Zgłosił się do mnie jego ojciec za pośrednictwem portalu kontaktującego nauczycieli z uczniami, którzy z różnych powodów potrzebują korepetycji. Przedstawił mi telefonicznie obraz nędzy i rozpaczy - tzn. syna, który pokazowo zawalił pierwszy semestr ostatniej klasy liceum, a ponieważ mimo to nie wziął się za naukę, to i tak go nie dopuszczą do matury. Ojcu zatem zależało w tym momencie już tylko na tym, by młodzieniec wyciągnął się chociaż na dopa na koniec roku, a do matury podszedł na spokojnie w kolejnej sesji egzaminacyjnej.
W międzyczasie okazało się, że Kornel będzie mógł jednak zdawać ten nieszczęsny egzamin z polskiego, więc moim zadaniem jest zmusić go, by zrobił cokolwiek konstruktywnego w tym kierunku. Tjaaa... :) Nadmieniam, że do matury został nam miesiąc. Mamy się spotykać dwa razy w tygodniu, a to oznacza mniej więcej 8 godzin zajęć [pod warunkiem, że będzie przychodził też w przerwie świątecznej]. Jak w tak krótkim czasie powtórzyć materiał z trzech lat liceum? Odpowiedź jest niestety prosta - szybko, skrótowo i koncentrując się jedynie na podstawowych zagadnieniach. Kornel co prawda twierdzi, że zna większość lektur, ale gdyby to była prawda, to pewnie nie miałby jedynki na półrocze. Może i nawet rzeczywiście je przeczytał, ale w takim razie niewiele z nich zrozumiał.
Aby zdać maturę na poziomie podstawowym trzeba rozwalić 30% arkusza składającego się z testu czytania ze zrozumieniem oraz z wypracowania. Test polega na tym, że dają jakiś tekst - najczęściej publicystyczny dotyczący kultury, sztuki lub zagadnień społecznych - a potem na jego podstawie trzeba odpowiedzieć na pytania ściśle związane z tym, co się właśnie przeczytało. Według mnie całkiem dobrze radzi sobie z tym średnio rozgarnięty nastolatek, pod warunkiem oczywiście, że się skupi na tym, co robi i wykaże trochę dobrej woli. Wypracowanie natomiast to napisanie tendencyjnego tekstu na podstawie fragmentu pochodzącego z obowiązkowej lektury. Dlaczego tendencyjnego? Ponieważ temat wypracowania jest tak skonstruowany, by ograniczyć inwencję twórczą maturzysty i zmusić go do napisania "pod klucz", czyli tego, co założył egzaminator. Punktowane są odpowiedzi sztampowe, pasujące do z góry ułożonego schematu. To tak w telegraficznym skrócie, bo problem rozważałam już kiedyś o tutaj.
Co z tego wszystkiego wynika dla Kornela? Ano to, że są jakieś szanse, by osiągnął to upragnione 30%. Po pierwszych zajęciach z nim widzę, że nie jest półgłówkiem, tylko polski mu wybitnie nie leży. Skoro zatem ma mózg, to test czytania ze zrozumieniem powinien jako-tako zaliczyć. A co z resztą? Ważne, by w wypracowaniu napisał cokolwiek sensownego, co by mu umożliwiło urwanie choć kilkunastu punktów. Uda się, jeśli wypoci pracę posiadającą wstęp, rozwinięcie i zakończenie [punkty za kompozycję], będzie posługiwał się w miarę literackim, urozmaiconym językiem [punkty za styl i język] - a jeśli chodzi o treść, to napisze kilka banałów związanych z treścią danej lektury. I taki widzę dla niego plan minimum.
Pozostaje zatem powtórzyć najczęściej pojawiające się na maturze lektury i mieć nadzieję, że któraś z nich mu się trafi. Nie widziałam co prawda jeszcze, jak Kornel pisze - mam zamiar zadać mu wypracowanie na najbliższych zajęciach. Obym się nie załamała... :) Oprócz tego będziemy wałkować antyk ze szczególnym uwzględnieniem "Króla Edypa". Ja o tym, jak wiadomo, mogę nawijać godzinami, bo na punkcie starożytności mam nieszkodliwego pierdzielca. Kornelowi rzecz jasna wystarczą jedynie podstawy.
Pocieszam się, że chłopak nie może być przecież na niższym poziomie intelektuanym, niż moje małpki w Zoo. Skoro do nich jakoś trafiam, to i z nim się powinno udać. Obym się nie myliła...
A na zakończenie - tradycyjny hymn wszystkich polskich maturzystów :)
2 razy w tygodniu? Może jeszcze po 45 min. żeby się DZIECKO nie przemęczyło? Słabo....
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Alpha Centauri
Lekcje mam po 60 minut. Ale każda kosztuje :) Zwyczajowo korki są raz w tygodniu.
UsuńMiałem na myśli, że ojciec słabo pogonił tego Kornela. Widać mało znam zwyczaje :)
UsuńPozdrawiam, Alpha Centauri
Pogonił, pogonił - sprawa od niedzieli nabrała rozpędu, ale o tym będzie następny post, który napiszę, jak będę miała trochę czasu. Ciekawie jest :)
UsuńWierzę, że do niego trafisz i dostanie tę minimalna ilość punktów :)
OdpowiedzUsuńJa zdawałam "starą" maturę i włos mi się jeży, gdy czytam o pisaniu wypracowania pod klucz, bo u nas szóstki były tylko za literacki (twórczy) esej, na który się nie porwałam, ale mój polonista wielce przychylnie przyjął moje dorzucenie do analizy literackiej książek także współczesnych spoza kanonu lektur obowiązkowych lub nie. Niby tez pisało się według schematu, ale polonista oceniający pracę miał swobodę i nie był związany jakimś kluczem. Przynajmniej tak to pamiętam :)
Też zdawałam starą maturę. Wywaliłam przekrojówkę od antyku po współczesną na 8 stron A4 :) To się nazywał egzamin, a nie jakaś tam "popierdółka"... :P
Usuń