Wałkowaliśmy ostatnio z 2B [męska klasa historyczki Marzenki] zdania złożone - współrzędnie i podrzędnie. Nie jest to prosty materiał, choć oczywiście na potrzeby Zoo robię z uczniami tylko absolutne minimum. Tym niemniej żeby to opanować, trzeba umieć zlokalizować orzeczenie, wiedzieć, co to jest przydawka, okolicznik i dopełnienie, rozumieć, które zdanie jest nadrzędne, które podrzędne... Jeśli weźmiemy pod uwagę, że wśród małpiątek wcale nierzadko trafiają się takie, które pomimo tych 16-17 lat nie potrafią nawet porządnie czytać i robią błędy we własnym imieniu i nazwisku, to wymaganie od nich logicznego, systemowego spojrzenia na budowę wypowiedzenia [a do tego w gruncie rzeczy sprowadza się analiza zdań złożonych], jest najczęściej awykonalne. Mimo to - zgodnie z programem nauczania - co roku próbuję z kolejnymi klasami, rzecz jasna z różnym skutkiem.
I tym razem nie było inaczej. Babraliśmy się prawie dwa tygodnie, co oczywiście było możliwe tylko dzięki specyfice Zoo. W zwykłych szkołach leci się z materiałem, który trzeba zrealizować pod groźbą kary śmierci i biada nauczycielowi, który się nie wyrobi. U nas z góry wiadomo, że małpki mają zaległości sięgające wlelu lat, więc nikt nie oczekuje spektakularnych wyników nauczania. Tak naprawdę wszystko, czegokolwiek uda się ich nauczyć, to będzie dobrze. Daje to niesamowity komfort pracy, bo tutaj naprawdę można [a nawet po prostu trzeba...] dostosować treści nauczania do możliwości dzieciarni. Zatem jeśli jako polonista uznam, że muszę np. poświęcić na omówienie czasownika tydzień, to tyle poświęcam, koniec i kropka - a nie, że program przewiduje dwie godziny, więc jeśli nie zrozumieli, to sorry Winetou, jedziemy dalej.
Wracając do meritum: męczyliśmy najpierw zdania współrzędne [łączne, rozłączne, przeciwstawne i wynikowe], potem podrzędne [przydawkowe, dopełnieniowe, siedem rodzajów okolicznikowych, podmiotowe i orzecznikowe]. Szło różnie, ale chłopaki pracowali sumiennie i widziałam, że przynajmniej część załapało. Natomiast absolutnie nie spodziewałam się takiego wyniku sprawdzianu...
Otóż, Panie i Panowie, postwaiłam AŻ trzy piątki. A to oznacza, że te małpki naprawdę to muszą rozumieć, bo ja nie zwykłam stawiać piątek za friko, a już tym bardziej z gramatyki. Wiem, że się pewnie jaram jak Ruski bateryjką, ale kiedy widzę takiego młodocianego bandziorka z kuratorem sądowym na głowie, który bez problemu wskazuje mi podmiot i orzeczenie, a potem odróżnia zdanie podmiotowe od dopełnieniowego i pięknie rysuje wykres - to banan zakwita mi na ustach od ucha do ucha. A zapewniam, żaden z nich nie zżynał, bo zrobiłam aż cztery grupy, a na dodatek każdy siedział sam [komfort uczenia góra 12 osób na raz - możesz ich porozsadzać po całej sali :)]. Zeszyty skonfiskowałam.
Fajnie, co? Faaajnie... :)
Gratulacje !
OdpowiedzUsuńCzasami jednak udaje się coś ich naczyć :-)))
Masz satysfację :-)
Ano. I ogromną mam z tego radochę.
UsuńNooooo, aż się miło czyta! Ściskam łapke z gratulacjami i oby więcej takich bananów na ustach :)
OdpowiedzUsuńMałpki dały mi banana :) :) :)
Usuńdobrze, że nie bana ;)
OdpowiedzUsuńJak się odchudzałam zawzięcie, to miałam "bana na banana" :)
UsuńŚwietna sprawa :D gratulacje :) ech jak ja marzę o dniu kiedy nie trzeba będzie gonić za podstawą....
OdpowiedzUsuńZatrudnij się w szkole dla bandziorów, na której system "kładzie lachę"... :)
UsuńA tak na poważnie - to naprawdę jest olbrzymi komfort pracy. Ja naprawdę mam wolną rękę w tym, co robię i czego uczę. Jak inaczej miałabym czas na omawianie "Otella" czy "Władcy much"?
Gratulacje! :D
OdpowiedzUsuńJa się przyznam, że sama nie pamiętam prawie nic z gramatyki... To znaczy, podstawowe rzeczy tak, ale tych zdań to w gimnazjum nie zakułam porządnie... A wypadałoby powtórzyć przed pójściem na filologię... ;)
Na filologii angielskiej rozbiór polskich zdań Ci się pewnie nie przyda - ale na pewno musisz powtórzyć części zdania i umieć je lokalizować. Ale tym się nie przejmuj, już oni Cię na gramatyce na studiach wezmą odpowiednio do galopu :)
UsuńFajnie bardzo! Ba - super wręcz! Gratulacje :)
OdpowiedzUsuńZwłaszcza, że wiesz, ja znam ludzi dorosłych i wykształconych, co nawet nie wiedzą już, co to jest podmiot i orzeczenie ;)
Też znam, tyle, że mnie już to nie dziwi. A pamiętam, że jak byłam na studiach i rozmawiałam z innymi studentami - ale nie kierunków humanistycznych - to byłam w szoku, że niektórzy nie potrafili wymienić wszystkich przypadków. Uszom nie wierzyłam. Wydawało mi się, że deklinować to umie każdy średniorozgarnięty Polak, który skończył podstawówkę. O święta naiwności... :)
OdpowiedzUsuń