Zgodnie z tematem posta - zdaje się, że to koniec lipcowego opierniczania się. Nie to, żebym miała jakieś zatrważające ilości studentów [te wakacje w szkole językowej to wyraźnie gorszy sezon], ale jakaś praca się wreszcie znalazła. Oprócz stałych zajęć z Drybkiem mam mianowicie od minionego wtorku intensywne [czyli po 4-5 godzin dziennie] indywidualne lekcje z Jekateriną z Petersburga.
Katia ma ok. 40 lat i jej poziom języka polskiego to zero totalne - tyle tylko, że zna już na szczęście angielski, więc przynajmniej odpada mi kwestia uczenia ją alfabetu łacińskiego. Lubię zajęcia ze Słowianami, bo z powodu podobieństwa języków zwykle szybciej łapią i słownictwo, i gramatykę. Zwykle, bo niestety nie w przypadku Katii. Byłam początkowo tym trochę załamana, bo nie kojarzyła dosłownie żadnych podobieństw w polskiej i rosyjskiej leksyce - a przecież jest ich cała masa. No nie mieściło mi się w głowie, że będąc Rosjanką można nie wpaść na to, że [dla przykładu] jabłko to jabloko, mleko to maloko, a siostra to siestra... Ku mojej uldze około trzeciej lekcji Katia się trochę rozkręciła, tzn. zrobiła się mniej spięta i przestała przy nauce podstaw polskiego kurczowo trzymać się umysłu, a zaczęła ufać intuicji językowej, czyli robić pewne rzeczy "na czuja". Nie jest to na pewno wzorcowa metoda szkolna, ale akurat w przypaku uczenia się języka pokrewnego - a takimi są polski i rosyjski - daje całkiem niezłe rezultaty. Choć i tak bardzo bawi mnie, że gramatykę - zgodnie z wyraźnym życzeniem uczennicy - mam wyjaśniać jej po angielsku. Fajna parodia, żeby Polka musiała dogadywć się z Rosjanką w germańskim narzeczu... :)
W obniżeniu poziomu stresu u Katii pomaga mi też rzecz jasna moja skromna znajomość rosyjskiego. Wiecie, zawsze jej się trochę cieplej zrobi na sercu, jeśli za dobrze zrobione ćwiczenie usłyszy: "No! Kak haraszo!" albo "Wsio prawilno!" [choć doskonale zdaję sobie sprawę, że mój rosyjski jest tak twardy i kanciasty, jak prycza w ruskim więzieniu]. I kiedy już trochę wyluzowała, to mogę na miarę swoich możliwości odwołać się do jej języka:
JA: Proszę się przedstawić. Jak się pani nazywa?
KATIA: Mnie nazywam Jekaterina...
JA: Żadne mienia zawut... Nazywam się - albo - mam na imię Jekaterina...
JA: Czy masz rodzeństwo? Brata albo siostrę?
KATIA: U mnie jest brat.
JA: W Rasiji jest brat. W Polsze - MAM brata. On moj :)
A już najzabawniej jest, kiedy robi się polsko-rosyjsko-angielski miks:
JA: Hobby. Co lubię? Można powiedzieć:
lubię - szto dielat'? - czytać, pływać - verb in infinitive
lubię - kawo? szto? - literaturę, pływanie - noun in accusative
interesuję się - kiem? cziem? - literaturą, pływaniem - noun in instrumental
Dość w każdym razie powiedzieć, że się Jekaterinie najwyraźniej spodobałam. Z początku wykupiła kursik tylko na tydzień, ale potem zażyczyła sobie kolejnych 20 godzin i to koniecznie ze mną. Potem co prawda wyjeżdża, ale wraca na przełomie września i października. Już mnie pytała, czy po wakacjach też będę mogła ją uczyć [no będę, ale niestety tylko po południu]. Wiem na razie tyle, że będzie z rodziną co najmniej 3 lata w Polsce, a jej mąż musi albo pracować dla jakiejś dużej firmy, albo dla państwowej - bo te lekcje finansowane są z jego "zakładu pracy". W związku z tym nie może się u mnie uczyć prywatnie [pytała o taką ewentualność], bo jej nie wystawię faktury.
Tjaa... A w sekretariacie szkoły językowej pytali mnie, jak się z Katią dogadujemy. "Bo ona jakaś taka ponura, wiecznie naburmuszona albo smutna...". Że hę? Nie zauważyłam :) Widać mam podejście do Słowian.
Oooo, dawno nic nie było...
OdpowiedzUsuńCiekawe, ciekawe, lubię czytać Twoje opwieści o innostrańcach :-)))
Jeśli tylko jest o czym pisać, to chętnie piszę :)
Usuń"Kak tiebia zawod - mienia zawod ślusarz" :):)
OdpowiedzUsuńSię nie śmiej - w Chinach tradycyjnie jak się człowiek przedstawiał, to najpierw podawał zawód [jako najważniejszą informację o sobie]. Czyli byłoby - nazywam się Nauczycielka Smoczyca Dragonella.
Usuńz ta intuicja jezykowa to prawda, niejednokrotnie pomogla mi znalezc porozumienie :) masz szanse oszlifowac te swoje kanty w rosyjskim :)
OdpowiedzUsuńNa dobrą sprawę to już ponad pół roku szlifuję te kanty z moją Ukrainką i dupa zbita... Ale od września mam ambitny plan pójścia na regularne lekcje rosyjskiego do szkoły językowej, bo tak to nic z tego nie będzie.
Usuńczasem osoba nieśmiała i niepewna siebie oceniana jest jako smutna lub zarozumiała
OdpowiedzUsuńMyślę, że masz sporo racji.
UsuńMasz podejście nie tylko do Słowian, ale i do małpek ;)
OdpowiedzUsuńA z małpkami to różnie bywa jak wiadomo...
UsuńCzyli co, powinna mi się jeszcze trafić Małpka-Innastraniec :)
Masz swietne podejscie do ludzi :))
OdpowiedzUsuńNie ma co uogólniać. Akurat do niej mam :)
Usuń