... czyli wszystko, co Dragonce, nauczycielce chwilowo w stanie spoczynku, przyjdzie do głowy na urlopie macierzyńskim.
Prawa autorskie
Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.
[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]
[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
:-)))
OdpowiedzUsuńDooobre :-)))
sie ubawile setnie hahahahaha :)
OdpowiedzUsuńTo siem cieszem, że Wam się podoba.
OdpowiedzUsuńJutro mam lekcję z Carlo, to też się nasłucham :) Chyba mu to puszczę, żeby się facet nie załamywał, że tylko on tak kaleczy polszczyznę...
Ach, wzruszyłam się!
OdpowiedzUsuńJa Ci chyba pisałam kiedyś, jak współ-produkowałam film dokumentalny dla warszawskiego Polonicum - zrobiliśmy dokładnie taki sam myk z uczestnikami ich kursu letniego. Do tej pory to pamiętam i się cieszę na samą myśl :)
No słooodcy są. Szczególnie tej czarnoskóry młodzieniec :)
Usuńmusiałam przestać oglądać, bo bym chyba pękła ze śmiechu :-)
OdpowiedzUsuńPuść sobie w takim razie, kiedy będziesz miała doła :P Pozdrawiam serdecznie :)
UsuńŚwietny filmik :-) Będę musiała go puścić mojemu już mężowi, dzięki temu może zrozumie, że nauka angielskiego (którą właśnie z wielkim bólem przechodzimy, ja oczywiście z ciut mniejszym ;-), to mały pikuś. Pozdrawiam po dłuuugiej przerwie.
OdpowiedzUsuńA ja witam ponownie :)
UsuńHmm... Polski nie jest jeszcze aż taki straszny... Inna sprawa, że w porównaniu do angielskiego to chyba każdy język jest skomplikowany.