Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

sobota, 23 lutego 2013

Przyszła kryska na Matyska

    Ci z Was, którzy są tu od początku, z pewnością pamiętają osobę Dawidka, czyli Złego Psa. Dla Czytelników, którzy dołączyli trochę później, mam krótkie streszczenie jego historii. Otóż ów delikwent trafił do mojej pierwszej gimnazjalnej, kiedy zaczynałam pracę w Zoo - i od początku były z nim wyłącznie kłopoty. Generalnie to kawał zdemoralizowanego, a przy tym inteligentnego chama, z którym nie sposób się dogadać, bo nie respektuje żadnych reguł. Musi mieć nad sobą bat, bo jeśli się nie boi, to robi, co chce. Męczyłam się z nim całą pierwszą klasę, ale na szczęście na początku drugiej udało mi się go wyekspediować do MOW-u [jak się to odbyło? Czytaj w tym miejscu oraz tutaj]. Oznaczało to wiele miesięcy spokoju, a ja dzięki temu mogłam zapanować w dużym stopniu nad moją osobistą Muppeciarnią, a nawet się z nią zaprzyjaźnić.
    Niestety, "wilczy bilet" Dawidka miał ograniczoną datę ważności, bo tylko do końca roku szkolnego 2011/12. Z początkiem września chłopię powróciło w nasze progi, choć na szczęście litościwa Wiceszefowa nie wpakowała go z powrotem do Muppeciarni, tylko do innej klasy, w której w dodatku nawet nie uczę. Osobiście więc miałam z nim mało do czynienia [a zresztą wyraźnie schodził mi z drogi, nawet na przerwach], ale chyba nie jesteście na tyle naiwni, by sądzić, że te miesiące spędzone w wychowawczym ośrodku zamkniętym wpłynęły pozytywnie na charakter Złego Psa? A gdzie tam... Jego nowa wychowawczyni - Ania, biologiczka, skądinąd przesympatyczna kobitka, z którą uczyłyśmy w jednym czasie jeszcze w liceum - miała z nim prawdziwy krzyż pański, bo Dawid całą swoją energię od powrotu do szkoły kumulował tylko i wyłącznie na zadaniu odbudowania swojej utraconej pozycji. A zatem pyskówki i dezorganizowanie lekcji nauczycielom, ale także zastraszanie i wymuszenia na innych uczniach. Szczególnie obrywało się Hiszpanowi, który miał nieszczęście chodzić ze Złym Psem do klasy.
    Ta niewesoła historia ma na szczęście swój happy end. Otóż 25 lutego Dawid kończy 18 lat. A to, panie i panowie, oznacza, że przestaje podlegać obowiązkowi szkolnemu - a zatem nie mamy przymusu go trzymać, jeśli są powody do skreślenia z listy uczniów. A w jego przypadku a i owszem, są :) Tu wypada zaznaczyć, że usunięcie nawet pełnoletniego ucznia nie jest kwestią łatwą do przeprowadzenia. Szkoła państwowa (którą jak by nie było jest Zoo) nie może tego zrobić od tak - musi zaistnieć jakiś istotny powód. Najczęściej skreśla się "martwe dusze", czyli delikwentów w ogóle nie pojawiających się na zajęciach, a zapisanych wyłącznie po to, by móc pobierać od państwa różnego rodzaju renty i zapomogi [no bo w końcu młody człowiek "na papierze" się kształci, czyż nie...?]. Ale i tutaj sprawa może być skomplikowana, o czym przekonaliśmy się w zeszłym roku. Skreśliliśmy pełnoletniego delikwenta, który w ogóle nie przychodził do szkoły, ale odwołał się od decyzji do kuratorium, powołując się na swoją niepełnosprawność. Faktycznie, ma bardzo dużą wadę wzroku i za sobą szereg operacji z tego tytułu - co nie zmienia faktu, że jest leserem i kombinatorem z dziurami w mózgu od palenia trawki. Nakazano nam jednak przywrócić go w prawach ucznia, w związku z czym wylądował w mojej Muppeciarni. Nota bene, pojawiał się mniej więcej do listopada, a potem znowu przepadł. Skończy się to zapewne nieklasyfikowaniem i powtarzaniem po raz nie wiem który z rzędu trzeciej klasy na koszt podatników. Trudno. Drugi raz go skreślać nie będziemy. Takie w Polsce mamy głupie prawo.
    Ale ja tu gadu-gadu, a czas wracać do meritum. W przypadku Dawidka na szczęście sprawa ma się zupełnie inaczej. Podstawą skreślenia nie byłoby tu samo opuszczanie zajęć z powodów nieusprawiedliwionych, tylko demoralizacja, uwagi, nagany, interwencje policji - słowem, stanowienie przez niego zagrożenia dla reszty społeczności uczniowskiej. Mamy na niego tak mocne papiery, że nie byłoby możliwości, aby kuratorium przychyliło się do jego ewentualnego odwołania się od decyzji o skreśleniu. Tym niemniej przez ostatni miesiąc trwała mała wojna psychologiczna z Dawidkiem oraz jego mamą, mająca skłonić Złego Psa, aby po prostu odebrał dokumenty i odszedł z własnej woli, bo szkole oszczędziłoby to masę problemów związanych z uruchomianiem całej procedury wywalania. Przede wszystkim więc rodzicielka Dawida została wprost poinformowana przez Wiceszefową co zamierzamy, a także bez ogródek zasugerowano jej, by w takim razie sama wypisała syna ze szkoły - bo jeśli to MY go skreślimy, to wysmarujemy mu taką opinię, że żadna placówka go już nie przyjmie, nawet prywatna. Ponieważ jednak matka Złego Psa jest osobą ciapowatą, bojącą się własnego cienia i generalnie nieskorą do podejmowania jakichkolwiek samodzielnych decyzji, to równolegle też urabialiśmy Dawida. Do końca nic nie wskazywało na to, że nasze działania odniosą skutek, a zatem rozpoczęliśmy gromadzenie wszystkich niezbędnych dokumentów, aby skreślić go jak najszybciej i nie trzymać chłopaka w naszych murach ani minuty dłużej, niż musimy. Kiedy wniosek był gotowy, Wice wezwała Dawida do siebie, pokazała mu wszystkie papiery, jakie na niego mamy i całkiem spokojnie oświadczyła:
    - W poniedziałek 25 lutego kończysz 18 lat. O ósmej rano te dokumenty lądują na biurku Głównej Dyrekcji do podpisania. Jeśli o 8:05 zobaczę cię na terenie szkoły, dzwonię po policję by zawiadomić, że kręci się u nas osoba spoza szkoły, która stanowi zagrożenie dla innych uczniów.

    Nie spodziewaliśmy się mimo wszystko, że Zły Pies zmięknie - ale jednak. W piątek około południa przyjechał do Zoo tylko po to, by odebrać dokumenty i wypisać się ze szkoły na własną prośbę. Wiadomość rzecz jasna rozniosła się po placówce lotem błyskawicy, a ja sama natychmiast zadzwoniłam do Ani [która akurat jest na L4], by powiadomić ją, że ma bandziora raz na zawsze z głowy.
    Mamy święto państwowe w Zoo :) Uwierzcie, nie ma nauczyciela, który by się nie ucieszył. Ja sama stwierdziłam, że na to konto powinnam kupić sobie porządną butelkę wina i osuszyć ją w ramach uczczenia tej radosnej nowiny. Oczywiście, za zdrowie Dawida :)

4 komentarze:

  1. Butelke wina... ech... schodzisz na psy, jak i ja XD, kieedys to byly czasy :) No ale popatrz, jednak poszedl po rozum do glowy i sam sie wywalil. Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to trochę też inna sprawa, ale to nie do omawiania na blogu :) Faktem jest jednak, że "najlepsze lata picia" pewnie już mam za sobą. Zestarzałam się - i zwyczajnie już mi się nie chce... Kiedy mówię Małpkom, że wszystko się może znudzić, nawet alkohol - to mi nie wierzą :):):)

      Usuń
  2. Trudna sytuacja, ale w tym przypadku współczuję nauczycielom.
    W ogóle się dziwię ,że są jeszcze chętni do uczenia dzieci.
    Ja za skarby świata nie chciałbym uczyć nikogo i niczego...:-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię uczyć i mam nadzieję - przynajmniej jak na ten moment - że będę to mogła robić aż do emerytury [której pewnie i tak nie dożyję :)].
      Wywalenie Dawida natomiast to krok, który zdecydowanie ułatwi nauczycielom uczenie pozostałych dzieciaków w tej klasie. I o to chodzi.

      Usuń