Dla wielbicieli postów o Młodej Gniewnej mam złą wiadomość: zdecydowała, że nie będzie już uczennicą Zoo. Oczywiście wiem o tym od poniedziałku, kiedy to ze zdziwieniem zobaczyłam, że nie ma jej na liście mojej nowej klasy. Dziś natomiast przyszła do mnie w odwiedziny [ku uciesze 3B, z którą akurat miałam zajęcia :)], więc poznałam trochę więcej szczegółów. Otóż Sylwia stwierdziła, że zapisze się do zaocznego liceum dla dorosłych. Decyzja podyktowana jest jak sądzę głównie tym, że będzie tam miała zajęcia tylko w weekendy, a zatem łatwiej jej będzie zorganizować opiekę do dziecka, kiedy już się urodzi. Z tego punktu widzenia rzecz jasna będzie miała lepiej - tylko co w jej sytuacji da matura? Gdyby została w Zoo, za trzy lata miałaby zawód, a tak po takim samym czasie będzie musiała kontynuować naukę, bo kto ją zatrudni z gołym średnim wykształceniem? Na studia nie pójdzie, pozostaje więc szkoła policealna, czyli kolejne lata nauki. W tle małe dziecko i nieciekawa sytuacja finansowa - mówiąc szczerze, marnie to widzę. No cóż, pożyjemy, zobaczymy. Ale żeby nam nie było smutno, to Młoda Gniewna zapowiada, że na zawitanie w progi Zoo szykuje się jej młodsza siostra. Jest teraz w szóstej klasie podstawówki i do tej pory co prawda jeszcze nie powtarzała roku, ale i tak Sylwia kładzie jej do głowy, by się dziecko nie wygłupiało i od razu startowało do nas, a nie do zwykłego gimnazjum. Tjaaa... Bo i gdzie będzie miało lepiej?
Pamiętacie Hiszpana? Po ukończeniu gimnazjum zdecydował się zostać w naszej zawodówce. Być może zresztą nie miał innego wyjścia - pewnie za słabo napisał egzamin z języka polskiego... Tak czy siak, kształci się na cukiernika. No i ma się rozumieć "awansował" na Muppeta, czyli jest w mojej klasie :) A propos, to miałam dziś godzinę wychowawczą, na której miały miejsce takie oto wymiany zdań z Hiszpanem:
JA: Przekażcie rodzicom lub prawnym opiekunom, że w szkole obowiązuje miesięczna składka w wysokości 10 złotych na materiały dla was - papier do ksero, tonery... Jak znam życie, to nie kupicie książek, a na czymś trzeba pracować, więc nauczyciele będą musieli przynosić wam tony kserówek. To się samo nie sfinansuje.
HISZPAN: Proszę pani, ja będę miał na pewno wszystkie książki. To czy mam płacić te 10 złotych?
JA: W takiej sytuacji nie aż tyle, bo tylko na sprawdziany i dodatkowe materiały.
(No tak, nie uwzględniłam faktu, że będę mieć ucznia, który jest zainteresowany kupieniem podręczników...)
JA [po umówieniu wszystkiego]: Z mojej strony to tyle ogłoszeń. Czy ktoś ma do mnie jakieś pytania jako do wychowawcy?
HISZPAN: Proszę pani, a czy w tym roku też będę miał dodatkowy polski?
JA [szczerze zaskoczona pytaniem]: Nie wiem, bo egzamin z polskiego masz już za sobą... A chcesz mieć ten polski?
HISZPAN: No pewnie! Dużo jeszcze nie umiem.
JA [zbierając zęby z podłogi]: W takim razie ustalę to z dyrekcją i będziesz miał lekcję, tylko nie wiem, czy ze mną, czy z panią Kozak [czyli jego polonistką z gimnazjum].
(Uczeń Zoo, który dopomina się o lekcje dodatkowe... No świat się kończy...)
Aha, dla zainteresowanych: Marcin z pierwszej klasy jednak się nie pojawił. Nie było go cały dzień w szkole. Jeśli nie okaże się, że to np. z powodu choroby, to poprawię mu tę jedynkę długopisem. No trudno, miał szansę. Szkoda.
:-))
OdpowiedzUsuńRzeczywiście , jest ciekawie od początku a co będzie dalej ?? :-)))
Ciekawy człowiek z tego Hiszpana...
Normalny nastolatek na tle świrków i bandziorków...
Usuń