Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

czwartek, 21 lipca 2011

Fucha

   Trafiła mi się wakacyjna fucha. A było to tak:
    W poniedziałek ok. godziny 16 zadzwoniła do mnie koleżanka z "drugich studiów" - tj. nauczania języka polskiego jako obcego -  z którą nie kontaktowałyśmy się ładnych parę lat [na tyle długo, że zdążyła zmienić stan cywilny i właśnie oczekuje pierwszego dziecka, o czym nie miałam pojęcia]. Bez zbędnych wstępów wyjaśniła, że jedna ze szkół językowych w mieście potrzebuje lektora dla grupki Niemców na krótki, wakacyjny kurs - ale problem polega na tym, że trzeba by zacząć "już-teraz-zaraz", czyli następnego dnia o 9 rano... Byli najwidoczniej w prawdziwie podbramkowej sytuacji, skoro szukali nauczyciela niejako z łapanki, pocztą pantoflową i przez krewnych i znajomych Królika. No cóż, sezon wakacyjny - ci lektorzy, którzy mieli znaleźć na ten okres zatrudnienie, to je już znaleźli, a reszta pojechała na urlop...
    W pierszym odruchu byłam dość zaskoczona i odmówiłam. No nie, bez numerów - jeśli nie liczyć lekcji z biednym Miszą, to poza odbyciem praktyk na studiach zwyczajnie nie mam doświadczenia w prowadzeniu zajęć dla obcokrajowców, a tu musiałabym to zrobić od razu, z marszu, nie mając czasu na przygotowanie się... Jestem osobą bardzo poważnie traktującą swoją pracę i nienawidzę "odwalać fuszerki". Jeśli się czegoś podejmuję zawodowo, to przykładam się na tyle, na ile jestem w stanie, a tu po prostu, z przyczyn obiektywnych nie miałabym takiej możliwości. Powiedziałam więc koleżance, że niestety może innym razem. Po zakończeniu rozmowy zrelacjonowałam jej przebieg Hipopotamowi, który delikatnie objechał mnie, że przesadzam - i że na tyle mnie zna, by wiedzieć, że pójdzie mi świetnie... Tłumaczyłam, że owszem, uczyć to ja umiem, ale pomiędzy uczeniem polskich dzieci o Mickiewiczu a wyjaśnianiem innastrańcom, kiedy stosować dopełniacz, a kiedy biernik, jest kolosalna różnica, ale Hipek dalej swoje... Albo ma skubany dar przekonywania, albo zna na wyrywki Instrukcję Obsługi Smoka i wie, który guzik w którym momecie nacisnąć, by wywołać pożądany efekt - dość, że w końcu oddzwoniłam i poprosiłam o numer telefonu do tej szkoły językowej. W rezultacie dwie godziny później siedziałam u nich w sekretariacie i zapoznawałam się z programem nauczania przewidzianym na ten kurs.
   O ofercie pracy dowiedziałam się w poniedziałek o godzinie 16, pierwszą lekcję zaczęłam we wtorek o 9 rano. Mówcie, co chcecie, ale dla osoby bez konkretnego doświadczenia to tempo dość zawrotne.
   Nie odkryję Ameryki stwierdzając, że zupełnie innego podejścia dydaktycznego wymaga uczenie Małpek, które mają z założenia wszystko co mówię głęboko pod ogonkiem, a innego prowadzenie zajęć dla dorosłych ludzi, którzy płacą ciężką kasę tylko po to, by opanować chociaż podstawy języka. Nie pytajcie mnie, co jest łatwiejsze, bo te dwie sprawy są zwyczajnie nie do porównania i mają swoją własną specyfikę. I rzecz jasna zarówno plusy, jak i minusy. A jakie?

MAŁPKI:
1) ZALETY:
    - lekcje praktycznie nie wymagają przygotowania merytorycznego [tzn. jeśli chodzi o wiedzę], bo poziom jest na tyle niski, że niezbędny materiał mam po prostu w głowie
    - nikt nie wymaga od ciebie osiągania zadowalających wyników nauczania [czyli - jeśli coś się uda, to świetnie, ale normą jest raczej to, że dzieciarnia opuściła zajęcia z taką samą pustką w głowie, z jaką weszła]
    - kiedy czasem, od wielkiego dzwonu, któraś Małpka coś załapie, zrozumie, albo uda ci się ją skłonić do tego, by przyswoiła pewnien element wiedzy z ciekawością, to czujesz się tak, jak byś zdobył nagrodę w konkursie na Nauczyciela Roku
2) WADY:
   - prowadzenie zajęć grozi nauczycielowi uszkodzeniem ciała/ kalectwem / nerwicą / chorobą psychiczną [przesadzam, ale TYLKO troszkę...]
   - nauczyciel musi być przygotowany na kontakt z osobami, dla których wyrażenie "zasady dobrego wychowania" to martwy frazes
   - w trakcie zajęć nawet na moment nie wolno osłabić czujności i spuścić podopiecznych z oczu
   - uczniowie są w szkole z przymusu i wykrzesanie z nich choćby odrobiny zaangażowania to jak oczekiwanie, że Ojciec Dyrektor przestanie wyłudzać pieniądze od słuchaczy Radia Maryja [czyli - cuda się zdarzają, ale jednak nie bardzo często...]
   - dzieciaki siedzące po drugiej stronie biurka z różnych powodów "do najzdolniejszych nie należą" [że tak posłużę się zgrabynym eufemizmem]
   - trzeba uruchomić w sobie ogromne pokłady cierpliwości, a także walczyć z frustracją, kiedy obserwuje się po raz enty, że pomimo stawania na uszach znów nic im do tych przepitych i przepalonych mózgownic nie weszło

OBCOKRAJOWCY:
1) ZALETY:
   - słuchacze są na zajęciach, bo tego naprawdę CHCĄ, a zatem kwestię ich zmotywowania nauczyciel ma w zasadzie załatwioną
   - są zdeterminowani, by wynieść z lekcji jak najwięcej [i bynamniej nie mam na myśli wyniesienia stołu, krzeseł i odtwarzacza CD, jak to byłoby w przypadku Małpek...]
   - pytają wtedy, kiedy chcą się czegoś dowiedzieć, a pytania dotyczą tematu lekcji [a nie np. moich poglądów społecznych czy preferencji seksulanych]
   - prowadzę lekcję dla normalnych, dorosłych ludzi, znających zasady współistnienia społecznego [a zatem na pewno nikt nie nazwie mnie szmatą i nie rzuci we mnie kanapką, kiedy się odwrócę...]
   - szkoła, jak na prywatną przystało, jest dobrze wyposażona [nawet nie wiecie, jaką ulgą jest pisanie markerem na tablicy magnetycznej zamiast babrania się z kredą i obleśną, mokrą gąbką...]
2) WADY
   - masz do czynienia z KLIENTEM, który MUSI być zadowolony i to do ciebie należy takie poprowadzenie zajęć, by delikwent wyszedł z bananem na ustach
   - musisz uważać, by nie osłabić motywacji ucznia i zminimalizować frustrację pojawiającą się w przypadku porażki [czyli jeśli mu nic do głowy nie wchodzi, to twoim zadaniem jest takie pokierowanie zajęciami, by mu się coś wreszcie udało]
   - nawet jeśli oczekiwania delikwenta są wygórowane i nierealne do spełnienia, musisz dać mu odczuć, że traktujesz je jak najbardziej serio i robisz wszystko, by je spełnić
   - każde zajęcia wymagają długiego przygotowania, bo muszą być przemyślane, wartościowe, a przy tym ciekawe i zabawne [a najlepiej, jeśli w ich trakcie śpiewasz, tańczysz i przytupujesz do taktu uszami]

   No i tak to z grubsza.
   A dla Was, moi drodzy czytelnicy, podjęcie się przeze mnie tej pracy ma jeszcze jedną zaletę - będę miała materiał na kilka kolejnych postów. Które - niebawem :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz