Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

niedziela, 27 kwietnia 2014

Niedzielny spacer nr 2

    Trzeba z wiosny korzystać, a co. Już niedługo bowiem zrobi się za gorąco, aby Dragonka była chętna na dobrowolne ruszenie się z domu. Ci którzy Smoka znają, doskonale wiedzą, że ulubioną porą roku gadziny jest jesień, ale wczesna wiosna - tzn. taka, która ukrywa jeszcze słońce za chmurami, przez co nie daje ono tak niemiłosiernie w pysk - też nadaje się do niedzielnych spacerów. Biorę więc Hipka pod pachę, Hipek obowiązkowo tacha ze sobą aparat - i wio :)
    Lubicie dmuchawce? Bo ja bardzo. Zdmuchiwanie z nich białego puchu to była jedna z moich ulubionych zabaw w dzieciństwie. Oczywiście najfaniej, kiedy ostrożnie zerwało się całe naręcze dmuchawców, a potem głęboki wdech i... pufff! Cała łąka w bieli. 




    W parku, do którego zwykliśmy chodzić z Hipkiem, oprócz wiewiórek dorwać można różne ptaszyska. Błotny Ssak zawsze jakiegoś upoluje swoim wszędobylskim obiektywem. Ptak jak ptak, dla mnie nic szczególnego, ale muszę przyznać, że tę sroczkę udało mu się dorwać w bardzo efektownym momencie:




    Jako się rzekło, nie jestem jakąś wielką miłośniczką ptaków, ale jest jeden miejski gatunek, który darzę sentymentem - mianowicie wróble. A niestety, ich populację w Polsce wyraźnie ostatnimi czasy przetrzebiło. Kiedy byłam mała, na podwórkach roiło się od wróbli, wszędzie było ich pełno, a teraz jak na lekarstwo. Tym bardziej ucieszył nas następujący widok - wróbel w kąpieli :)





    A wracając z parku przechodziliśmy koło bloku, w którym rezyduje kilka kotów. Wiadomo, że Dragonka ma świra na punkcie miauczących futrzaków. Hipek mawia, że są dwa rodzaje obiektów, które mój wewnętrzny radar wypatrzy z każdej odległości - czyli koty i... cukiernie :) Tym razem nastawiłam się na to pierwsze i kiedy tylko smocze oko ustrzeliło sierściucha, gadzina stanowczo zażądała od Hipka uwiecznienia leniwego, domowego kiciusia obiektywem aparatu. Ech, ci paparazzi...




10 komentarzy:

  1. Jakie fajne miejsce dla kota :-)
    A ja najlepiej lubię lato, a zimy nie cierpię...

    OdpowiedzUsuń
  2. kociak booosssski, ale tak się wychyla, że może wypaść... A wróbli ci u nas dostatek. Teraz jak byłam w domku to codziennie skubańce mnie budziły świergotaniem, a nawet podpatrzyłam jak się poprztykały o coś. A we Wro z kolei tak się oswoiły, że bez krempacji włażą na stoliki kawiarniane i nim, się obejrzysz już masz obskubane ciastko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, jak masz fajnie. U nas naprawdę nie ma wróbli - wytruli je czymś, czy co...?
      A kot wyglądał na maksymalnie wyluzowanego. Zdaje się, że to jego zwyczajowe miejsce do wylegiwania się.

      Usuń
  3. To piwresze zdjecie kotka jest super :D jak bylam u dziadkow na wielkanoc, w wielka sobote okocila mi sie kotka :D i teraz jest w domu znowu drugie kocie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale fajowo! Jak zazdroszczę... Też bym chciała drugiego kotka, ale obawiam się, że Jej Wysokość by go zjadła...

      Usuń
    2. Podejrzewam, ze czulaby sie zazdrosna o swoje terytorium. Mialam kiedys taka sytuacje, jak ta sama kocica - matka pozbyla sie wlasnego kotka. Kotka na tyle juz podrosnietego, ze podejrzewam poczula zagrozenie.

      Usuń
    3. No, Pumisko to straszna terytorialistka.

      Usuń
  4. Pewnie, wiosna jest piękna. Trzeba z niej korzystać i wychodzić na spacery

    OdpowiedzUsuń