Wystarczyło kilka dni z mrozami poniżej 10 stopni, by ogrzewanie w Zoo przestało spełniać swoją funkcję. Panie i panowie, dziś w pokoju nauczycielskim było tylko 12 na plusie - a zgodnie z przepisami BHP, jeśli temperatura w szkolnych pomieszczeniach spada poniżej 18, to należy zawiesić zajęcia. Tjaaa... Gdyby jednak nasza dyrekcja chciała się do tego stosować, to Zoo nie nadawałoby się do użytku od połowy listopada do marca. W każdym razie od jutra nie rozstaję się w pracy z moim ukochanym, grubiutkim, bordowym polarem.
Z nowości - tydzień temu przybyło mi kolejne Muppeciątko. Z poprzedniej szkoły wyrzucili go za kiepskie oceny i wagary, zresztą, chłopak ma 17 lat, znakiem czego dwa lata opóźnienia [skoro jest w trzeciej gimnazjum]. Co natomiast warte podkreślenia, Mikołaj jak do tej pory nie dorobił się ani kuratora, ani bogatej kartoteki, a to oznacza, że mogą być jeszcze z niego ludzie. Jego aktualny adres zamieszkania to pogotowie opiekuńcze, gdzie przebywa... na wniosek rodziców! Prosili, ostrzegali, ale ponieważ syn nie potrafił podporządkować się zasadom po dobroci, to załatwili mu miejsce w placówce i osobiście odwieźli. Nota bene starszy brat Mikołaja jest policjantem :) [mam nadzieję, że ta informacja nie trafi do innych małpek, bo chłopak nie miałby u nas życia]. Cóż, pozostaje mieć nadzieję, że mojemu nowemu wychowankowi taka lekcja wystarczy do opamiętania się - i że rodzicom za kilka lat za to podziękuje.
Mam za to problem z innym Muppetem, Krzysiem, który wyrasta na godnego następcę osławionego Dawidka. Trafił do nas na wiosnę z jedynkami od góry do dołu, ale jakoś go przepchnęliśmy do trzeciej klasy, bo sprawiał wrażenie nierozgarniętej intelektualnie sieroty, ale w sumie niegroźnej. Nie wiem, czy tak skutecznie grał, czy naprawdę był wówczas aż tak pogubiony jako świeżo upieczony podopieczny pogotowia opiekuńczego [zresztą, tego samego, w którym teraz przebywa Mikołaj]. Rodzice Krzyśka mają ograniczone prawa rodzicielskie [alkohol, bieda, przemoc - czyli standard...], trafił więc tam w oczekiwaniu na miejsce w Domu Dziecka. Problemy z chłopakiem zaczęły się w tym roku szkolnym na jesieni, kiedy wreszcie trafił do docelowej placówki wychowawczej. Mówiąc wprost bardzo mu się tam nie podoba, więc postanowił dać popalić wszystkim dookoła - i w Domu Dziecka, i u nas. Repertuar klasyczny - niepowstrzymane potoki wulgaryzmów, olewanie poleceń, reagowanie agresją na każdą zwracaną uwagę, pyskowanie do nauczycieli, słuchanie muzyki na lekcjach [i to wcale niekoniecznie przez słuchawki]. Wszystko wskazuje poza tym na to, że Krzyś do tego ma lepkie ręce: z naszej sali zginęła skórzana damska spacerowa torebka, która wisiała tam jako dekoracja od dobrych dziesięciu lat i nikt się nią nawet nie interesował.Nie ma mu niestety jak tego udowodnić [brak monitoringu w salach, a szkoda...], ale różne poszlaki właśnie na niego wskazują. Najbardziej jednak mnie - jako wychowawcę - wkurza oczywiście, że zachowanie Krzysztofa ma demoralizujący wpływ na resztę moich Muppetów. Mając takiego smroda w klasie i oni siłą rzeczy pozwalają sobie na więcej, a w wymiarze doraźnym korzystają na tym, że ktoś rozwala lekcje. A ja nie po to przecież męczyłam się wprowadzając krok po kroku w tej klasie jako takie normy, by teraz mi to wszystko rozpierniczył jakiś gnojek.
Z Krzysiem rzecz jasna próbowaliśmy rozmawiać - najpierw ja, potem Pedagożyca, a ostatnio wylądował na dywaniku u Wiceszefowej. Nic to jednak nie daje, bo po 2-3 dniach spokoju Krzyś znowu się rozkręca. Nie umie - albo nie chce - podporządkować się elementarnym zasadom społecznym. Byłam dziś w tej sprawie u Wice i doszłyśmy do wniosku, że pół roku [czyli do końca trzeciej klasy gimnazjum] to zbyt dużo czasu, by tolerować takie zachowanie i że przez te miesiące chłopak narobi nam zbyt dużo syfu. Uruchamiamy więc "procedurę eksterminacyjną", która ma na celu załatwienie Krzyśkowi biletu do MOW-u w jedną stronę. A ponieważ wiem, że jego Dom Dziecka też sobie z nim nie radzi i że też o niczym innym nie marzą, jak tylko o pozbyciu się go, to sprawa powinna się udać. Wiceszefowa stwierdziła, że osobiście przejdzie się na najbliższą rozprawę chłopaka i jako dyrektor odpowiednio wyłuszczy sądowi, co to za jeden. A wierzcie mi, ona potrafi być bardzo przekonująca i sugestywna...
No oby oby - i to jak najszybciej. 24 uwagi negatywne od września, ukradziona torebka i znerwicowana Marzenka-historyczka, ilekroć ma z moją klasą zajęcia [bo ją sobie Krzysiu szczególnie "upodobał"] to zdecydowanie za dużo jak na Smoczą cierpliwość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz