Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

wtorek, 25 grudnia 2012

Erozja świąteczna

    Święta mam niestety pod hasłem nawrotu erozji rogówki. No cóż, pani doktor ostrzegała, że to cholerstwo lubi nawracać - i w moim przypadku się nie pomyliła. Może i nie dbałam o to oko wystarczająco sumiennie, ale to musiałabym:
- wygonić Jej Wysokość z naszego stadnego legowiska [bo z pewnością sierść na poduszce ma właściwości podrażniające...], czego absolutnie nie mam ochoty robić,
- ograniczyć przesiadywanie przed laptopem [też czarno to widzę...],
- nic nie pisać na tablicy w Zoo, a już na pewno jej nie ścierać [pyły z kredy!], co jest absolutnie niewykonalne. Że niby mam od tego dyżurnych? Tjaa... Jjjasne, powiedzcie to małpkom, życzę powodzenia.

    Tak czy siak, erozja mi się odnowiła. W środę 19 grudnia było to jeszcze uwieranie i uczucie piasku za powieką, a potem z dnia na dzień już tylko gorzej. Od piątku Hipek został zatrudniony do przeprowadzania "operacji na otwartym oku", tzn. zapuszczaniu trzy razy dziennie kropli i maści, które mi zostały z poprzedniego razu. No i powoli przechodzi, choć do ideału to jeszcze daleko. Najgorsza była sobota - permanentne uczucie wbijania się w gałkę oczną wiercącego się szpikulca. Niezależnie od tego, czy oko jest otwarte, czy zamknięte, to ból jest koszmarny. W dodatku na tym etapie lekarstwa  - które przyspieszają gojenie - nie przynoszą żadnej ulgi, bo dopóki na rogówce jest rana, to krople powodują niemiłosierne pieczenie. Oko bez przerwy boli i łzawi, więc w sobotę wieczorem ślep miałam już tak opuchnięty, że ledwo go otwierałam.
    Teraz jest już trochę lepiej, a przynajmniej na tyle, że jestem w stanie skupić wzrok na czymś przez dłuższą chwilę - a zatem napisać dla Was krótkiego posta. Siedzimy sobie zatem u Seniorki i obżeramy się, jak na święta przystało. Jej Wysokość rzecz jasna przyjechała z nami, bo przecież nie zostawiłabym jej samej w Pomarańczowej Jaskini na Wigilię... Trzeba przyznać, że jest wyjątkowo grzeczna, jeśli nie liczyć zapierniczenia kawałka rozmrażającej się miruny, przeznaczonej na rybę po grecku.
    Na zakończenie mam dla Was zdjęcie świątecznej szopki. Decyzję, czy zwierzątka [Smok, Hipek i Kot] występują tu jako bydlątka u żłóbka, czy jest to specyficzna wersja pokłonu Trzech Króli - pozostawiam Wam.
    Najlepszego - i przypominam o zbliżającej się godzinie zamknięcia bloga. Czekam na Wasze adresy mailowe :)


5 komentarzy:

  1. Drago, Ty tam mój adres masz ,więc wiesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem wiem. To apel do tych, którzy mnie czytają, a wcześniej się ze mną nie kontaktowali.

      Usuń
  2. Z jednym okiem nie jest fajnie :-/
    Kuruj się, żebyś obuocznie mogła podziwiać ten niedoskonały świat :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest tym bardziej zabawne, bo to lekarstwo rozszerza źrenicę - a że leczę jedno oko, to nierównomiernie. W efekcie mam zaburzone wyczucie odległości. Fajna jazda :)

      Usuń
  3. Wysłałam maila. Życzę szybkiego powrotu do normalnego widzenia.

    OdpowiedzUsuń