Misiu przybłąkał się do wiejskiej posiadłości Seniorki tak z półtora tygodnia temu, w trakcie morderczych upałów. Po prostu - ułożył się koło ogrodzenia pod tujami i ani myślał sobie pójść. Początkowo mąż Seniorki wynosił mu tylko wodę, celowo nie dając nic do jedzenia w nadziei, że może jednak bydlątko da za wygraną i poszuka sobie innego domku. Misiek jednak był uparty, więc po trzech dniach został nakarmiony [gwoli ścisłości - za pierwszym razem awaryjnie suchą karmą dla wiejskich kotów, ale nie wydaje się, by poczuł się tym faktem jakoś specjalnie urażony :)]. No i na razie rezyduje.
Piesek ewidentnie musiał się komuś zgubić. Nie jest wynędzniały czy ekstremalnie wychudzony [więc prawdopodobnie jeszcze nie tak dawno miał dom], tylko poduszeczki łapek ma pościerane, czyli pewnie musiał przejść kawał drogi. Seniorka mówi, że to psi ideał - potulny, posłuszny, ufny, zero agresji, od początku pobytu szczeknął może ze dwa razy. Zna podstawowe komendy, podaje łapę, ładnie jeździ samochodem. Weterynarz - bowiem Misiek został już zaszczepiony, a w swoim czasie czeka go drobaczenie - orzekł, że może mieć ok. 4 lat. No i jest śliczny... Widać to było już od początku, choć kiedy się przybłąkał, to jego sierść stanowiła obraz nędzy i rozpaczy.
Misiu został jednak zabrany do psiego fryzjera, u którego nota bene też okazywał stoicki spokój, cierpliwie znosząc tarmoszenie i wycinanie płatów pozlepianej sierści. Prawdopodobnie takie zabiegi to dla niego nie pierwszyzna, skoro wiedział, jak należy się zachować. No ale efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania:
Okazuje się zatem, że znajdka to owczarek australijski - jeśli nawet nie czystej krwi, to jakaś bardzo mocno stężona mieszanka. Waży ok. 30 kg.
I tu pojawia się problem - co dalej z Miśkiem będzie...? Seniorka rzecz jasna rozmieszcza ogłoszenia gdzie się tylko da oraz sprawdza rozmaite portale internetowe, bo może ktoś biedaka szuka. Ale jeśli właściciel się nie znajdzie, to trzeba będzie znaleźć pieskowi dobry domek. Seniorka z mężem rozważali to bardzo długo, ale jednak nie mogą go zatrzymać - choć mama naprawdę bardzo by chciała, bo Misiek jest cudownym psem, którego nie da się nie pokochać. Niestety póki co w roku szkolnym pracę mają wyjazdową, a wiejska posiadłość nie nadaje się do mieszkania w niej zimą. Pojawiłby się więc problem, bo nawet, jeśli Misio zostałby na etacie psa podwórkowego z kojcem i budą, to mimo wszystko musiałby do niego ktoś zaglądać choć raz na dwa dni, a z tym mogłoby być ciężko... Opcja odwiezienia go do schroniska nie wchodzi w rachubę, bo naprawdę szkoda takiego fajnego psiaka. Póki co więc Misiek śpi sobie w swoim dołeczku pod tujami, a my szukamy mu nowej rezydencji. Nie jest to sprawa morderczo pilna, bo dopóki jest ciepło, to bydlątko spokojnie może sobie w ogrodzie mieszkać, a Seniorka z mężem są na wsi bardzo często, o ile nie cały czas. Tym niemniej przed zimą trzeba coś wymyślić.
Hipek rzecz jasna najchętniej wziąłby go do nas, ale owczarki to zdecydowanie za duże psy na mieszkanie w bloku - tym bardziej na 34 metrach razem z kotem. Umęczylibyśmy się wszyscy. Ale jesteśmy dobrej myśli, bo taki piękny i co najważniejsze przyjazny pies przecież musi prędzej czy później znaleźć odpowiedni dom.
Tu mówi Seniorka:) Jest postęp - pies śpi na tarasie, pod daszkiem. Chyba zrozumiał, że po toalecie nie uchodzi koczować w ziemiance...
OdpowiedzUsuń