Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

czwartek, 13 grudnia 2012

Hammurabi wiecznie żywy

    Grześ z 1B, czyli Smrodek, po ostatnich numerach się jednak lekko uspokoił. Co prawda w tym półroczu nie na wiele mu się to już przyda, bo zdążył sobie wystarczająco nagrabić, by jego wychowawczyni Marzenka wystawiła mu na ocenę naganną z zachowania - czyli najniższą możliwą. To się na pewno sądowi nie spodoba, ale cóż zrobić...
    Faktem jest jednak, że chłopak od jakiegoś tygodnia wszedł w - jak ja to nazywam - fazę rozczulającą, czyli jest biednym, małym, potulnym Grzesiem, który klei się do dorosłych, niczym Dragonka do wystawy cukierni :) Jest miły, grzeczny, nosi wszystkie zeszyty, zgłasza się i notuje. Całokształtu dopełnia jego nowy image - paraduje po szkole w schludnej koszuli z kołnierzykiem, starannie zapiętej pod szyję i wpuszczonej w spodnie. Wygląda w niej jak wzorowy, piątkowy uczeń. Kiedy pochwaliłam go za strój na lekcji - "Grzesiu, jak ci ładnie w tej koszuli! Bardzo ci do twarzy, wyglądasz jak prawdziwy facet!" - to bąknął, że dostał takie trzy na Mikołaja, ale był wyraźnie zadowolony. A na przerwie podleciał do Marzenki z prośbą, by mu pozapinała guziki przy mankietach, co jego wychowawczynię totalnie rozczuliło. Nota bene, faktycznie musiał go odwiedzić Mikołaj [a może rodzina dostała paczkę z MOPS-u?], bo widziałam dziś, jak oprócz zeszytów wyjął na ławkę nowiutki piórnik z wyposażeniem. Wiecie, taki, jakie kupuje się pierwszoklasistom - czyli z kredkami, mazakami, kolorową gumką do ścierania i linijką. Grześ niby udaje, że to nic takiego, ale widać, że piórnik sprawia mu olbrzymią radochę. Notowanie w zeszycie zajmuje mu dwa razy więcej czasu, bo przecież musi wszystko ładnie wykaligrafować nowym piórem kulkowym, temat podkreślić na kolorowo, a tabelka w zeszycie nie może być już zrobiona od ręki, skoro ma się do dyspozycji nowiutką linijkę... No cóż, mam małą próbkę tego, jak się pracuje w podstawówce :)

    Skoro jesteśmy przy klasie 1B, to udało mi się dziś przeprowadzić u nich całkiem fajną lekcję. Jest to w dużej mierze zasługa tematu, omawialiśmy bowiem fragmenty Kodeksu Hammurabiego [mamy aktualnie blok tematyczny poświęcony różnym tekstom prawodawczym] - zagadnienie ciekawe samo w sobie. Chłopcy dostali Karty Pracy, na których były wypisane różne "casusy prawne" [czyli opisy przewinień], a ich zadaniem było uzupełnić, jaką karę przewidywał Hammurabi za dane przestępstwo. Lekcja im się wyraźnie podobała, a poznaję to po tym, że zadawali mnóstwo pytań związanych z tematem i widać było, że naprawdę chcą zrozumieć, o co chodzi.

JA: [cytując fragment tekstu] Jeśli obywatel wybił oko obywatela, należy wybić jego oko...
PATRYK: Czyli na przykład gdybym się z Panią pobił i Pani złamał rękę, a Pani by mi wybiła ząb, to sąd mnie by złamał rękę, a Pani wybił zęba?
JA: Gdybyśmy żyli w Babilonie - to prawdopodobnie tak by właśnie było. [bo już nie wdawałam się w szczegóły, że jako kobieta nie byłabym uznana za pełnoprawną obywatelkę...]

JA: Jeśli udowodniono komuś kradzież, to musiał zapłacić 30-krotną wartość przedmiotu. Czyli dajmy na to, że ukradłabym Wojtkowi jego zeszyt do polskiego. Zeszyt kosztował złotówkę, więc musiałabym oddać 30 złotych.
WOJTEK: [podsuwając mi ochoczo zeszyt] A to niech se pani bierze...

JA: Jeśli obywatel wybił oko niewolnika obywatela, to zapłaci połowę ceny jego kupna...
MARIUSZ: To nie wybiją mu tak samo oka?
JA: Niewolnicy byli traktowani tak, jak sprzęty domowe.
MARIUSZ: [dalej nie rozumiejąc] Czyli co...?
JA: Wyobraź sobie, że przyszedł do ciebie kolega i zepsuł ci toster. Sąd nie wybije mu za to oka, ale każe zwrócić za naprawę. Miałeś dobry toster - a teraz jest popsuty i przypala grzanki. Tak samo myśleli w Babilonie: miałem sprawnego niewolnika, a teraz nie widzi na jedno oko i przez to gorzej pracuje.

JA: Jeśli syn uderzył ojca, utną mu jego rękę.
GRZEŚ: A co, jeśli to ojciec uderzył syna?
JA: No niestety, ojcu było wolno. Dziećmi się wtedy nikt nie przejmował.
GRZEŚ: Eee... To poje*** to prawo...


   I trudno się ze Smrodkiem nie zgodzić...

4 komentarze:

  1. :-)))
    Niestety takie prawo było :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale już na szczęście nie ma. A przynajmniej Małpki się czymś zainteresowały.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz został usunięty nie ze względu na treść, tylko na BRAK PODPISU. Prosiłam, żadnych anonimów...

      Bardzo proszę autora komentarza o zamieszczenie go raz jeszcze - i podpisanie się.

      Usuń