, kto mógłby przyjąć zgłoszenie. Dodam, że ode mnie z domu to godzina dojazdu w jedną stronę... Fajnie, co? No ale nic, pojadę znów jutro. Tylko wcześniej zadzwonię, czy aby na pewno nie przeszkadzam...
   Zmęczona jestem. Mam dyplom renomowanej uczelni wyższej z wyróżnieniem - i co...? A przy tym ja NAPRAWDĘ lubię swoją pracę. Czy raczej lubiłam. Do czasu, aż wylądowałam w Zoo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz