Od tej jakże niewinnej parafrazy znanej i lubianej piosenki z "Akademii Pana Kleksa" chcę rozpocząć prezentację kolejnego małpiszona, który tak wszystkim daje w dupę, że z pewnością zasługuje na osobny post.
Krzyś został zapisany w połowie grudnia do pierwszej gimnazjalnej - gdzie na nieszczęście uczę języka polskiego. Jest to też nota bene ta sama klasa, z którą siłuję się z powodu ich biernego oporu przeciw jakimkolwiek działaniom - oraz ta sama, w której przed końcem półrocza nastąpiła próba sił między Dragonką a Kasią i Sandrą. Jak widać, są tam zatem wprost wymarzone warunki dla rozwoju każdego pyskatego rozrabiaki. Na domiar złego przypomnę, że wychowawcą jest tam wspominana też wielokrotnie Grażynka, której kłopoty rodzinne wyraźnie rzutują na ocenę sytuacji w pracy. W przypadku Krzysia w jednym należy oddać sprawiedliwość - chłopak jest obiektywnie trudny i niezależnie od tego, pod czyją opiekę by trafił, to i tak mielibyśmy z nim kłopoty.
Przejdźmy do prezentacji delikwenta. Ma 15 lat, jest więc lekko opóźniony edukacyjnie [zdaje się, że powtarzał którąś klasę w podstawówce], ale jak na realia Zoo nie jakoś jeszcze ekstremalnie. Wywalono go do nas z rejonowego gimnazjum dlatego, że nie dawali sobie z nim rady - ale też miał z niemal każdego przedmiotu [chyba tylko z wyjątkiem w-fu] po kilka czy kilkanaście jedynek. Krzyś wygląda bardzo niepozornie: chudy, mały, niczym się z tłumu niewyróżniający, do tego jeszcze z lekką wadą wymowy. Idealny materiał albo na klasową ofiarę, albo na bandziora w myśl reguły, że małe psy są najbardziej hałaśliwe. Chłopak wybrał tę drugą opcję, tym bardziej, że ma się na kim wzorować. Jego tatuś mianowicie jest kibolem odsiadującym wyrok za pobicia, obecnie natomiast ma "przerwę", bo nie wrócił z którejś z przepustek i poszukuje go policja. Oficjalnie już kilka lat temu porzucił rodzinę [dostają alimenty z funduszu] - nieoficjalnie jednak utrzymuje nieregularne kontakty z synem, co małemu z pewnością nie wychodzi na dobre. Matka Krzysia - Kibolka Juniora - nie jest zdaje się zła, tylko kompletnie nie potrafi sobie z nim dać rady, kiedy mu odbija. A o tym, że i ona problemy ma spore, świadczy najlepiej fakt, iż z własnej nieprzymuszonej woli zaciągnęła go kilka lat temu na badania neurologiczne i psychiatyczne, które niestety nic nie wykazały. Może należałoby je powtórzyć...?
No dobrze - co zatem Krzysio wyprawia? Generalnie pyskuje i podskakuje do wszystkich - i do równieśników, i do dorosłych. Jego hobby to wyprowadzanie ludzi z równowagi. Na lekcjach najmniej szkodliwą postawą, na jaką go stać, jest siedzenie przez całe zajęcia i ozdabianie zeszytu kibolskimi napisami i rysunkami, bo oczywiście o jakiejkolwiek pracy poleconej przez nauczyciela można zapomnieć. Niestety, u mnie taki stan zdarzył się zaledwie kilka razy - przypuszczam, że mam zbyt wyrazistą i silną osobowość, by Krzyś dał radę się po prostu wyłączyć i zająć swoimi malunkami. Jak sam zresztą otwarcie przyznał któregoś razu - uwielbia mnie denerwować. No cóż, staram się jak mogę, by nie wyprowadził mnie z równowagi, ale też i on wyraźnie staje na uszach, by mnie wkurzyć.
W tym celu jest zdaje się w stanie powiedzieć chyba wszystko. Przykłady? Opierdzielić mnie, że mówię do niego po imieniu [sprawdzałam listę obecności] - "Dla pani to ja jestem PAN Krzysztof Szewczyk!". Zapytać, jak mi się żyło za czasów okupacji, bo przecież jestem tak stara, że z pewnością to pamiętam. Wołać na zajęciach z częstotliwością co 5 minut: "Skuuun, maihuanaaaa, LSD...!" naśladując osiedlowych sprzedawców kartofli i cebuli. Śpiewać niecenzuralne stadionowe piosenki. Zaproponować mi całowanie się z po francusku [po tym, jak kilka sekund wcześniej odmówiła mu koleżanka z ławki obok]. A poza tym - okraszać każdą wypowiedź niewybrednymi wulgaryzmami i wstawiać przy każdej możliwej okazji głupie, obrzydliwe komentarze...
(Kibolek wysmarował pół ławki mazakiem, więc po objechaniu go z góry na dół kazałam mu iść do woźnej po ścierkę)
KIBOLEK: A mogę iść z Kacprem?
JA: Po co ci Kacper?
KIBOLEK: Żeby mi obciągnął w kiblu...
Poza wkurzaniem mnie uwielbia też prowokować kolegów i koleżanki z klasy. Obraża wszystkich dookoła, więc jak trafi na kogoś równie niezrównoważonego, to rzuca się na Krzysia z pięściami i rzecz jasna to ja muszę towarzystwo rozdzielać. A jeśli akurat nikogo konkretnego nie obraża, to "tylko" przeszkadza - zagadując, zabierając zeszyty i inne szkolne przybory, rzucając w kolegów kulkami z papieru i samolocikami. Totalne przedszkole. I weź tu normalnie prowadź lekcje...
Co z nim będzie dalej? Sprawę zgłaszałam Pedagożycy - wiem od niej, że Krzyś ma dwie sprawy w sądzie, jedną o demoralizację, drugą o jakieś bójki i pyskówki. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Najgorszy w tym wszystkim jest fakt, że chłopak ma dopiero 15 lat. Oznacza to, że jeśli nie uda się go ani spacyfikować, ani załatwić biletu do MOW-u w jedną stronę, to będziemy się z nim męczyć jeszcze ze 3-4 lata, nim wywalimy go po osiągnięciu pełnoletności. Szykuje się kolejny typ kiblujący w pierwszej klasie, bo przy takich układach nie ma szans, by zaliczył rok.
A może mu się znudzi i przestanie chodzić do szkoły? Choć na razie na to się nie zanosi, bo najwyraźniej dobrze się u nas bawi...
UPDATE
Dziś [3 marca, poniedziałek] Kibolek tylko pobił się z kolegą (którego ewidentnie czymś najpierw sprowokował), a potem dopytywał mnie, czy wiem, do czego służy kutas... Uroczo, prawda?
Nie zazdroszcze Ci moja droga, w takim przypadku az strach byc nauczycielem. Ja bym go zostawila na pozarcie lwom, czyli niech sie go spoleczenstwo samo pozbedzie w drodze naturalnej selekcji. Czytaj, zostawic go komus silniejszemu niech go rowno spierze, ale to na prawde solidnie (tylko po szkole) i w tedy albo by odpuscil kozaczenie, albo szkołe. Taki delikwent jak nie dostanie solidnego lanska niestety sie nie zmieni. Pedagogiczne metody na niego beda dzialac tylko jak plachta na byka, a on sie swietnie bawi jak wy kolo niego latacie i zwracacie mu uwage. Niestety znam takie przypadki i z reguly koncza albo w poprawczaku albo po kilku latach w kiciu. Szkoda, ze z 15 latka wyrasta ktos taki.
OdpowiedzUsuńNie ma cudów, ktoś mu prędzej czy później zrobi krzywdę. Ale do tego czasu będziemy się z nim męczyć...
UsuńNo wlasnie, zanim do tego dojdzie bedzie mial z was niezla pozywke. Malej Mi "kolega z przedszkola" (trudno nazwac go kolega, wiec daje cudzyslow) juz wykazuje oznaki podobnego zachowania. I to widac po reakcjach dzieci i ich odzywkach, ktore zanosza do domu. Chlopak pochodzi z patologicznej rodziny, przynosi odzywki typu Dajce mi wódki i chce zajarac papierosa. Obraza wszystkich jak leci (glupia d***a to jedno z lzejszych tekstow) Ile ma lat? 5. Bylo zebranie rodzicow, przyszedl ojciec i zachowujac sie jak ostatni cham stwierdzil, ze ON w domu piwa i wodki nie pije. (aha a tu mi czolg jedzie) a to, ze jego dziecko zachowuje sie tak a nie inaczej, to on sie z tego bardzo cieszy. No mowie Ci kochana nie jest dobrze z tymi dziecmi.
UsuńNie jest dobrze - ale z rodzicami. Niektórzy ludzie powinni mieć zakaz rozmnażania się, albo przynajmniej być od razu pozbawiani praw rodzicielskich.
UsuńNajgorsze jest to, że najszybciej rozmnaza sie patologia. I ta patologia rodzi kolejna i kolejną. Żadne z nas niestety nie ma wladzy, zeby jakos temu zapobiec. Bo idiotow sie nie sieje, oni sami schodzą.
UsuńO ludzie, już sama nie wiem komu tu współczuć, ale Tobie w pierwszej kolejności...
OdpowiedzUsuńA niby mamy taki postęp pod każdym względem,
ale społecznie to ciągle nie można rozwiązać problemu takich dzieci...
Tacy zawsze byli i będą. A wzorce wynosi się z domu. Pewnie tatuś jest z niego dumny.
UsuńDrago, ja Cię przepraszam wiem, że to nie jest zabawne, ale po prostu padłam...ma chłopak pomysły, by Ci dokuczyć. Uśmiałam się troszku. Ale trzymaj się dzielnie, ja wiem, że z czasem wygrasz z gówniarzem.
OdpowiedzUsuńWybaczam, ale tylko dlatego, że Ty to mówisz... :)
UsuńJa wiem, że z zewnątrz to może i brzmi zabawnie, ale zapewniam Cię, że na zajęciach wcale nie jest mi do śmiechu. Pomysłowy jest, to prawda. Teraz na szczęście przez cały tydzień go nie było, więc mogłam spokojnie omówić z resztą rzeczowniki,przymiotniki i liczebniki.
O rany, aż mnie zemdliło.
OdpowiedzUsuńBrrrr...
Że też masz siłę na to. Podziwiam Cię, serio!
Taka praca, niestety. Od czasu do czasu się trafi taki świr, z którym się absolutnie nie ma jak dogadać.
Usuń