Pamiętacie Emilkę? Tym z Was, którzy nie są ze mną od początku lub którym ta historia zaginęła w fałdach mózgowych, przypominam krótko jej dzieje. Otóż Emilka, urocza, przemiła, ale niestety lekko przygłupia blondyneczka z twarzą aniołka, zaszła w połowie pierwszej klasy gimnazjum w ciążę z 3 lata starszym Karolem, też uczniem naszej szkoły. Pierwszą klasę udało jej się jeszcze skończyć, ale po wakacjach opieka nad synkiem uniemożliwiła jej regularne chodzenie do Zoo. Ratunkiem mogło być dla niej indywidualne nauczanie [wtedy jeszcze Urząd Miasta miał na to pieniądze], ale załatwić formalności musiałaby rodzicielka Emilki, która jest osobą kompletnie niezaradną i na dodatek nadużywającą alkoholu [więcej na ten temat w tym poście]. Sprawa więc umarła śmiercią naturalną, tzn. młoda matka indywidualnych zajęć nie dostała, a w szkole pojawiała się na tyle rzadko, że była nieklasyfikowana ze wszystkiego. W rezultacie nie zdała i powtarza drugą klasę pod skrzydłami mojej ulubionej matematyczki Irenki. Żeby było jeszcze weselej, to w międzyczasie Karolowi znudziła się zabawa w tatusia, więc się na Emilkę i syna wypiął, a ona jest na tyle durna, że się uniosła honorem i nawet go nie ściga o alimenty.
Aaa, byłabym zapomniała: Emilka to podopieczna najgorszego kuratora, na jakiego w swojej pracy trafiłam, który ode mnie i od Pedagożycy dowiedział się o ciąży dziewczęcia w momencie, jak chodziła z brzuchem wielkości piłki do koszykówki.
Przypominam historię Emilki dlatego, że ostatnio znów pojawiła się w Zoo - a nie widziano jej tu od roku. Jak tylko zobaczyłam ją na przerwie, od razu do niej podeszłam. Byłam w końcu jej wychowawczynią przez dwa lata, a poza tym autentycznie lubię tę dziewczynę. Powód jej powrotu do szkoły jest bardzo prozaiczny - otóż opieka społeczna zabrała jej dziecko. Doszli do wniosku, że skoro babcia [mająca pełnię władz rodzicielskich, ponieważ Emilka ma dopiero 17 lat] nie potrafi dopilnować, żeby córka realizowała obowiązek szkolny - wszystko jedno, w jakiej formie - to nie nadaje się również do zajmowania się wnukiem.
Co prawda - powołuję się tu na doświadczenie Wicedyry - małego Emilce oddadzą, bo zabrali go bez nakazu sądowego, czyli na dobrą sprawę samowolnie. Tyle, że to potrwa kilka tygodni, a do tego czasu dziewczyna zwariuje z bólu, bo pomijając jej młody wiek i rozbrajającą naiwność, to jest bardzo dobrą matką, kochającą syna i dbającą o niego, jak tylko to możliwe w takich warunkach. Co będzie dalej, to nie wiadomo, bo sytuacja się zapewne powtórzy, jeśli Emilka nie zacznie chodzić do szkoły. A na to w dłuższej perspektywie szans nie ma, bo kto zostanie z dzieckiem? Opieka społeczna zatem pewnie po raz kolejny przyjedzie po malucha, tyle tylko, że już z nakazem.
Banał powiem, ale to jest wszystko postawione na głowie. Jestem za tym, żeby zabierać dzieci takim głupim gówniarzom, jak Dorota i Sławek - którzy przepijają państwowy socjal i mają głęboko pod małpimi ogonkami, co się z ich pociechą dzieje. W takich rodziców szkoda pompować pomoc społeczną, bo to tylko strata pieniędzy, od których i tak los dziecka się nie poprawia. Ale tutaj? Mamy do czynienia z 17-latką, która stara się jak może, nie pije, nie idzie w długą, tylko siedzi na tyłku i bawi synka, którego sobie przez głupotę zafundowała. Miała do wyboru: szkoła albo wychowanie dziecka. Wybrała dziecko - i zamiast młodziutkiej matce pomóc, państwo właśnie przez to zabrało jej synka. Może mi ktoś wytłumaczyć, gdzie tu sens?
Wiem wiem, pytanie jest retoryczne...
To jest chore, ot co. Jestem wstrząśnięta tym, co stało się tej dziewczynie. To w ogóle nie fair kto takową pomoc socjalną dostaje, a komu jej nie udzielają, bo nie okazał się dość sprytny
OdpowiedzUsuńEmilka kiedyś przyszła do szkoły z tym małym - naprawdę, aż przyjemnie było popatrzeć. Widać było, że dziecko świata poza matką nie widzi. Zadbany, wesoły.
UsuńTjaa... I co z tego...
Serce boli, kiedy się czyta taki rzeczy. Najbardziej żal dziecka. Sam mam małą córeczkę i mogę sobie tylko wyobrażać jaką niewyobrażalną traumą byłoby dla niej odłączenie ode mnie i mojej żony.
OdpowiedzUsuńMasz rację. Synek Emilki ma coś z 1,5 roczku. Kilkutygodniowe rozłączenie z matką [troskliwą matką!] na pewno się na nim odciśnie.
Usuń