Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

środa, 19 grudnia 2012

Jedynki, enkaele i "czasoumilacz"

    Koniec półrocza - i tradycyjnie zaczynają się ciekawe wymiany zdań z małpkami-leserkami:

KRZYŚ [patrz post: "Zoo News"]: Psze pani, co mam zrobić, żeby mieć dopa na półrocze?
JA: Nic.
KRZYŚ [lekko zbaraniały]: Jak to nic?
JA: Normalnie. Już nic nie możesz zrobić.
KRZYŚ [z wyraźną pretensją w głosie]: Ale przecież pani w dzienniku wpisała ołówkiem, że mam ndst/dop!
JA. No właśnie. I podjęłam decyzję, że jednak będzie niedostateczny.

    Bo niby czemu mam dawać "ostatnią szansę" delikwentowi, którego jedynym celem na lekcjach przez cały semestr było kombinowanie, co zrobić, aby się nie narobić? Tym bardziej, jeśli z ocen wypada mu ta jedynka, jak w pysk strzelił?

   Albo inna sytuacja, tym razem z zawodówki. Pojawiła mi się dziś na zajęciach Krysia, którą wcześniej widziałam u mnie może ze cztery razy. Siadła sobie cichutko, zeszyt wyjęła, całą godzinę notowała bez protestów [a akurat miała pecha, bo dużo pisania było]. Po skończonej lekcji podeszła do mnie do biurka i stwierdziła, że przyniosła mi zeszyt do sprawdzenia.

JA [przeglądając zeszyt z krytyczną miną]: Rzeczywiście, wygląda na ładny, staranny, większość tematów jest... Mogę ci go sprawdzić, ale i tak będziesz miała enkaela.
KRYSIA: Że jak?!
JA: Prawie w ogóle nie chodziłaś na polski, nie ma więc takiej możliwości, abym cię klasyfikowała.
KRYSIA [podnosząc głos z wyraźną irytacją]: K***, to dopiero teraz pani to mówi? To po co ja siedziałam tu całą lekcję i się męczyłam?!
JA [cichutko i słodko]: A pytałaś...?
KRYSIA: Ja pier***, co za szkoła! [tu nastąpiło wyjście uczennicy z klasy połączone z trzaśnięciem drzwiami].

    Urocze, co? Małpki chyba nigdy nie przestaną mnie zaskakiwać :)

    Ale i rodzice tradycyjnie bywają nie lepsi. Jak zwykle pod koniec półrocza obdzwaniam domy [i zakłady opiekuńcze...] moich Muppetów w celu powiadomienia o wynikach klasyfikacji. I jak co roku zdarza mi się kilka wartych opisania sytuacji.
    Na nominację do tytułu "Szczerość Roku" z pewnością zasługuje matka Alicji - skądinąd całkiem fajnej i niegłupiej dziewczyny, która trafiła do nas ze względu na wagary i powtarzanie drugi rok tej samej klasy. Dzwonię, przedstawiam się i wygłaszam tradycyjną formułkę, że koniec półrocza i że muszę powiadomić o wynikach latorośli. Mój potok urzędniczych słów został jednak przerwany:

MATKA: Tak, tak, dobrze, że pani dzwoni, bo ja i tak miałam się wybrać do szkoły.
JA: O?
MATKA: No bo kuratorka mnie nachodzi i muszę mieć pani podpis, że się ze szkołą kontaktuję... To kiedy można do pani przyjechać...?

    No cóż, przynajmniej kobieta fałszywie nie udaje, że jest zainteresowana córką - tylko otwarcie przyznaje, że musi zgłosić się do mnie, bo inaczej będzie miała nieprzyjemności w sądzie...
    Ubaw mam za to, kiedy dzwonię na numer komórkowy i w oczekiwaniu na podniesienie słuchawki włącza się "czasoumilacz", czyli wybrana przez abonenta melodyjka. Jeśli myślicie, że dzwoniąc do dorosłego człowieka [mającego rodzinę i dzieci na wychowaniu] raczej nie usłyszymy niczego zabawnego, to jesteście w błędzie. W większości przypadków rodzice wybierają "ever-greeny", czyli piosenki zawsze popularne i dobrze znane z radia - ale dziś natknęłam się u jednej z mamuś na prosty, przaśny przebój disco-polo. Typowa melodia na trzech nutach puszczona z syntezatora, ale najlepszy z tego i tak był tekst, który cytuję z pamięci:

Baju-baj, baju-baj: jesteś dla mnie naj,
Baju-baj, baju-baj: tylko siebie mi daj,
Baju baj, zobaczymy dziś raj...

    Matka nie odebrała telefonu, ale szczerze mówiąc to i dobrze - dostałam bowiem niepohamowanego ataku śmiechu...

4 komentarze:

  1. Matko boskoczęstochowsko! :-DDD
    Masz nerwy ze stali! :-DD
    Aha... Ja tez mam czasoumilacz...
    "Myślisz, że odbiorę telefon od ciebie....? HAHAHAHAHAHA!"
    Sporo ludzi wymięka ;-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba też bym wymiękła... :)
      Co do nerwów - to już mój trzeci rok pracy w Zoo, więc po prostu słyszałam niejedno... Niestety.

      Usuń
  2. Nigdy w życiu nauczycielem,
    to chyba za karę a po śmierci prosto do nieba...
    Zawsze podziwiam ...
    Ale i uśmiać się można jak powyżej...
    O tempora, o mores !...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię tę robotę i to jest jedyny powód, dla którego ją wykonuje. Bycie nauczycielem z przymusu to faktycznie koszmar.
      W Zoo zawsze mówimy Księdzu Dobrodziejowi, że on po śmierci pójdzie prosto do nieba, bo jeśli nawet nagrzeszył, to praca jako katecheta w Zoo posłuży mu za karę czyśccową :)

      Usuń