Post o innastrańcach dojrzewa w moich zwojach mózgowych, ale jeszcze mu trochę brakuje. W oczekiwaniu na niego proponuję natomiast kolejną wycieczkę do Smoczej Kuchni. Dziś Dragonella poleca
Przepis - do którego odsyła link ukryty pod nazwą ciasteczek - podpatrzyłam na blogu kulinarnym Mag, czyli mojej ulubionej recenzentki literackiej. Okazuje się bowiem, że jest to dziewczę wszechstronne, utalentowane nie tylko humanistyczno-językowo, ale i kuchennie. Zresztą, jak do tej pory jedyną wadą, jaką u niej odkryłam, jest fakt, że mieszka ona we Wrocławiu, a więc dość daleko od Smoczej Jaskini... No ale nikt nie jest doskonały, więc wspaniałomyślnie jej to wybaczam :)
Jak słusznie zauważyła w przepisie Mag, jedynym kłopotem może być zdobycie lawendy. Pod tym względem Smok poszedł na łatwiznę, bowiem dostał ją pocztą w prezencie od wspomnianej wynalazczyni ciasteczek. Żałujcie, że nie widzieliście miny mojej i Hipka, kiedy otworzyliśmy tę pachnącą paczuszkę :) A skoro już dostaliśmy lawendę, to nie było wymówki i ciasteczka trzeba było zrobić.
Drobna uwaga techniczna odnośnie procesu produkcyjnego - najlepiej mieć do tego pomocnika [w tej roli rzecz jasna genialnie sprawdził się Hipciozaur]. Otóż kiedy rozciapciacie masło z cukrem pudrem i macie nim ubabrane paluszki, to dobrze by było, gdyby resztę składników ktoś wam dosypywał stopniowo na stolicę czy blat, dopóki nie powstanie piękne, kruche ciasto. W przeciwnym razie ubrudzicie sobie dosłownie wszystko w zasięgu kończyn, a połowa masła ubabra opakowanie z mąką względnie paczuszkę z lawendą.
Przysięgam na wszystko, co chcecie - ciasteczka są REWELACYJNE. Niby wyszło ich dużo, ale znikają w tempie ekspresowym [cytat z Hipka: "Smok, zabierz to ode mnie, bo pęknę..."]. Idealne do kawy albo mleka.
A oto materiał ilustracyjny:
"Magulcowe pyszności" na chwilę przed wstawieniem do piekarnika
Mmmm... Palce lizać i obgryzać :)
Sposob na kruche ciasto wedlug Niedzwiedzia:
OdpowiedzUsuń-Kostke masla wlozyc do lodowki i poczekac.
-Make w/g przepisu (w sensie ilosci) przesiac przez sitko i dodac troche (niekoniecznie, ale on szedl na latwizne) proszku do pieczenia.
-Wyjac z lodowki skamieniale maslo, przekroic je (nozem i z trudem) na 4 czesci. Wszystkie 4 czesci wrzucic do przesianej maki i siekac. -Siekac nie siekaczami a nozem na malenkie grudki masla obtoczone w mace.
- Kiedy juz tak siekniemy wszystko na cacy, nalezy szybko zafniesc ciasto (nie p***c sie z nim, jak mawial Niedziwedz), zmontowac kule ciasta, zawinac w folie i wlozyc do lodowki.
- Jak juz tak sie schlodzi, to szybko rzucic na stolnice i rozwalkowac na grubosc 0.5cm.
- W wersji wiekszej (nie wycinanie ciasteczek), mowimy tu o np. spodzie z kruchego ciasta, kule wlozyc do zamrazalnika. Jak juz bedzie gotowa do ubicia kogos, zetrzec ja na tarce o grubych oczkach i w miare rownomiernie rozlozyc/rozsypac wiory tam gdzie trzeba.
A Hipo moze odpoczywac albo poszerzac mozliwosci konsumocyjne...
Pozdrawiam.
pomijajac literowki, to jestem na glodzie, bo wlasnie od tygodnia nie zjadlem nawet POL ciasteczka... Potwor...
UsuńPrzepis Gienia bardziej się chyba nadaje faktycznie do dużych rzeczy, np. właśnie jako spód. No i wymaga trochę siły, a ja jestem przecież malutkim, delikatnym smoczkiem... [hie hie hie...].
UsuńLubię gotować z Hipem, on ma wysoką inteligencję kulinarną. Wcale nie protestował, gdy go zaangażowałam do ciasteczek.
A co tam Robalku? Odchudzanko...?
az slychac jak syczy przepalana podloga... od jadu, ktory kapie w ostatnim pytanku... ;) owszem, odchudzanko, ale raczej, zeby nie wypasc z formy. Mam nadzieje nie wrocic do 94 kg z marca ubieglego roku. Raczej malo prawdopodobne (aktualnie 84).
UsuńMowisz wysoka inteligencja kulinarna? Juz mi sie podoba. Nie ma to jak facet w kuchni :) Moj owszem, gotuje. Ale prochu nie wymysli, w tym caly szkopul. Zreszta Gienias tez mial swoje wpadki. Np. uwielbial jajecznice, ale lekko scieta, taka, zeby jeszcze byla wilgotna. I ni ch*** nie potrafil jej zrobic, zawsze sie mna wyreczal. To samo z pierogami. Za to ciasto na faworki wbujal genialnie! No i ten jego pasztet... Uffffffffffffff...
Oj tam od razu jad... Robalku, toż tu sami swoi, jeśli chodzi o problem z "małymi gabarytami naszych mieszkań" :)
UsuńNooo, Hipek ma wiele zalet poza kulinarną inteligencją, ale na szczęście nie jest brodaty, więc u Ciebie odpada w przedbiegach :) Ale najlepiej mu wychodzi przyrządzanie mięsa, od deserów ma mnie.
mieszkanie, ktore obecnie zajmuje nie nalezy do malych (w naszym, polskim rozumieniu) - salon, 4 sypialnie, 2 lazienki i kuchnia :P - ot, takie malenstwo...
UsuńBrode mozna zapuscic, a odpada z 2 powodow - Ty i R. Zawsze tak bylo.
A dobre miesko nie jest zle... (i zeby nie bylo, nie mowie o H).
Już wiem, co zrobię zaraz po powrocie :) tylko suszoną lawendę zastąpię suszonymi pączkami róż... nadają się do herbaty, to do ciastek też powinny, nie? chyba, że lawendę uda mi się upolować :)
OdpowiedzUsuń(zakładając, że wrócę z głową na swoim miejscu... trochę mnie to stresuje ;) )
A na jak długo Wy do tego Egiptu...?
UsuńMyślę, że do tych ciasteczek nada się generalnie wszystko, co drobno zmielone. Już z Hipkiem planujemy wersję z kakao, makiem i wiórkami kokosowymi.
niecałe dwa tygodnie :) do zobaczeni po powrocie :)
OdpowiedzUsuńDwa tygodnie to jakoś chyba do przeżycia... Ale i tak czekam tu na Ciebie niecierpliwie :)
UsuńJa zamierzam Cię odwiedzać, jeśli uda mi się z Internetem połączyć. Wprawdzie od jakiegoś czasu są przerwy w dostawie prądu, więc nie liczę na zbyt wiele jeśli chodzi o mobilny dostęp do sieci, ale nie należy tracić nadziei :)
Usuńzaczerwieniłąm się
OdpowiedzUsuńZarumieniłaś, jak ciasteczka :)
Usuń