Na wstępie mojego posta [hie hie hie, wiem, że tak się nie zaczyna wypowiedzi :)] donoszę, że znów zawitała w Pomarańczowej Jaskini moja stara znajoma Erozja. W sumie równo dwa miesiące od ostatniego spotkania, bo poprzednie było przed Wigilią. Oko czerwone jak u królika, spuchnięte, łzawiące i rzecz jasna obolałe. Ubaw po pachy... Zapoznałam się z kilkoma nowymi artykułami na ten temat podrzuconymi przez Wujka Google i generalnie fora internetowe pełne są relacji osób, które wożą się z nawrotami tej choroby po kilkanaście lat. Wiecie, że krople, maści, nawilżanie oka, nastawianie rano dwóch budzików [sic!] po to, by wstawać ostrożnie, nie otwierać od razu oka, przeciągnąć się, ziewnąć... I co? I g...ucio. Jeśli ma nawrócić, to i tak się to stanie. Wyczytałam, że są dostępne jakieś soczewki kontaktowe, które się stale nosi, by nawilżały - wreszcie, że w Katowicach traktują toto laserem, co przynosi efekty u części chorych... A no nic, pożyjemy, zobaczymy. Na razie czas poszukać porządnego okulisty.
Póki co staram się czymś zająć, bo przecież nie będę leżała cały dzień z zamkniętymi ślepiami i krzywiła się z bólu. I stąd pościk dla Was. Już zatem przestaję się nad sobą użalać i przechodzę do czegoś weselszego.
A dziś będzie trochę radosnej twórczości małpek z zawodówki. Omówiliśmy ostatnio "Makbeta" i na podsumowanie lektury zarządziłam wypracowanie klasowe. Stwierdziłam, że jeśli dam im trzy tematy do wyboru ściśle związane z treścią, to mam większą szansę, że przeczytam coś sensownego - niż jeśli ułożę im klasyczny teścik sprawdzający jedynie mechaniczną znajomość dramatu. Dodam, że w trakcie wypracowania pozwoliłam im korzystać z zeszytów, z notatek z lekcji [ukłon w stronę tych małpek, które w ogóle coś notują...]. Za czasów mojej własnej edukacji coś takiego byłoby nie do pomyślenia i również nie przyszłoby mi do głowy wprowadzić takie ułatwienie, kiedy rozpoczynałam pracę w liceum. Ale tutaj mamy Zoo, nieprawdaż? Skoro więc nadrzędnym celem wypracowania klasowego jest sprawdzenie umiejętności budowania dłuższej, logicznej wypowiedzi na zadany temat, to już daruję sobie kładzenie nacisku na jednoczesne kontrolowanie wiedzy z "Makbeta". Mówiąc prosto - postanowiłam, że ocenię ich przede wszystkim za to, czy w ogóle umieją pisać sensownie w swoim ojczystym języku. Jak się okazało, nie wszyscy umieją :)
Gwoli ścisłości - nie było całkiem tragicznie, skoro postawiłam kilka czwórek i trójek. Tłumaczę to tym, że w zawodówce mam zapisanych ponad 30 osób [ile z nich tak naprawdę chodzi do szkoły, to już osobna kwestia...]. Wśród takiej ilości małpek zgodnie z regułami statystyki musi się trafić kilku delikwentów, którzy "są kumaci" i czasem czytają jakieś dłuższe teksty, a nie tylko smsy od kolegów i komentarze na "fejs-zboku" - a zatem mieli możliwość oswoić się z tym, jak się poprawnie buduje zdania. Ba, wiem nawet, że cztery dziewczyny zebrały się razem po lekcjach i obejrzały ściągniętą z netu inscenizację "Makbeta", a zatem ich wiedza wykraczała znacznie poza to, co zdążyliśmy powiedzieć podczas zajęć w szkole. Te prace były rzeczywiście całkiem sensowne. A reszta... no cóż...
Najbardziej załamujące były wypociny Rysia, choć też i nie spodziewałam się po nim niczego sensownego. Chłopak był co prawda obecny na wszystkich zajęciach z "Makbeta", ale swoją aktywność ograniczał do gadania z kolegą w ostatniej ławce i grania na telefonie komórkowym, z rzadka notując w zeszycie przypadkowe fragmenty notatek. W efekcie zamiast wypracowania dostałam zlepek przypadkowych zdań, będących kompilacją moich własnych, zanotowanych przez ucznia słów z jego "przemyśleniami". Wszystko to nakreślone koślawym, ledwo dającym się w ogóle odczytać pismem. Praca jest na tyle krótka, że mogę ją Wam przytoczyć w całości - w nawiasach kwadratowych dodaję moje komentarze. Co do reszty, to rzecz jasna zachowuję oryginalną pisownię...
Temat: "Opisz przemianę, jaka dokonała się w psychice Lady Makbet".
Lady Makbet była wierna i kochająca żona Makbeta [brak "ogonków" przy "ą" spowodowane jest oczywiście tym, że Rysio używa języka pisanego tylko wysyłając smsy, gdzie nie stosuje się polskich znaków - często obserwuję tę przypadłość u dzisiejszej młodzieży...]. Lady Makbet miała chorobliwą ambicję do Makbeta. Lady Makbet jest mózgiem [na lekcji padło stwierdzenie, że była "mózgiem operacyjnym" podczas dokonania pierwszej zbrodni] i wie, że Makbet planuje zabujstwo Dankana. Żona Makbeta nie ma do męża wyżutów sumienia że chce zabić Dankana. Lady Makbet mąż [no proszę, jaka piękna archaizacja składniowa :)] jest przymuszany do czynienia zła i okrócieństwa. Lady Makbet uważa to że jest szaleństwo i że Makbet ma jakieś chalucynacje [tu już chłopak otworzył szczątki notatki na temat ducha Banka, który ukazał się podczas bankietu].
Lady Makbet chciała żeby jej mąż zabił króla Abla. [Skąd Abel? Już tłumaczę, choć sama w tym momencie trochę się załamałam. Otóż na ostatniej lekcji mówiliśmy o powtarzalności motywów - chodziło konkretnie o Lady Makbet myjącą ręce z niewidzialnej krwi. Ustalaliśmy, w jakich tekstach kultury mamy do czynienia z tym, że zbrodnia odciska widoczne piętno na mordercy, a rzecz jasna jedną z najstarszych takich historii jest Biblia i casus Kaina z Ablem]. Chciała żeby Lady Makbet była królową i Makbet bo Lady Makbet by miała koronę i Makbet by żądził władzą.
Boskie, co?
Jeśli nie jesteście zmęczeni, to na koniec rzucę Wam jeszcze garść zdanek z tych lepszych wypracowań, wyrwanych z kontekstu. Te prace były na zdecydowanie wyższym poziomie, ale nie wolne od kilku kwiatków składniowych, stylistycznych czy frazeologicznych.
A zatem smacznego :)
Z czasem psychika Lady Makbet zasłabła.
Makbet był wojownikiem bardzo uczciwym, dobrym. Pewnego dnia wybrał się na walkę ze swoim przyjacielem Bankiem.[brzmi tak, jak by panowie umówili się "na solówkę"... :)]
Bohater podzielił się ze swoją żoną Lady Makbet informacją od wiedźmin [miało być zapewne "od wiedźm" :)].
Lady Makbet dostała jakiejś wariackiej choroby psychicznej.
Lady Makbet była złą i chciwą kobietą, aż do momentu, gdy jej mąż zaczął zabijać seryjnie.
Zdarzyła się druga przepowiednia czarownic: do puki Makduff nie zjawi się pod zamkiem jego i nie zacznie chodzić las.
Tekst jest nie do podrobienia :-)))
OdpowiedzUsuńWbrew pozorom dość dużo zrozumiał ...
Weź pod uwagę, że korzystał z notatek z lekcji :)
UsuńAle dobrze , że chociaż skorzystał :-)))
UsuńZnaczy się - nie jest niedorozwinięty umysłowo :)
UsuńO, tak :-)))
Usuńpost pisany z (nomen omen) przymruzeniem oka :)
OdpowiedzUsuńChlorella, nigdy nie pomyslalem o Makbecie jako seryjnym zabojcy, to ciekawe... ciekawe tez, czemu miewal chalucynacje... Ja rozumiem, co dawno zostalo dowiedzione, ze rozrozniamy pisownie HERBATA od CHERBATA, w zaleznosci od tego, ktora serwujemy z cukrem, a ktora bez... ale halucynacje? Chyba, ze te CHALUCYNACJE sa po cannabisie, to by sie zgadzalo... Nie mialem pojecia w takim razie, ze Makbet w ogole palil... XD
A tak na powaznie, to jest to moj ulubiony dramat Szekspira...
Zdrowiej tam szybko. Pelen podziwu jestem... dla Ciebie.
Sciskam mocno.
Przywykłam już do pytań typu: "Co palił Słowacki", kiedy omawiam "Kordiana" - i wtedy mogę zgodnie z prawdą powiedzieć, że duże ilości opium... Ale stwierdzenie "wariacka choroba psychiczna" też mnie ubawiło.
UsuńMoją ukochaną sztuką jest niezmiennie "Hamlet", ale najchętniej z młodzieżą wałkowałabym "Otella" - tematyka w sam raz dla osób będących w trakcie pierwszych związków partnerskich :)
Co do oka, to już trochę lepiej. Niestety jestem do środy lub czwartku sama - Hipek bawi w Danii - więc krople i maści będzie mi aplikować sąsiadka, bo sama nie jestem w stanie. Ale generalnie to naprawdę przerąbane, muszę się rozejrzeć, czy mam jakąś szansę załapać się na ten laser.
Kurka blaszka, przy ostatnim oplułam monitor! Skąd się wziął chodzący las?! :))))
OdpowiedzUsuńA co do oka, smoku, nie igraj z ogniem, idź na konsultacje do innego okulisty, bo masz często te nawroty. No, posłuchać tutaj proszę zaprawionej w okulistycznych peregrynacjach cioci Mag :)
Nie no, to miał być Las Birnamski, tylko że dziewczę nie wiedziało, jak to zgrabnie ująć - i wyszło, jak wyszło :)
UsuńPójdę pójdę... A niestety częste nawroty przy erozji są standardem. Ja mam co 2 miesiące, a czytałam o ludziach, którzy chorują jeszcze częściej :( A leczenie jest w większości przypadków tylko objawowe.