Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

piątek, 3 maja 2013

Młoda Gniewna musi dorosnąć

    - Psze Pani, jak będzie Pani potem miała chwilę, to chciałabym z Panią porozmawiać. - zagadnęła mnie Młoda Gniewna podczas ostatniej przed majowym weekendem lekcji polskiego.
    - W sumie możemy teraz, o co chodzi? - zachęciłam. Teoretycznie omawiałam z nimi właśnie wiersze Herberta [Magulec wie, które i dlaczego :)], ale i tak szło to bardzo opornie zważywszy na fakt, że nieliczne obecne tego dnia Muppety myślami i tak były już przy majowym grillowaniu.
    - A nie, chciałabym na osobności.
    - No dobra, jak wolisz. - zgodziłam się. I pod koniec dwugodzinnych zajęć, kiedy zmęczyliśmy już nieszczęsnego Herberta, a i tak zostało jeszcze z 15 minut do dzwonka, które pozwoliłam Muppetom po prostu przewałkonić - zaproponowałam Sylwii, żebyśmy wyszły na korytarz i spokojnie porozmawiały. Zostawiłam na wszelki wypadek drzwi do klasy uchylone [co prawda w sali miałam spokojny zestaw małpiątek zajętych graniem na komórkach - ale nigdy nic nie wiadomo...], po czym odeszłam z nią w ustronne miejsce i zapytałam, w czym rzecz.
    - No bo... tego... eee... - dziewczyna wyraźnie nie mogła się wysłowić, choć zwykle nie jest osobą zapominającą języka w gębie.
    - Wyduś z siebie, co się stało? W ciąży jesteś czy jak? - wypaliłam, nie bardzo nawet zastanawiając się nad tym, co mówię.
    - No właśnie proszę pani, jestem... - tu głos mojej podopiecznej się załamał, a ja sięgnęłam do kieszeni po chusteczki, które rzecz jasna za moment okazały się bardzo przydatne.

    I tak to właśnie, Drodzy Czytelnicy - moja ulubiona wychowanka zaliczyła wpadkę. Sprawa jest bardzo świeża, to kwestia 2-3 tygodni, Sylwia zdążyła zrobić test ciążowy, a po majowym weekendzie ma wizytę u ginekologa. Jest przerażona i załamana, ale na szczęście na tyle rozsądna, by w pierwszej kolejności powiedzieć o tym swojej matce, a w drugiej przyjść do mnie. Mało to głupich bździągw na jej miejscu ukrywałoby ciążę pod szerokimi swetrami tak długo, jak by się tylko dało, zamiast zwrócić się o pomoc?
    Nie muszę Wam chyba mówić, że nie usłyszała z mojej strony żadnego kazania czy wymówek w stylu, że mogła się idiotka zabezpieczyć. Jasne, że mogła - tylko co by to dało, gdybym w tym momencie walnęła jej podobną mówkę umoralniającą? Mam zasadę, że nie kopie się leżącego. Co by dało, że bym ją teraz zmieszała z błotem? Wymądrzanie się nic jej nie pomoże - poza tym fakt, że byłam trzecią osobą [po matce i ojcu dziecka], której o tym powiedziała, świadczy niewątpliwie o tym, że mi ufa i wie, że może do mnie przyjść z problemem bez obawy, że oberwie za to po głowie.
    A zwróciła się do mnie, jako do wychowawcy, z bardzo rozsądnym pytaniem - co dalej ze szkołą? Tu akurat mogłam ją od razu uspokoić, że z naszej strony zrobimy co będziemy mogli, żeby jej pomóc w dokończeniu edukacji. Znam pod tym względem politykę Zoo, u nas naprawdę ciąże nie są niczym niezwykłym i mówiąc brutalnie, nie ona pierwsza i nie ostatnia jest w takiej sytuacji. Pogadałyśmy zatem jeszcze do przerwy, wypytałam ją o ojca dziecka [o tej kwestii jeszcze będzie niżej...], potem starałam się ją jakoś rozluźnić, odrobinę rozśmieszyć. Na przerwie natomiast podreptałam do Wiceszefowej, naświetliłam krótko sprawę, a że moment był sprzyjający - bo ja akurat miałam okienko, a Wice też była wolna - to po dzwonku sprowadziłam Młodą Gniewną, zgarniając jeszcze po drodze Pedagożycę. Śmiałyśmy się, że urządziłyśmy sobie Sabat Czarownic nad biedną Sylwią :)
    Co uradziłyśmy? Rzecz jasna pochwaliłyśmy dziewczynę, że po pierwsze powiedziała w domu, a po drugie nam, w szkole, bo im wcześniej wiemy, tym więcej mamy czasu na działanie. Ze skończeniem gimnazjum oczywiście nie ma najmniejszego problemu, bo w końcu do wakacji zostały raptem 2 miesiące, więc w ogóle nie ma o czym mówić. Trzeba natomiast wymyślić coś, by Sylwia mogła mimo ciąży i dziecka skończyć też zawodówkę. Już wcześniej wymarzyła sobie, że pójdzie do nas na lakiernika i z jednej strony szkoda, by z tego rezygnowała, skoro jej się takie zajęcie podoba - ale z drugiej strony w ciąży nauka w tym zawodzie może być kłopotliwa... No nic, na przemyślenie kwestii wyboru kierunku ma jeszcze trochę czasu, ale plan jest taki, że zdecyduje do końca roku szkolnego, aby pani Krystyna, szkolna opiekunka praktyk, mogła ją ulokować już w wakacje u jakiegoś zaprzyjaźnionego, sprawdzonego pracodawcy. Chodzi o to, by Młoda Gniewna rozpoczęła praktyki jak najszybciej i wyrobiła sobie normę godzin jeszcze teraz, by potem w drugim semestrze mogła spokojnie urodzić i zająć się noworodkiem. Termin będzie miała na luty - jeśli zatem będzie się dobrze czuła, to pierwszy semestr zaliczy w normalnie, a drugi zda w trybie egzaminów klasyfikacyjnych, które będą jej zgodnie z prawem przysługiwały dzięki zwolnieniom lekarskim. W ten sposób skończy pierwszą klasę zawodową, a potem dziecko będzie już na tyle podrośnięte, by mogła je komuś zostawić pod opieką na te kilka godzin dziennie i uczyć się dalej. A że nie jest głupia, to powinna dać radę.

    To w kwestiach szkolno-technicznych, ale rzecz jasna nie po to została wezwana przez trzy baby "na dywanik", by gadać wyłącznie o suchych szczegółach... Tym razem nie byłabym sobą, gdybym nie uczuliła Młodej Gniewnej na kwestię picia i palenia w ciąży - tu zatem usłyszała ode mnie drobne kazanie przy wtórze potakiwań ze strony Wiceszefowej i Pedagożycy.
    - Ale teraz to zapominamy o sobotnim piwku, a i fajki będziesz musiała rzucić. No powaga - a jak ci się chore urodzi? Pomyśl, to dopiero będziesz miała kanał.
    - Ale co mu się od piwa może stać? - dopytywała się Sylwia.
    - Jest takie schorzenie, to się nazywa FAS, uszkodzenie płodu alkoholem w czasie ciąży. To może się różnie objawiać, ale jest nieuleczalne. Nic z tym nie zrobisz. Kojarzysz Daniela z trzeciej zawodowej? No to mu się przypatrz albo sobie z nim pogadaj...
    - Pani Smoczyca ma rację, pomyśl, będziesz potem patrzyła na swoje dziecko i pluła sobie w brodę, że przez durne 9 miesięcy nie umiałaś zrezygnować z piwa, a ono przygłupie będzie całe życie... - potwierdziła Pedagożyca. - I fajki też rzuć jak najszybciej.
    - A po fajkach co?
    - Będzie ci chorować bez przerwy na płuca, na astmę, różne alergie... Albo mu się wadliwie wykształcą połączenia w mózgu i mu wyskoczy w okresie szkolnym ADHD. A z tym to już tylko do naszej szkoły będziesz mogła je posłać :)

    Wypytałyśmy ją także o plany, o sytuację finansową, o relacje w domu, o kwestię ewentualnego wsparcia ze strony ojca dziecka... No właśnie... Wpadkę zaliczyła ze swoim chłopakiem, z którym - jak twierdzi - jest od pół roku. Żeby jednak było ciekawiej, to gość jest w MOIM WIEKU! Przyznam, że kiedy usłyszałam tę nowinę, to pięści mi się same zacisnęły. Nie chodzi mi o samą kwestię różnicy wieku, bo w końcu między mną a Hipkiem też jest 9 lat i fajnie. Przyznacie jednak, że jest subtelna różnica między związkiem 30-letniej kobiety z 39-latkiem... a 17-letniej uczennicy gimnazjum z facetem dobiegającym trzydziestki! Pomijając "drobny szczegół", że nie najlepiej świadczy o jego dojrzałości fakt, że nie wiedział, do czego służy prezerwatywa, skoro już zdecydował się na stały związek z nastolatką... Mam nadzieję, że się mylę, ale nie wróżę trwałości tej relacji, choć Sylwia stwierdziła, że mają w planach wspólnie to dziecko wychowywać.
    Tjaaa... Jakoś nie wierzę w garbate aniołki. Jedyny plus jaki dostrzegam to taki, że skoro facet jest dorosły i pracuje, to będzie jak z niego ściągnąć alimenty, kiedy już mu się znudzi zabawa w tatusia.

6 komentarzy:

  1. Siedemnastolatka to już duża panna, z pomocą rodziców, Waszą i, miejmy nadzieję, ojca dziecka powinna sobie dać radę, tym bardziej, że wydaje się, że ma w głowie poukładane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o dziecko, to mogło zdecydowanie gorzej trafić. A samej Sylwii macierzyństwo na pewno więcej da, niż wszystkie terapie, na które chodzi z wyroku sądu. Przypominam bowiem, że mówimy o uczennicy, która ma wyrok w zawieszeniu za zastraszanie z użyciem noża.

      Usuń
  2. Oby jej się jakoś ułożyło, a facet stanął na wysokości zadania! :)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      Też jej dobrze życzę jak mało której małpce, bo odwaliła naprawdę duży kawał pracy nad sobą w porównaniu z tym co było, kiedy do nas trafiła.

      Usuń
  3. Kurczę, ale historia. Trzymam za nią mocno kciuki, to mądra dziewczyna.
    BTW: Konkurs zaszczepiony w małpich główkach? Kogoś zachęciłaś?

    OdpowiedzUsuń
  4. Wici o konkursie rozpuszczone, ale szczerze mówiąc wątpię, czy ktoś weźmie udział. Okazuje się, że wyjście w teren i zrobienie ładnego zdjęcia nawet głupią komórką to też dla nich za dużo zachodu...

    Za Młodą też trzymam kciuki. Komu jak komu, ale jej naprawdę dobrze życzę.

    OdpowiedzUsuń