Ten czas w Pomarańczowej Jaskini oznacza błogie lenistwo. Żadnych ekstra porządków - mieszkanie posprzątane tak, jak zwykle co tydzień. Żadnego ekstra gotowania - zresztą i tak jesteśmy tu tylko we trójkę [Smok, Hip i Kot], więc nie byłoby komu jeść. Błotny Ssak popełnił hutrową ilość swojej popisowej sałatki jajczano-paprykowo-ryżowej, Dragonka upiekła sernik [właśnie się studzi], a na jutro przewidziano biały barszcz firmy Knorr z białą kiełbasą. Po co więcej? Lodówka pełna, kto głodny, to się obsługuje. Żyć, nie umierać. Jedyne, co planujemy w ramach tradycji świątecznych, to wpaść z wizytą do Mojego Taty w poniedziałek wielkanocny, ale to też dlatego, że się za nim stęskniliśmy, a dodatkowe wolne to dobra okazja.
A dziś na obiad w Pomarańczowej Jaskini był szkocki eksperyment. Otóż ostatnio z Drybkiem od kilku zajęć wałkujemy jednostkę lekcyjną tematycznie poświęconą żarciu. A ponieważ jak na starego kawalera przystało John należy do mężczyzn gotujących, to w ubiegłą środę w ramach ćwiczeń kazałam sobie podać przepis na jego specjalność, czyli zapiekankę ziemniaczano-wołową, o której już kilka razy wspominał. Jest to danie obiadowe, którym się zajada ze swoim tatą ilekroć wpada z wizytą do domu rodzinnego. Byliśmy ciekawi z Hipciem, co też z tego wyjdzie - no i rezultat zaraz Wam przedstawię.
Kilka uwag przed procesem technologicznym oraz konsumpcją:
- Przepis podaję na 2-3 osoby.
- Niby nie wychodzi tego dużo, ale to tylko pozory. Zapewniam, że zapiekanka jest bardzo sycąca, ergo najecie się niewielką ilością.
- Uważajcie, by nie przedobrzyć ze składnikami. Hipciozaur, który dziś pełnił funkcję mistrza ceremonii, dodał kilka składników "od serca", co właśnie oboje czujemy w naszych brzuszkach jednak zbyt intensywnie. Ale od czego jest w domu herbatka z kopru... :)
SZKOCKA ZAPIEKANKA
SKŁADNIKI:
5 średnich ziemniaków
1 średnia cebula
ok. 400g mielonej wołowiny
1 kostka rosołowa
szklanka wody
mleko
masło
olej
sól, pieprz
Obieramy ziemniaki, cebulę i marchewki. Ziemniaki nastawiamy do gotowania, cebulę drobno siekamy, a marchewkę kroimy w cienkie talarki. Rozgrzewamy porządnie olej na patelni i lekko rumienimy cebulkę. Następnie dodajemy wołowinę. Kiedy się podsmaży, wrzucamy marchewkę, wlewamy wodę i dodajemy kostkę rosołową. Całość smażymy dalej mieszając od czasu do czasu, do momentu aż woda wyparuje. Przyprawiamy solą i pieprzem tak, jak lubimy.
Do ugotowanych ziemniaków dodajemy masło, mleko i wszystko razem tłuczemy. Ma wyjść dość gęste, kremowe puree. Do żaroodpornego naczynia na spód wkładamy mięso i przykrywamy ziemniakami.
John mówił, żeby zapiekać pod przykryciem, ale my z Hipkiem nie mieliśmy pokrywki, po się dawno temu stłukła... Piekiliśmy zatem w temperaturze 180 stopni nie 25 minut [jak poelcił John], ale ok. 40 - do momentu, aż ziemniaki się pięknie przyrumieniły. I też wyszło dobre.
John mówił, żeby zapiekać pod przykryciem, ale my z Hipkiem nie mieliśmy pokrywki, po się dawno temu stłukła... Piekiliśmy zatem w temperaturze 180 stopni nie 25 minut [jak poelcił John], ale ok. 40 - do momentu, aż ziemniaki się pięknie przyrumieniły. I też wyszło dobre.
Jak tylko znajde chwile skorzystam z przepisu, bo ostatnio mam urwanie glowy. Wesolych, zdrowych i pogodnych Świąt Ci życze :*** duzo zdrowia i samych sukcesow :*
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo :)
UsuńPrzepis godny wypróbowania - tylko nie przesadź z ilością masła i mleka, oszczędnie też z olejem. Hipek nie pożałował i teraz oboje cierpimy :)
Lubię zapiekanki...mniam, mniam, :-)
OdpowiedzUsuńWesołych zdrowych i pogodnych Świąt !
...dodac do ulubionych... ok, sprobuje, jak tylko bedzie chwila wolnego. Wczoraj podalem zurek z biala kielbasa i dzisiaj bigos z ziemniaczkami. Tesciowa wczoraj byla zachwycona. Pozdrawiam cieplo.
OdpowiedzUsuńZachwyt teściowej - ważna sprawa, tym bardziej, że jak wiemy, Twoja do szczególnie "łatwych" w obejściu nie należy...
Usuńostatnio mowi, ze jej smakuje wszystko, co zrobie :) ale to pewnie ma tak przez Aloisa :)
UsuńNiestety, wołu ja jeść nie mogę. Więc się nie skuszę ;)
OdpowiedzUsuńZa to tej Wielkiej Soboty zazdroszczę Ci bardzo - tak się powinno ją spędzać, bez tego pędu i szalonych porządków. Tylko w ciszy. Widzisz, ja koza wierząca, będę się od Ciebie, Dragonko ateistko, uczyć, jak dzień święty święcić :)
Hmm... To może z wieprzowiny wyjdzie...?
UsuńZ tą Wielką Sobotą to nie mam co wpadać w samouwielbienie. Weź pod uwagę, że mi po domu nie brykają córy sztuk 2, które na pewno trudniej ujarzmić, niż Kota i Hipa...To "pierwsze primo" :) A "drugie primo" - z powodu ateizmu po prostu dla mnie była to zwyczajna sobota, stąd brak spinki. Dnia świętego nie święciłam, ot i cała tajemnica błogiegi spokoju.