Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

wtorek, 12 lutego 2013

Głupota urzędników

    W 1B [uczę tam języka polskiego], której wychowawczynią jest wielokrotnie już wspominana na tym blogu historyczka Marzenka, jest kilkoro całkiem fajnych dzieciaków, które są w Zoo nie z powodu demoralizacji, tylko dlatego, że były słabe albo za dużo wagarowały. Myślę, że po wakacjach, kiedy ta pierwsza gimnazjalna zamieni się w drugą, zrobi się z tej zbieraniny szkolnych wyrzutków dość przyjemny zestaw małpek - bo najgorsze typki zostaną odsiane, czyli będą zmuszone powtarzać klasę. Póki co jednak na tle generalnie nieszkodliwych dzieciaków wyróżnia się też niestety kilku popaprańców, albo zwyczajnych, pospolitych bandziorów.
    Jak do tej pory z 1B prezentowałam szerzej sylwetkę Smrodka oraz - całkiem niedawno - biednego Radka. Dziś przedstawię Wam Andrzejka, który od września zdążył już napsuć krwi niemal wszystkim nauczycielom mającym z nim zajęcia, rzecz jasna z wychowawczynią na czele. I niestety na ten moment wygląda na to, że z przyczyn proceduralnych będziemy mieli cholerne problemy, żeby go spacyfikować. Ale po kolei.
    Andrzejek ma 16 lat, a zatem przed nim jeszcze bite dwa lata "obowiązku szkolnego", co nam wiąże ręce, bo nie możemy go przez to po prostu skreślić. Do papierów tejże małpki dołączony jest cały pliczek rozmaitej maści orzeczeń lekarskich oraz psychologicznych, z których można wyczytać, że uczeń ma zaburzenia natury neurologicznej, ciężkie ADHD, a także szprycowany jest lekami, które mają go jakoś okiełznać. Co do tych medykamentów, to albo są źle dobrane, albo Andrzej ich najzwyczajniej w świecie nie bierze, bo zdecydowanie nie przynoszą pożądanych efektów.
    Generalnie - chłopak jest nieobliczalny. Robi dokładnie to, na co ma ochotę, świetnie zdając sobie sprawę, że jego "żółte papiery" są znakomitym immunitetem. Uwielbia bawić się ogniem i prowokować niebezpieczne sytuacje, bo najwyraźniej potrzebuje, by w krwiobiegu cały czas krążyła mu adrenalina. Kiedy puszczają mu hamulce, robi się wulgarny i agresywny - do tego stopnia, że nawet rodzice się go boją [co sami przyznali Marzence]. Jak by tego było mało, to Andrzej do ułomków nie należy, bo jest jak na swój wiek całkiem rosły i postawny. A że w jego słowniku nie istnieją takie wyrazy, jak "moralność" czy "etyka", to rzecz jasna wykorzystuje przewagę fizyczną, jeśli tylko ma na to ochotę - a często ma. Mamy sygnały o wymuszeniach pieniędzy, papierosów, o groźbach pod adresem słabszych kolegów. Wspomnianemu Radkowi [temu od Domu Dziecka] zabierał nawet kanapki...
    Po wyczerpaniu dostępnych szkole sposobów karania - czyli wpisywania uwag,rozmów dyscyplinujących, wzywania rodziców, obniżenia sprawowania do najniższego, nagan - przyszła kolej, by postarać się o "zaostrzenie środka wychowawczego", czyli mówiąc wprost, załatwienia Andrzejkowi biletu do poprawczaka. Marzenka z Pedagożycą zgromadziły więc wszystko, co na niego miały i wysmarowały płomienne pismo do przydzielonej uczniowi zawodowej [co z całą mocą podkreślam] kuratorki. Co się jednak okazało? Ano kuratorka telefonicznie wytłumaczyła Pedagożycy, że biedny Andrzejek jest dzieckiem zaburzonym, w związku z tym trzeba mu pomagać, a nie karać. Szkoła powinna otoczyć go indywidualną opieką, dostosować się do jego potrzeb, a także zorganizować mu... zajęcia relaksacyjne!
    To ostatnie szczególnie rozbawiło Marzenkę, kiedy Pedagożyca zdała jej relację z rozmowy z kuratorką. "Czyli co? Kiedy następnym razem będzie komuś groził pobiciem, to mam mu puścić nagranie z ćwierkającymi ptaszkami, wymasować plecki, albo zatrudnić półnagiego Murzyna, by go wachlował liściem palmowym?!" Tjaaa... Nic dodać, nic ująć. I weź tu człowieku miej dobre zdanie o kuratorach...

    A prawda jest niestety taka, że jak na ten moment mamy związane ręce. Skreślić go ze względów dyscyplinarnych nie możemy jeszcze przez 2 lata. Z kar przewidzianych w statucie nic sobie kompletnie nie robi. Teoretycznie możemy zacząć zgłaszać wymuszenia i groźby na policję, ale do tego któryś z poszkodowanych musiałby się zgodzić złożyć zeznania. A jak się domyślacie, żaden się do tego nie wyrywa, bo wiadomo, że polski system sprawiedliwości nie zapewni ofierze żadnej ochrony.
    Jak na razie 2:0 dla Andrzejka. Czemu dwa? Bo z jego powodu dwóch sympatycznych chłopaków z 1B przestało przychodzić do szkoły. Za bardzo się boją.

4 komentarze:

  1. Dramat. Trudno napisać coś więcej.

    To nie pierwszy przypadek, kiedy w naszym państwie zdecydowane działania nie są podejmowane tam gdzie powinny, za to stosuje się je gdzieś, gdzie są zbędne lub niesprawiedliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, nie pierwszy. I niestety na pewno nie ostatni.

      Usuń
  2. Mam czasami wrażenie, że nasze państwo chroni tych, których wcale nie powinno. Podobnie jest bardzo często z pomocą. Największą dostają najwięksi leserzy. Gdzie ja żyję? Podobno w kraju cudów i paradoksów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic dodać, nic ująć... Głupie prawo mamy w naszym pięknym kraju.

      Usuń