Od miesiąca mam mały problem, co robić z moją osobistą Muppeciarnią na lekcjach. Jak zapewne pamiętacie, jestem wychowawczynią i jednocześnie polonistką trzeciej klasy gimnazjum. Sęk w tym, że po odbębnieniu przez nich w kwietniu serii egzaminów końcowych prowadzenie normalnych zajęć przestało mieć jakikolwiek sens. Wcale nie dlatego, że przerobiliśmy już cały materiał przewidziany przez podręcznik [choć de facto tak jest] - ale dlatego, że kiedy nad małpiątkami nie wisi już straszak w postaci egzaminu, to bardzo ciężko je zmusić do jakiegokolwiek wysiłku intelektualnego. Do końca roku zostało jednak jeszcze mnóstwo czasu, a polskiego mamy 6 lekcji w tygodniu, zatem coś robić trzeba...
W kwestii ocen na koniec roku to akurat w tej klasie sytuacje są już raczej jasne i do czerwca niewiele się może zmienić. Te małpki, które mają mieć enkaele - będą je miały [nawet gdyby chodziły do ostatniego dnia czerwca na każdą lekcję], a te, które mają być klasyfikowane, to na pozytywne oceny. Trzy uczennice mają szanse powalczyć o czwórki, ale nie jest to dla nich sprawa najwyższej rangi i podchodzą do niej na zasadzie, że jak się uda to fajnie - a jak nie, to świat się nie zawali. Co tu zatem robić? Nie możemy przez dwa miesiące [bo liczę od końca kwietnia] na zajęciach patrzeć się sobie wzajemnie głęboko w oczy albo wiecznie grać w scrabble. Dragonka więc wymyśla takie zagadnienia, żeby pogodzić dwie sprawy: primo ma mieć to związek z literaturą i/lub nauką o języku, a secundo ma być na tyle fajne, by Muppetom chciało się przychodzić na lekcje. A na szczęście niewątpliwym plusem pracowania w Zoo jest fakt, że nauczyciel prowadzący zajęcia ma w zasadzie wolną rękę i nikt mu się do pracy nie wtrąca.
Stwierdziłam, że wykorzystam ten czas, aby zapoznać Muppety z kilkoma ciekawymi tekstami, ale jednak ściągniętymi z "górnej półki". Dodatkowym utrudnieniem jest tu fakt, że owo wybrane przeze mnie coś musi mieć dobrą ekranizację. Nie sądzicie chyba, że gdybym w tym momencie poleciła uczniom przeczytanie czegokolwiek, choćby nawet nie wiem jak interesującego, to ktokolwiek by to zrobił? Plan zatem jest taki, że tacham do szkoły laptopa, przez 3-4 lekcje oglądamy, a potem omawiamy i dyskutujemy.
Na pierwszy ognień pojechałam całkiem z grubej rury, zapodałam im bowiem absolutną klasykę, czyli "Otella". Trzeba Wam wiedzieć, że Dragonka od czasów licealnych ma - cytując małpki - "totalnego pierdolca" na punkcie Shakespeare'a, nic więc dziwnego, że stara się go w szkole przemycić, gdzie się tylko da. Uważam też całkiem serio, że jeśli już chcemy zapoznać nastoletnią młodzież z dorobkiem tego dramaturga, to "Otello" nadaje się do tego o wiele bardziej, niż tradycyjnie wałkowany "Makbet". Dylematy związane z żądzą władzy to jednak dla przeciętnego ucznia abstrakcja, a kwestia chorobliwej zazdrości o partnera jest zdecydowanie bardziej z życia wzięta, więc jest szansa, że ich ta sprawa zaangażuje emocjonalnie. A o to przecież chodzi.
W kwestii ekranizacji, to mój wybór padł na wersję filmową z 1995 roku w reżyserii Oliwera Parkera, czemu nie ma się chyba co dziwić. Jest mało teatralna, za to barwna, jędrna i "z momentami". Zadanie miałam jak zwykle utrudnione z przyczyn technicznych, bo - co było do przewidzenia - na każdej lekcji miałam trochę inny skład uczniów i w rezultacie tylko dwa Muppety obejrzały całość filmu, a reszta akurat te kawałki, na które się załapały. Pomimo to plan wypalił, czego dowodem jest cisza podczas projekcji [uwierzcie mi, rzecz rzadko w Zoo spotykana...] oraz to, że chciało im się rozmawiać o filmie na przerwach [tak tak, sama słyszałam :)]. Ponadto po wszystkim Młoda Gniewna dopytywała mnie, gdzie można dorwać tego "Otella", bo ona szukała w necie i znalazła tylko jakieś fragmenty na YouTube, a bardzo chciałaby to mieć dla siebie. Odparłam z nieskrywanym bananem na twarzy, że chętnie wypalę jej płytkę z kopią :)
W ramach omawiania zaczęliśmy od quizu z treści - czyli seria mniej lub bardziej szczegółowych pytań, które uczniowie losowali, a w razie braku odpowiedzi odpowiadał ochotnik. Za pierwsze miejsce nagroda w postaci piątki, za drugie czwórka, a reszta uczestników po plusie za udział. W ten sposób przy okazji wszystkie Muppety mogły zapoznać się z całością, bo pamiętajmy o tym, że większość z nich widziała tylko fragmenty. Potem pogadaliśmy na temat podejścia małpek do tematu wierności, zazdrości i zdrady w związku - oczywiście po to, by podkręcić emocje i by chciało im się dyskutować na temat bohaterów sztuki. Wyszło fajnie, bo sporo pamiętali, a o ocenę samego Otella się nawet pospierali - przy nieskrywanej uciesze Dragonki. Ponieważ szło im tak dobrze, to pomyślałam sobie, że co mi tam, podniosę im intelektualnie poprzeczkę - i na przykładzie sztuki wprowadziłam im już całkiem teoretycznoliterackie pojęcia w rodzaju tragizmu postaci czy ironii tragicznej. Zresztą, ta ostatnia kategoria bardzo im się spodobała. Mówiąc prosto, z ironią tragiczną mamy do czynienia, kiedy wszystko co robimy w celu uniknięcia kłopotów, właśnie nas do nich przybliża. Określam to casusem Kubusia Puchatka, czyli: "Im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było". Muppety zgodnie stwierdziły, że to zawsze tak jest w ich pokręconym życiu, że im bardziej się starają, tym bardziej gówno z tego wychodzi...
Jaki z tego morał? Ano pewnie żaden. Pewnie jaram się niepotrzebnie jak Ruski bateryjką. Możecie się śmiać, ale dla mnie - nauczycielki z wyboru, zakochanej w przedmiocie, którego naucza - to wyjątkowe uczucie obserwować, jak:
- Daniel, lat 17, wagarowicz, kombinator, nie umiejący sklecić pisemnie kilku zdań logicznie
- Lechu, lat 17, delikwent z galopującą dysleksją, reagujący na wszelkie niepowodzenia wybuchami złości na poziomie pięcioletniego dziecka
- Michał, lat 17, tępy osiłek, którego podstawowym napojem są energetyki kupowane w Biedronce
- Mariusz, lat 18, miły, ale mocno ograniczony umysłowo chłopak, w dodatku ze sporą wadą wymowy [co mu dodatkowo utrudnia kontakty z ludźmi]
- Sylwia, lat 17, z wyrokiem w zawiasach za groźby karalne z użyciem niebezpiecznego narzędzia
- Patrycja, lat 18, bystra, ale agresywna dziewczyna, mistrzyni manipulowania rodzicami
- Karolina, lat 17, miła, ale bardzo przeciętna panna, z wyjątkowo biernym i olewackim podejściem do świata
... dyskutują sobie w najlepsze i w dodatku całkiem sensownie na temat klasycznego, szekspirowskiego dramatu :) Można zastanawiać się, na cholerę im się to konkretnie w życiu przyda? Może na nic - a może fajnie, że mieli okazję zobaczyć coś innego i przejąć się choć na chwilę światem odrobinę bardziej złożonym, niż dylematy bohaterów tak ambitnych programów telewizyjnych, jak "Trudne sprawy" czy "Pamiętniki z wakacji". Bo powiedzmy sobie szczerze - gdzie w życiu będą mieli taką okazję, jeśli nie na polskim u walniętej Smoczycy?
W następnej kolejności wybrałam "Władcę much" Goldinga. Mam nadzieję, że też im się spodoba. A potem, bo powinno wystarczyć czasu jeszcze na trzecią lekturę, zaserwuję im "Rok 1984" Orwella.

Jesteś niesamowitą nauczycielką :-)
OdpowiedzUsuńOby takich więcej...
Krysiu, bo mi głupio no... Grunt, że im się podobało.
UsuńNoooo... wybor pozostalych lektur tez mocny, rzeczywiscie. Sa momenty, dla ktorych warto pracowac calymi latami. Jesli kiedys bedziesz miala ''dol'' zawodowy, to sobie przypomnij te wlasnie lekcje. Jasna ma racje, jestes niesamowita, ale to wiedzialem juz duzo wczesniej :)
OdpowiedzUsuńPowodzenia.
Tak sobie myślę, że tego dnia, kiedy wstanę rano i stwierdzę, że mi się już nie chce robić takich lekcji - to będzie znaczyło, że powinnam zmienić zawód.
UsuńKochana, jesteś dla mnie po prostu najsmerfniejszą Smoczyco-uczycielką! Serio! Naprawdę rzadko się już zdarzają tacy nauczyciele. Skąd Ty bierzesz te pomysły?! Jak tylko będę mieć dzieci, to ci podsyłam do edukowania w trybie indywidualnym :)
OdpowiedzUsuńLubię to, co robię. To chyba cała "tajemnica".
UsuńAle wiesz - sądzę, że jest sporo nauczycieli, którzy robiliby takie lekcje - gdyby tylko mogli. Niestety w zwyczajnej szkole, przy zwykłym systemie, ukierunkowanym na wyniki egzaminów, po prostu nie mają na to czasu. Ja mam ten komfort, że w gruncie rzeczy mogę robić z tymi dzieciakami to, co mi strzeli do głowy.
I to jest właśnie smutne, bo w takich "normalnych" szkołach dzieciaki zamiast uczyć się samodzielnego myślenia, uczą się jak się wbijać w schematy. Szkoda.
UsuńAno, niestety dokładnie jest tak, jak waćpanna prawisz.
UsuńMy w Zoo mamy je uczyć czego się tylko da - i dlatego mamy wolną rękę.
Gratuluję i życzę jak najwięcej takich sukcesów :) Pewnie nie od razu, ale w którymś momencie ten czy inny Muppet skorzysta z Twoich lekcji. Ja skorzystam od razu - nie znam tej ekranizacji Otella, a że ekranizacje Shakespeare'a lubię, to...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Alpha Centauri
O widzisz :) I mam nieoczekiwany efekt edukacyjny - udało mi się kogoś namówić do bliższej znajomości z Otellem.
UsuńMam dobre zdanie o tej ekranizacji - co prawda wycięli trochę oryginalnego tekstu, ale nic na tyle istotnego, by wpływało na przekaz sztuki. Nieźle zrobione, ładne pod względem plastycznym. Obejrzyj, a potem daj znać, czy Ci się podobało :)
Podczytuję Cię od jakiegoś czasu i podziwiam. Chylę czoła, jesteś fantastyczna nauczycielką. :)Takich pedagogów jak ty to się powinno ozłacać z miejsca :D I aż żal czasem bierze, jak się w normalnych szkołach ludzie marnują, bo wkuwają wszystko na pamięć. A system edukacji robi wszystko, żeby wykwalifikować chodzące maszyny do zaprogramowania.
OdpowiedzUsuńPozwolisz, że zagoszczę tu na dłużej :) serdecznie pozdrawiam :)
Rozgość się jak najbardziej. Im nas więcej, tym weselej. Mam nadzieję, że Ci się tu spodoba.
UsuńWszyscy mi słodzą, a potem się dziwię, że mam taaakie oponki :):):)
Weekend idzie bede miala co poczytac i nadrobic zaleglosci :D
UsuńTo dobrze, ze ci kazdy slodzi. To naturalna slodycz od tego sie nie tyje ;)
Jeśli Ci się tylko chce, to polecam czytanie od początku. Im starsze wpisy, tym bardziej hardcorowe małpie numery - bo jeszcze nie wiedziałam, jak mam sobie radzić.
UsuńSpokojnie, w miare uplywajacego dlugiego weekendu postaram sie to ogarnac. Ps. Wyslalam na maila zaproszenie do siebie :) dostalas?:)
UsuńDostałam dostałam, tylko mam prośbę - wyślesz mi jeszcze raz? Bo przez pomyłkę zaakceptowałam nie z tego adresu, co trzeba...
UsuńTak jasne ;) wyslalam juz ;)
UsuńPani psor...
OdpowiedzUsuńWpis bardzo miły i podbudowujący, ale...
"Dylematy związane z RZĄDZĄ władzy to jednak dla przeciętnego ucznia abstrakcja"...?
Auć!
Upsss :)
UsuńDzięki serdeczne, już poprawiam. Ale swoją drogą - jesteś pierwszą osobą, która zwróciła na to uwagę :)
Dla wszystkich zainteresowanych i drobiazgowych - nie mam zamiaru w tym momencie tłumaczyć mojego byka deficytami w percepcji wzrokowej [choć takie posiadam] czy innymi dysfunkcjami. Wykształcony Polak ma pisać poprawnie i już.