A na razie - wczoraj w ramach taktycznej ewakuacji z Pomarańczowej Jaskini [pękła skorodowana rura w kuchni, w rezultacie trzeba było wszystko porozkręcać i wymienić baterię] - pojechaliśmy na obiad do wiejskiej posiadłości Seniorki. Awaria w kuchni to oczywiście dobry pretekst, żeby poznać Misia, który nota bene zdążył już dostać trochę oryginalniejsze imię, czyli Metys. No cóż, zawsze może być po prostu Misiem-Metysiem :)
Powiem jedno - psiak jest rzeczywiście przekochany. Kompletnie niekłopotliwy, typowy podwórkowy pies stróżujący. W ciągu dnia najchętniej leży w wykopanej przez siebie małej jamce pod świerkiem, choć oczywiście karnie przychodzi, jeśli się go zawoła. Ożywia się nocą - najpewniej poprzedni właściciele trzymali go na łańcuchu lub na smyczy, a po zmroku spuszczali, żeby pilnował obejścia. Misio jest oazą spokoju, akceptuje wszystko, co człowiek z nim robi - nawet, jeśli jest to coś średnio przyjemnego, jak np. wyczesywanie skołtunionej sierści czy zdejmowanie rzepów, które uczepiły się jego dość gęstegp futra. Po prostu stoi i czeka cierpliwie, aż zabiegi pielęgnacyjne się skończą. Jest straszną przylepą, głaskania po mordce nigdy nie ma dosyć. Za to niestety kompletnie nie potrafi się bawić, więc o żadnym rzucaniu patyczków nie ma mowy - co więcej, biedaczek boi się gwałtownych ruchów, prawdopodobnie myśląc, że ktoś chce czymś rzucić w niego... Nie jest w ogóle nauczony przebywania w domu i jeśli się go tam nawet jakimś cudem zwabi, to Misio chodzi w kółko niespokojnie i czmycha na podwórko pod byle pretekstem. Zupełnie zatem nie nadaje się do mieszkania w bloku. Przeszedł też już "test na dzieci" - bo wpadły z wizytą wnuki męża Seniorki, dziewczynka lat 7 i chłopczyk lat 3. No i okazuje się, że dzieciaki to już w ogóle mogą z nim robić wszystko, łącznie z ciągnięciem za uszy i ogon oraz zaglądaniem w zęby. Nic, zero najmniejszej reakcji, nawet pół warknięcia czy szczeknięcia. Nauczyli go najwidoczniej, że "szczeniąt należy pilnować" - bo nie spuszczał w ogrodzie ferajny z oka, a trzylatka pieczołowicie wylizywał - widać uznał, że należy mu się kąpiel :)
Dalej zatem szukamy Misiowi-Metysiowi dobrego domku. Szkoda, że bydlątko ewidentnie nie nadaje się do zamkniętego pomieszczenia, bo sami się w nim z miejsca zakochaliśmy - naprawdę, nie dało się inaczej. Bezproblemowy psi ideał - ale w Pomarańczowej Jaskini naprawdę by się męczył, mając przez cały dzień za towarzyszkę wredne, neurotyczne Pumiszcze i będąc skazanym co najwyżej na jeden dłuższy spacer dziennie plus wypady pod blok na szybkie siku... Mam nadzieję, że przed zimą uda mu się coś znaleźć. Ktoś będzie miał z niego prawdziwą pociechę.
Jaki piękny na dokładkę...
OdpowiedzUsuńOby znalazł jak najlepszy domek...
Naprawdę na niego zasługuje. Sama ogromnie żałuję, że mam małe mieszkanie w bloku. Pies jest tak kochany, że do schrupania :)
UsuńPsi ideał po prostu :-) Nie wiem, gdzie tymczasowo Metys zamieszkuje, ale nawet gdyby to było blisko mnie (mam wielki ogród i zagrodę dla psa z budą) , to pewnie rodzina plus koty by oprotestowali moją chęć przygarnięcia kudłacza.
OdpowiedzUsuńPorozmawiaj z rodziną, może akurat... W kwestii szczegółów to zapraszam do mnie na priva, czyli przez maila, wtedy napiszę, co i jak. A z ręką na sercu mówię - do domu z ogrodem to on jest idealny. Tylko nie wiem jak z kotami, bo wiejskie trochę gania, jak przychodzą na stołówkę MOP-su. Jak ma być stróżujący, to jest :)
UsuńDragonello - nie dało rady :/ :(
OdpowiedzUsuńRozumiem... Decyzja o wzięciu psa powinna być przemyślana, żeby potem żadne zwierzę nie cierpiało przez człowieka. Szukamy cały czas dobrego domku dla Misia-Metysia... Ale i tak dziękuję Ci bardzo za starania.
Usuń