Zgodnie z zapowiedzią post z serii: "Co tam, panie, u obcokrajowców słychać?".
Jeśli chodzi o grupę "świeżynek", to po pierwszym tygodniu pojechała Wendy [niestety - bo to wyjątkowo miła i uśmiechnięta starsza pani]. Na jej miejscu natomiast wylądował dość osobliwy przypadek ucznia, czyli 44-letni Jonas, bohemista z Austrii, facet zakochany w kulturze słowiańskiej. Z racji wykształcenia znał rzecz jasna perfekcyjnie język czeski, do tego uczył się też rosyjskiego, a teraz przyszedł kolej na polski. W tej kwestii jako lektor miałam znacznie ułatwione zadanie, bo trudno o lepszy materiał na ucznia, niż filolog jakiegokolwiek języka. Dlaczego? Otóż człowiek z tego typu wykształceniem przyzwyczajony jest do patrzenia na język niejako "od środka", ze świadomością procesów zachodzących w obrębie wymowy, gramatyki czy słownictwa. Co więcej, filolog na bank zna podstawowe terminy gramatyczne, więc kiedy użyjesz przy nim takich magicznych słów, jak "podmiot", "deklinacja", "koniugacja" czy "zaimek", to na pewno nie spojrzy się na Ciebie, jak przysłowiowe cielątko na malowane wrota.
Oczywiście językowcy są zwykle bardziej dociekliwymi studentami, niż przeciętni zjadacze chleba i w związku z tym nie zadowalają się prostymi odpowiedziami. Jeśli jednak nauczyciel sam zna się na tym, co wykłada, to nie powinno być problemu. Kiedy "zwykli" uczniowie pytają o przyczynę jakiejś reguły, to najbezpieczniej odpowiedzieć: "Bo tak już jest", natomiast w przypadku filologa można podać, z jakim procesem fonetycznym ma to związek. Przykład pierwszy z brzegu - odmiana przymiotnika i rzeczownika w bierniku, rodzaj męski żywotny:
Mianownik: [kto? co?] dobry pan wysoki człowiek
Biernik: [kogo? co?] dobr-ego pana wysok-i-ego człowieka
Podajesz więc regułę, że końcówka przymiotnika w bierniku dla męskich żywotnych to -ego, ale jeśli temat jest zakończony na "k" albo "g", to trzeba dodać przed końcówką 'i". Zwykle to wystarcza, ale czasem student chce wiedzieć, dlaczego?
Odpowiedź dla przeciętnego ucznia: Bo tak już jest.
Odpowiedź dla filologa: To efekt czwartej palatalizacji polskiej.
I wszystko jasne :)
Urocze w uczeniu Jonasa było to, że wszystkie znane przez niego języki słowiańskie - a więc czeski, rosyjski i polski - kompletnie mu się mieszały. Z rosyjskiego wplatał głównie słownictwo [facet chyba nigdy nie zapamięta, że "herbata" to nie jest "czaj" :)], a z czeskiego gramatykę i składnię [odwieczny problem z czasownikiem "być" - zamiast "Ona jest głupia", to "Ona je głupia", a także używanie "a" zamiast "i" - "Proszę chleb a mleko"]. Nie mógł się też nadziwić, że u nas jest "rosyjski", a słowo "ruski" ma zabarwienie negatywne. "No jak to? Przecież w Rosji ludzie mówią o sobie "Ruski", a nie "Rosjanin!". Tego mu akurat nie mogłam wyjaśnić, bo mnie samej wydaje się to mocno nielogiczne :)
W grupie 1C za to do Francuza i Amerykanina dołączyła Libanka Fida - zresztą bardzo piękna, młoda kobieta, więc Pierre z miejsca zaczął się do niej ślinić. Niestety dla niego bije obu panów inteligencją oraz kulturą osobistą na głowę, więc nie ma najmniejszych szans, by zwróciła na Francuza uwagę. Bardzo pilna i dociekliwa, zapisująca skrupulatnie każde nowe słowo, które pojawiło się na zajęciach. Przy okazji lekcji o sporcie natomiast wywiązała się między nami dość ciekawa rozmowa. Zapytałam słuchaczy, jakie w ich krajach są najpopularniejsze dyscypliny, na co Fida z kwaśnym uśmiechem oświadczyła... że wojna.
- Ale jak to wojna? -zdziwiłam się.
- Normalnie. - Fida wzruszyła ramionami - W Libanie od 30 lat jest wojna. Dla mężczyzn to najlepsza dyscyplina sportu. Innej się nie da uprawiać.
- A dlaczego wybuchła ta wojna?
- Nikt nie pamięta. Zawsze była wojna. Taki sposób na życie.
- Nie umiem sobie wyobrazić, jak można żyć w kraju, w którym od 30 lat jest wojna. - stwierdziłam współczująco.
- Przyzwyczajenie. Ja sobie nie umiem wyobrazić, jak można żyć w kraju, w którym temperatura spada poniżej zera...
Tjaaa... Co kraj, to obyczaj, ale ja jednak zostanę przy naszych zimach ze śniegiem...
To jeszcze zanim wyjadę: przez krótki czas arabskiego uczyła mnie Libanka. Kiedyś wspomniała, że studiowała stosunki międzynarodowe, ale na miesiąc przed końcem kolejnego roku, wyrzuciła wszystkie książki. Zapytana dlaczego, odpowiedziała "bo jak bez ostrzeżenia mi zaczęli bomby na kraj spuszczać, uznałam, że te książki są g*** warte".
OdpowiedzUsuńJedna z tych historii, które powodują śmiech, ale bardzo gorzki...
Ano... W takich chwilach cieszę się, że są na świecie rzeczy, które mi się nie mieszczą w głowie, na przykład wojna. I mam nadzieję, że nigdy nie będą musiały się zmieścić.
UsuńWojne zaczynaja zawsze mezczyzni... i za Fida powtarzam: to dobry sport dla mezczyzn, a przy okazji udziela sie innym ... i to jest bardzo smutne!
OdpowiedzUsuńSerdecznosci
Judith
Mając w tym momencie w pamięci kilka kobiet w historii, które stały za wojnami, sprostowałabym - wojny wywołują ludzie, którzy mają za dużo władzy nad innymi. Ale fakt, świat jest tak skonstruowany, że częściej mają ją mężczyźni.
UsuńWojna jako sposob na zycie... bardzo pesymistycznie to zabrzmialo. I jakos tak mi sie chlodno zrobilo, mimo lata na zewnatrz :-(
OdpowiedzUsuńMnie też. Zwłaszcza, że powiedziała to bardzo spokojnie, raczej bez emocji - mniej więcej właśnie tak, jak my mówimy o mrozach. Na zasadzie - nie jest to przyjemne, ale taki świat był, jest i będzie. Brrr...
UsuńNie wiem sama, czy to optymizm, czy pesymizm, czy buddyzm... Ale smutno mi się zrobiło po tym ostatnim akapicie.
OdpowiedzUsuńW wykonaniu Fidy to niestety pewnie realizm.
Usuńpalatalizacja spolglosek, albo zmiana grup naglosowych... przeglos polski i lechicki...prawo analogii i wzdluzenie zastepcze... ech... moja s.p. polonistka byla niesamowita... tyle lat juz minelo od matury...
OdpowiedzUsuńpytanie: dlaczego ruski ma zabarwienie negatywne i dlaczego Rosjanin? Odpowiedz dla filologow: BO TAK JUZ JEST. (zrodlo: ZYCIE i OBYCZAJE).
A propos pomylek, to mnie sie cfzesto zdarzalo mowic en zamiast a wlasnie, gdzie pierwsze oznacza W, a pozostale DO-O-PO-NA (i pare innych).
A w kwestii wojny, to ja tutaj mam wspomnienia Franco i ETA... Bardzo gorzkie.
To ja juz wole jery twarde i miekkie, choc mozna mnie posadzic o bezsmyslnosc, lub egoizm. Ale to akurat chuj mnie obchodzi. Przynajmniej w kwestii wojny. Niewazne, dla kogo jest ten ''sport''. Ludzie maja prawo do pokoju w swoim kraju.
Poziom nauczania niestety systematycznie pada na cyce, ale to temat na osobnego posta [i to chyba już niedługo]. Przedwojenna matura to tak, jak teraz doktorat. Moja matura przy Twojej to śmiech na sali, tak jak obecna matura jest śmiechem przy mojej. Ciekawe tylko, gdzie będzie granica? Czy dożyję czasów, w których na egzaminie maturalnym trzeba będzie wykazać się umiejętnością własnoręcznego podpisania?
Usuńi poza tematem... potrzebowalbym pare zdjec ''oryginalnej'' Dragonelli... Moze byc makro, szczegoly sa u Niej wazne :)
OdpowiedzUsuńTo proszę o maila ze szczegółami :) jakie zdjęcia, po co, na co, dla kogo :)
Usuńale ja mowilem o tej co to ja wywiozlas z Wlocka w poszewce (zoltej). Akurat Twoja podobizne udalo mi sie zachowac, jak nie bedziesz grzeczna, to opublikuje :) Zwlaszcza, ze wystepujesz w rozowej kiecce :P
OdpowiedzUsuńAaa, o tej Dragonelli mówisz. To nie ma sprawy.
UsuńJA w różowej kiecce??? To chyba z imprezy u mojego brata... Ale zdjęć z maratonu w Gdańsku i tak nic nie przebije :)
Maratonu w Gdansku tym bardziej :) Hahahahahahaha :)
OdpowiedzUsuń